poniedziałek, 30 grudnia 2013

/30/ i miss you so...

tęsknię...
eh... cały dzień mnie męczyło...
czas zamaże wspomnienia, wyleczy rany, może na szczęście już tylko te w sercu... kiedyś zapomnę...

albo będę topić smutki w szklance whisky z colą... ohydne, ale dobrze kopie...

"I will miss your heart so tender
and I will love
this love forever
and this is why I am leaving
and this is why I can’t see you no more
this is why I am lying when I say
that I don’t love you no more"



***

wielki foch koleżanki (jak dla mnie może trwać kolejne kilka miesięcy), ale czepia się bez sensu... mieliśmy się spotkać wczoraj (ale nie powiedziałem, że na pewno, powiedziałem, że zapewne, bo myślę szybko wrócić, no...), ale jakoś fajnie mi płynął czas na rozmowie z poznanym chłopakiem, i za bardzo mi się do niej nie spieszyło, szczególnie, że kontakt mamy taki już trochę ch*jowy, i nie specjalnie jej przypada do gustu, to jaki jestem... oczywiście przy niej też muszę udawać kogoś innego, "normalnego" jak oni to mówią...

źle dobieram znajomych, ale taki już mój urok...

***

kolejne spotkanie się szykuje, dokładnie to już dziś wieczorkiem, a potem sylwester też razem... coś chyba się wszystko za szybko toczy... najwyżej szybciej się skończy... może mimo wszystko powinno się skończyć po pierwszym spotkaniu, bo szkoda, żebym znów był dla kogoś ciężarem -- a myślę, że dzisiejszy dzień był wystarczającym i męczącym...

***

Mały musiał mieć rację, że niszczę ludzi, chociaż dzięki niemu nauczyłem się, mieć wszystkich w d*pie, i traktować jak nic nie znaczące zabawki...

"Destroy everything you love before everything you love destroys you."
~nieznany

***

sobota, 28 grudnia 2013

/29/ długa droga w dół...

so sad :(
mówi: "bo Cię nie lubię", a ja, ja dalej czekam i mam nadzieję, że wszystko pewnego dnia się zmieni..., jak...? nie wiem... ale wiem, że muszę być głupi, żeby na tyle pozwalać...

znów stoję na rozdrożu, zadając sobie pytanie: "dokąd chcesz iść?" z jednej strony Mały Książę, a z drugiej kolejna próba zwykłego życia...

Mały Książę chce dyktować warunki: ok, ale szantaż? to już przegięcie - nie na tym to polega, tak mnie nie można "mieć", drobnymi krokami owszem, trochę ustępstw, też w porządku, ale nie szantaż - i nie tym razem, marzenia i głupie "fantazje", wylądowały na półce z bajkami, których nikt nigdy nie przeczyta...

kazałeś mi wybrać Mały Książę, wybrałbym Ciebie, ale szantażem skreśliłeś wszystko -- tak jak chciałeś, byłbym zawsze, ale teraz muszę rozumieć, że nie warto... mimo wszystkich uczuć, które żywię do Ciebie...
ta podróż dookoła świata - pamiętasz chociaż - piękna by była ta opowieść...

jest ktoś, kto dzisiaj tego wszystkiego posłuchał, całą historię, do dzisiejszej naszej rozmowy... ktoś, kto powiedział, że będzie i poda łapkę i pomaga wstać... ktoś kto powiedział, że Mały Książę nie jest wart niczego więcej...

a ja w końcu przeboleję rozstanie, po całym prawie półtora roku - skoro chce odejść, droga wolna... nie poznał mnie... i tak już pewnie zostanie...

został w sercu jako ten najlepszy i najwspanialszy chłopak, jakiego miałem szanse mieć..., czas wirtualne wspomnienia posprzątać...

***

jutro spotkanie, zobaczymy co przyniesie... nie nastawiam się na żaden przełom... po prostu nie tego chcę... chociaż można próbować, tak na prawdę już o to nie dbam, czy się uda czy nie... czy ktoś zostanie, czy odejdzie... czy świat skończy się dziś czy jutro... czy ja skończę się dziś, czy jutro uchleję się w trupa...

***

Papryk, ja pierdziele, też potrafi dorzuć swoje 5 groszy zawsze w zły momencie... ja go wcale nie rozumiem, napisałem do niego (bo jak już się przyzwyczaję to ciężko mi zerwać znajomość mimo wszystko...), a skończyło się na tym, że pamięta lepiej kiedy się poznaliśmy, jaka piosenka nam wtedy towarzyszyła, stwierdził, że ciężko to zapomnieć, mnie, nasze poznanie, a kurcze nigdy nie mieliśmy szansy spróbować, bo jakoś nie, po prostu...

***

chociaż jedną już nie przeze mnie zerwaną znajomość zostawię...


"I wish I could please you tonight
but my medicine just won't come right
I'm walking on a wire, I'm walking on a wirea

and I'm falling
too many steps to take
too many spells to brea
too many nights awake
and no one else..."

czwartek, 26 grudnia 2013

/28/ bez znieczulenia tzn. znaczenia...

chciałbym, żeby w końcu spadł śnieg :(
fb się do czegoś przydało.. dodawałem w końcu kilka dla mnie ważnych osób, i z którymi mimo skasowanych gg nie chciałem stracić kontaktu, została jedna osoba, ale do niej boje się nawet już pisać, zresztą obiecałem sobie, że w końcu dam mu spokój... powinienem to  już dawno zrobić... tyle złych rzeczy, które zrobiłem, właśnie z tego powodu padły słowa: "nie chce tego", eh...

we just push on by
it's funny
how hard we try

***

kiedyś już się nasłuchałem podobnych słów i boli do dziś... zaczynając od początku... miałem się jutro spotkać z pewnym, poznanym ostatnio chłopakiem, ja już dziś wiem, że się z nim nie spotkam, on o tym dowie się jutro, zresztą nawet nie muszę wymyślać jakiegoś specjalnego powodu, po prostu będę 200 km od domu... chociaż to nadal nie w tę stronę, którą bym chciał :/ myślałem, że będzie fajnie się z nim spotkać, było by z kim spędzić także sylwestra, ale potem wytrzeźwiałem... (i w tym momencie przestałem być taki naiwny...) nie chce kolejny rozczarowań, i tak wszystko jest  do niczego... wystarczy mi tego złego, tak chciałem powiedzieć...
chociaż jeśli to nie pomoże to znajdę inne wymówki..., w końcu się z nim spotkam, ale tylko po to żeby mi dał spokój, bo tak przeważnie się wszystko kończy...

jak kogoś potrzebuje to nie ma nikogo, a jak mam wszytko głęboko w d****, to zawsze się ktoś pojawi... zresztą niektóre osoby szybko można zniechęcić... czasami wystarczy napisać tak jak ja dziś: "no to w skrócie jeśli szukasz seksu to zły adres -.-", "to w zasadzie chłopaka też nie szukam...", nawet nie musiałem kłamać, a chłopak już się nie odezwał, nawet dobrze, bo nie mam ochoty już z nikim się użerać...

a za niektórymi się tęskni miesiące..., eh

dont you wanna know me?
be a friend of mine
i'll share some wisdom with you
dont you ever get lonely
from time to time?

**

mogło by się coś już ułożyć... ile można czekać... :|

***

coraz większy nieład jest w tym notkach, chyba tak chaotycznie wszystko zaczynam spostrzegać...

***

muszę rano wstać :/ o 7 najpóźniej, eh... znów długa noc się zapowiada -.-

wtorek, 24 grudnia 2013

/27/ zwierciadlane oczy snu - jesteś barwą róż...

właśnie wstałem, ale byłem tak padnięty, że musiałem się przespać, i nie zapowiada się żeby coś dobrego z tego wyszło... kolejna "lekko" nie przespana noc...
pierwszy raz od kiedy pamiętam byłem tak zabiegamy dzień przed świętami... najpierw koleżanka, z którą kupowałem prezenty, tak dokładnie mówiąc to ona kupowała a ja tam byłem bardziej dla towarzystwa... i tak jak wyszedłem z domu o 10 tak z powrotem byłem dopiero o 16, szczerze mówiąc miałem już dość tego dnia... całe pięć godzin łażenia... ale jak to przed każdymi świętami zaczęło się dopiero w domu... choinka miałem ją ubrać właśnie z tą koleżanka, ale w końcu ona wolała coś innego robić, więc ubierałem z inna (ale jeszcze zanim do tego doszło to trochę podarliśmy koty z bratem... cóż humor mi zjebał, nie licząc, że ciśnienie też mi podniósł), więc potem z tą koleżanka poszliśmy do niej pograć w karty..., a potem wróciłem do domu i poszedłem spać...

eh święta..., czy choć raz nie mogę mieć ich wesołych...? nie... to nie możliwe...

***

cały tydzień zastanawiałem się nad sensem tego co robię... tyle razy usłyszałem "spierdalaj", a jedyną moją odpowiedzią było "ja czekam, i będę..."

miałem swoją szansę, swoje pięć minut - niestety szansę zmarnowałem, to nie film, tu już nic nie będzie dobrze, a ja nie chce być dla Małego Księcia ciężarem, nie chce być tym przysłowiowym piątym kołem u wozu...
trudno zrezygnować z marzeń, ale niektórych nie można zrealizować... czuję się okropnie, gdy pomyślę co straciłem, ale ten koniec zbliża się nieuchronnie i nic na to nie poradzę... -- w skrócie mówiąc: poddałem się
są święta, dziś wigilia, chociaż taki prezent może ode mnie dostać... spokój... ode mnie...
może doczekam się chociaż kiedyś niespodziewanego telefonu od niego...
przykre, że nie znaczę już nic dla Niego...
po prostu wszystko przestało mieć sens... marzenia przestały istnieć...


może kiedyś gdzieś przez przypadek znów się spotkamy, może jeszcze kiedyś mnie przytuli, pocałuje, a ja znów znajdę się na skraju tego nieba tu na ziemi...
ale nie chce być kimś kto zawadza... 

On w moim sercu będzie zawsze, i zawsze będę czekał...
wiedziałem, że zakocham się raz w życiu, ale nie przypuszczałem, że w zasadzie zostanę sam...

jeszcze ten jeden raz spróbuję zacząć żyć od nowa... znów wszystko przepadło... :'(

tak w skrócie - i tak za dużo...
wracam spać może jakoś usnę..., może...


sobota, 14 grudnia 2013

/26/ opętani samotnością... wciąż szukają szczęścia, które zwie się wolnością...

miś w mojej kochanej czapeczce
i need your love
i need your time
when everything's wrong
you make it right
a teraz, teraz co..., czekałem dziś na Małego Księcia, nie "zjawił" się... kolejny raz o mnie "zapomniał" - jakie to proste...
teraz, gdy Go potrzebuję, chociaż na chwilę, by znów poczuć TO szczęście, co dostaję...? albo SPIERDALAJ albo "CHODŹ ZE MNĄ DO ŁÓŻKA"...
nie ważne jak WYJĄTKOWĄ jest osobą, nie poświęcę zasad dla kogoś, kto z przyjaciela stał się "żądną seksu kreaturą"...
z drugiej strony wiem co tracę, najwspanialsze chwile z Nim, ale...
skoro nie potrafiłem o Niego walczyć to czemu teraz miałbym nie poświęcić tych kilka NAJWSPANIALSZYCH chwil...?
i feel so high
gdy pisał, że siedzi na parapecie, i chce skoczyć... (wierzyłem w to bo kochałem) pisałem, żeby tego nie robił, bo ja Tu jestem i Go kocham... tyle nerwów zjadłem, chodziłem jak trup po nieprzespanych nocach, bałem się o niego - a co w zamian dostaje? - "SPIERDALAJ!"
ostatni sen, okropny, obudziłem się zlany potem i przerażony... ponury świat, czarny śnieg padający z nieba, i Mały Książę... a raczej jego trup, wiszący na sznurze... (chyba dalej się o Niego boję...)
i come alive
mój charakter..., ja..., to trochę za dużo jak na raz, szkoda, bo Mały zawsze  będzie w moim serduchu, był jak gwiazdka, która przez przypadek spadła z nieba, i wpadła do mojego świata... (to na prawdę był cholernie wielki przypadek, akurat Tu wylądowała...)
i need to be free with you tonight
i need your... :'(

***

03:00, oglądam "powrót do przyszłości" i piszę notkę... oldschoolowo na kartce papieru xD
"kolejna kartka się kończy" - pomyślał...

***

eh, Patyś'ia już pewnie nie będę miał okazji ani zobaczyć, ani z nim porozmawiać... jeśli to powoduje, że się smucę - tak mało znaczące zdarzenie - to mnożąc to przez milion nigdy nie dorówna "zdarzeniom" z Małym... chociaż Mały i Patyś mają coś wspólnego ze sobą - widzieli we mnie "Kotka", i tylko Oni - myślę, że - to rozumieli, a przynajmniej Patyś.

***

Rysio Pysio (miało być zdjęcie z wakacji - specyficzne - ale nie będzie, zostało na pendrive wpiętym do telewizora, w dużym pokoju, ciekawe kiedy ktoś obejrzy te wszystkie zdjęcia, i te z Małym i te z Pysiem, bo pewnie jeszcze nie raz zapomnę o tym pendrive -- a może ktoś je powinien znaleźć, gorzej być nie będzie...) dla niego jestem - zawsze byłem - tylko cieniem (a na cienie się uwagi nie zwraca), odezwę się do niego za jakieś półtora roku... może będzie mnie pamiętał... (on się nie odezwie, nie ma po co, nie jestem dla niego zbyt dobry...) kiedyś zadał mi dziwne pytanie, brzmiało trochę jak wyznanie miłości..., a ja głupi powiedziałem, że to nie możliwe (ale pamiętam dobrze, jak źle to wtedy zrozumiałem, a Mały się dziwił, że ja większość jego wypowiedzi pamiętam...) - już nigdy nie będzie... a mogłem być "szczęśliwy"... tylko trzeba było zapomnieć o Małym, i otworzyć serce przed Pysiem...
mój kochany Rudzielec... :'( mogłem mieć wcale nie takiego złego chłopaka, a wybrałem Małego, i gdzie mnie to doprowadziło...? eh, szkoda gadać...
tęsknie Rudzielcu... tak mocno...

***

skończył mi się "powrót do przyszłości", to teraz będzie "nieustraszony"

***

jeden przedmiot z głowy, jeszcze jeden został, zresztą nie ma jak skończyć prezentację o 3 rano tego samego dnia co będzie trzeba ją przedstawić, a miałem wtedy zajęcia do 20... masakra... miałem na to ponad miesiąc, ale nie miałem weny...

ostatnio coś często chodzę spać po 3, ale i tak spać nie mogę więc co zbytnio mi to nie przeszkadza... teraz jestem około 24 godziny na nogach, zresztą już 6 dochodzi to nie ma co się nawet kłaść spać, i tak mi się nie chce...

***

(ładny niski chłopak, ulotna chwila w moim życiu..., jak już zamarzałem na tym pieprzonym przystanku, próbując czytać książkę..., zjawił się znikąd... jak to ujął rozmawiając ze znajomymi: "a teraz czas na magię" i fakt, ten moment był magiczny dla mnie i poprawił mi humor na resztę dnia, ale na zajęciach mnie nie było, coś za coś... ale... warto było nie pójść)

***

gdybym mógł zawarłbym pakt z Diabłem, aby Mały Książę wrócił...
tak to bywa... On stał się moim całym światem, a ja dla niego nic nie znaczę... PIERDOLONE NIC...

ale to tylko bajka dla niegrzecznych dzieci, więc to się nigdy nie zdarzy...

***

i znów chujowe święta się zbliżają... czemu choć raz nie mogą być udane...

***

nie mam żadnego ostrego "narzędzia" w pokoju, najwidoczniej "kochana" mamusia wszystkie mi zabrała z pokoju, to teraz przydało by się wykręcić wszystkie klamki...,  -- to teraz pójdę do kuchni i wezmę nóż :D 
chociaż... rano powstrzymuję chęć przed kolejnymi "cięciami", wieczorami przed uchlaniem w trupa... powoli przestaje mi to wychodzić... szczególnie wieczorami...

***

skończyłem pisać była 4:30, jest 6:00 jak skończyłem przepisywać... jeszcze jakbym to przepisywał non stop, a ja musiałem sobie bezsensowne przerwy robić... 

niedziela, 1 grudnia 2013

/25/ czemu...?

czemu kurwa to tak boli? proste rozwiązanie - na to brak odwagi... kolejny krok... kolejny błąd...
życie codzienne mnie przerasta, a w miłości nie mam jak szukać wsparcia... dwie ważne dla mnie osoby, nie ma już żadnej... lepiej olać, nie umiem... ale wciąż czuję, jak mocno to boli... nie chce już marzyć, nie mam po co... za długo to trwa, mnie już nie można naprawić... a przyszłość? dzień za dniem, byle by tylko ten minął... kolejne dwie osoby - kontakt urwany...
moje życie to jeden wielki błąd...

czasami warto tylko słuchać...

piątek, 29 listopada 2013

czwartek, 28 listopada 2013

/23/ wkraczając w pustkę

mój kolejny brzydki rysunek...
chociaż powinienem powiedzieć, że to jest właśnie moje wyjście z mroku...
pierwsze spotkanie z psychologiem, takie nie oficjalne, bo nie chciałem się spotykać w poradni, ale oczywiście ojciec musiał mnie zauważyć i już w domu jest nie do wytrzymania... ciekawe jak jutro będzie, oczywiście mama zareagowała bardzo miło... coś w stylu "popierdoliło Cię"... bo jej już dzisiaj powiedziałem, kim była ta osoba, z którą mnie ojciec widział...
co im kurwa w tym nie odpowiada? skoro żadne  z nich ze mną nie rozmawia, nie wie jakie mam życie... do nich by chyba tylko dotarło coś, gdyby mnie któregoś razu znaleźli z podciętymi żyłami w wannie, albo kurwa zwłoki na jakimś chodniku... może wtedy...
tak na prawdę, bardziej się tam dzisiaj wybrałem ze względu na Małego Księcia, skoro go nigdy "obok" nie będzie, jakoś muszę sobie z tym poradzić, jeszcze akurat ten temat nie został poruszony, z czasem go poruszę, ale w cholerę nie wiem jak...

popsuli mi tym humor na koniec dnia... i zaburzyli mój spokój, który tak powoli komponowałem...

***

morduję pracę licencjacką, morduję się z prezentacjami na wtorek, a jeszcze muszę na poniedziałek trochę wkuć... wszystko na siłę... bo muszę... a gdzie jest chcę...? (jak coś chce to zaraz mam opierdol, bo źle...) może uda mi się stąd uciec, ale gdy już ucieknę to nigdy nie wrócę... może wtedy zrozumieją...

miałem tyle do napisania a w chuj mi idzie... wrr...

***

wczoraj rozmawiałem z kolegą, dość młodym... jestem w stanie zrozumieć prawię wszystko, ale jak mi powiedział, że się ugania za 25 letnim księdzem to... osłupiałem... ja myślę, że ten ksiądz dobrze zdaje sobie sprawę, że ten dzieciak (tak dzieciak!) się w nim buja... bo jak by mnie ktoś tak adorował, to bym się na pewno domyślił... nie można być aż takim idiotą...

nie komentuje tego, jak się potoczy dalej, może wam to napiszę...
jego życie, niech z nim robi co chce...

ja mu tylko powiedziałem, że jest nie stały w uczuciach więc mu to przejdzie... oczywiście się obraził... ale chuj mnie to będę wrednie szczery...

***

ostatnio mam jakąś fazę na "Of Monsters And Men" - wokalistka ma bardzo kojący głos :)
dziś "Love Love Love" - której to potrzebuję jak lekarstwa... źle... bardzo źle...



środa, 27 listopada 2013

/22/ sólo tú :)

kotki dwa :) - mój, trochę z nudów na zajęciach :P
mhm chyba się nie pomyliłem w tłumaczeniu :P dawno nie używałem hiszpańskiego :) w każdym razie tytuł ładnie miał się tłumaczyć, i znaczy - a przynajmniej w zamierzeniu :D - tylko Ty :P

mimo wszystko dalej mam dobry humor :) teoretycznie bez powodu (ok, dzisiaj humor doprawiony odrobinką procentów :]), więc i bez powodu mi przejdzie :P ale jeszcze na to nie pora :)

pokusiłem się o przemeblowanie drugiego pokoju, nie mam jak się za to zabrać o 9 wieczorem :)

ale notka miała być o czymś innym, a raczej o kimś :D
ostatnio tak sobie znów myślałem o Małym Księciu, jaką On potrafił mi sprawić radość :) pamiętam dwa zdjęcia "na poprawę humoru", jedno zwykłe w kapturze, ale drugie, jak ja je zobaczyłem to myślałem, że padnę ze śmiechu :), ale nie z niego, byłem szczęśliwy, że ktoś znał mnie od tej strony :D

pamiętam tyle smsów, i miny ludzi, którzy widzieli moją reakcję po przeczytaniu tych smsów - "idiota, śmieje się do telefony", idiota, głupek to na pewno :) ale uśmiechałem się wtedy dzięki niemu, czułem że mogę wszystko :)

dużo pięknych wspomnień mam z pewnego sierpniowego piątku, te wspomnienia wywołują tyle radości, uśmiech od razy gości na mojej twarzy, czasami jednak wywołują smutek i płacz..., bo wiem, że już nigdy się nie powtórzą...
tamtego dnia wracając do domu, wiedziałem, że się zakochałem, pierwszy raz taką miłością, dziś mogę powiedzieć, że to była najszczersza miłość, prawdziwą miłością..., prawdziwe "kocham Cię", które dodawało skrzydeł... :D

wiem jaka jest prawda, nie jestem głupi... byłem zabawką, oddałem serce, komuś kto uważał mnie za dobrą rozrywkę, On tak powiedział, i z tego co powiedział nie mam powodu uważać, że to nieprawdę... byłem "zabawką..."

dla mnie zawsze będzie Tym Chłopakiem, tym, który był taki kochany, taki wspaniały, ja mu wszystko wybaczyłem, przeprosiłem, i czekałem...

a teraz muszę naprawiać swoje życie..., żałuję tylko, że tak krótko, że tak mało mieliśmy dla siebie czasu... i..., że... byłem takim idiotą... ;(

i wiem, że nigdy już Go nie będzie przy mnie, ale... pomarzyć można :D
lepiej skończyć w pięknym szaleństwie, niż w szarej, nudnej, wręcz banalnej rzeczywistości :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

/21/ send me on my way

dziś tylko kocyk i ciepła herbatka..., a i pluszak gapiący się na mnie swoimi czarnymi oczkami... smutnymi oczkami...

zacząłem po kawałku układać tą / tę układankę, kilka punktów które chce zrealizować, jeśli się uda, będę się cieszył, jeśli nie - cóż będzie to tylko kolejna nie trafiona decyzja... i na prawdę dużo zmarnowanego czasu...

sprawy sercowe sobie daruję, na nie jeszcze przyjdzie czas, teraz było by to tylko marnowanie sił... 
a tak na prawdę mam nadzieję, że wszystko się samo ułoży...

wiec zaczynam od biegania :) zrzucę te 20 kilo, które mi od przybyło od zerwania... tylko że to było z jakiś rok temu :/

skończyłem przed chwilą oglądać "Dom chłopców", bardzo piękna i smutna opowieść o prawdziwej miłości... i nie tylko...

***

koleżanka chciała, żebym przyjechał do niej, w piątek po zajęciach, mieliśmy iść na dyskotekę, w sumie nie mam humoru na taką zabawę, wiem, że nie będę się dobrze bawił w tym towarzystwie, a szansa, że poznałbym kogoś tam z kim by się miło spędziło całą dyskotekę jest akurat mało prawdopodobne, zastanawiam się tylko jak mam się ładnie z tego wymigać.

kurcze na środę muszę mieć chociaż spis treści swojej pracy licencjackiej, a ja jeszcze utknąłem na wyborze tematu... po prostu nie mogę się do tego zabrać, na poniedziałek jeszcze muszę się 7 wykładów nauczyć i złapać jakąś ocenę, a wtorek w końcu prowadzę zajęcia i..., eh... za dużo rzeczy mam na głowie, i kurcze jeszcze nie mogę odpocząć... 

***

zastanawiałem się nad skasowaniem gg, w sumie to obu :P jeden numer został bo miał go Mały Książę, a ja czekałem... i tak jakoś nie chciałem go skasować, tzn jak by chciał to i tak mógłby mnie na fb znaleźć, czy zdobyć numer telefonu, nie miał by z tym żadnego problemu... a drugi numer był dla ludzi poznanych przez fellow, i w końcu służy mi tylko do rozmów z Pysiem, (pewnie nie wspominałem, ale Pysia znam ze szkoły, jeszcze jak byliśmy młodsi, tyle czas przesiedzieliśmy razem w bibliotece, a trzeba było chyba z 7 lat żebyśmy drugi raz się spotkali, kurcze zawsze mi się podobał, ale wszystko spieprzyliśmy na samym początku, on się bał otworzyć, a ja się bałem powtórki z rozrywki jaką zapewnił mi Mały Książę..., zresztą wtedy jeszcze tak mocno go kochałem...), wracając :P z Pysiem rozmawiam w sumie raz na miesiąc, zwykle nie dłużej niż godzinę, więc z nim mogę pisać smsy, zostaje jeszcze jedna osoba, która ostatnio napisała, chociaż poczekam jeszcze kilka dni jak będzie bez odzewu to i to gg mogę skasować...

w sumie ten profil na fellow, to też nie wiem do czego mi potrzebny, nic na siłę, bo nic z tego nie wyjdzie... ja muszę poczekać aż czas zabliźni te wszystkie rany na sercu...

***

natrafiłem wczoraj na bardzo fajną notkę na pewnym blogu, w sumie na 3 zdjęcia :P świeczki, wino, wanna (jeszcze tylko płatków róży zabrakło :p (żarcik :D)) mi się tak zawsze marzyła taka niespodzianka, słodkie to to było :D  i niech mi ktoś powie, że ta miłość nie przetrwa, to nie uwierzę...

***

" (...) w lewych uchy oznacza, że chcesz złapać króliczka, a w prawym, że chcesz być króliczkiem." :)
chodzi o kolczyki :P
no tak, ja mam w lewym uchu kolczyk i owszem ciągle ganiam za króliczkami :P chociaż zdecydowanie to ja wolałbym być króliczkiem :D (hahaha xD) niech ktoś za mną teraz trochę pogania :)

zdecydowanie mam lepszy humor, nie wiem dlaczego, po prostu jest, szczerze wolałbym mieć gorszy, skrajnie między depresyją, a szaleństwem, dopiero wtedy mogę tworzyć...

***

"nie prześnij życia. żyj marzeniami" :) tylko marzenia mnie jakoś Tu trzymają i Ty, Mały, chociaż pewnie już nigdy się nie spotkamy...


niedziela, 24 listopada 2013

/20/ kołysanka...

kocyk, pluszowy miś, pół szklanki wódki z colą i film... najchętniej modlitwy za bobiego...

deszcz leje jak z cebra.. pogoda w sam raz na jesienną depresję... u mnie tylko pogłębia stan bezsilności... zastanawiałem się czy odezwać się do Małego Księcia, ale po co? nie chce ze mną rozmawiać, inaczej sam by napisał... w sumie po co mu ja... pewnie najchętniej sam by się przyczynił, żebym z szedł z tego świata, dla niego tak było by lepiej...

a ja mam mu tak wiele do powiedzenia... 

pierdole jutrzejszą odpowiedz, mogę dostać kolejną dwóję...

stało się i nigdy już się nie odstanie :((( mi tylko brakuje już słów żeby napisać jak bardzo mi źle i smutno... znów zasnę myśląc o nim...

KOŁYSANKA DLA (U)KOCHANEGO



/19/ tracąc Ciebie, straciłem siebie...

sto jedenaście osób i zero odpowiedzi... przypuszczałem, że chociaż jedna z tych osób się odezwie...
wygląda na to, że jestem skazany na samotność... to mnie nie dziwi... zawsze wiedziałem, że tak będzie... złe jest to, że ja to widzę...

wróciłem przed chwilą ze spaceru z koleżanką, "do domu", szkoda, że wcale nie czuję, że to mój dom... nienawidzę tego, że muszę tu udawać kogoś kim wcale nie jestem... to męczy... szczerze o rodzicach wiem nic, oprócz tego, że wiem jakie książki lubi czytać mama, taka relacja rodzic-dziecko wydaje mi się upośledzona... myślę, że, a nawet jestem pewny, że i oni o mnie mało wiedzą...

stąd tak bardzo bliski mi stał się mój pierwszy chłopak, rozmawiał ze mną, go poznawałem... pierwszy raz nie chciałem niczego przed kimś ukrywać, dalej go kocham, ale wiem, że to jest bez sensu, jest zbyt młody żeby zrozumieć, że tak to była miłość... upośledzona, ale myślę, że więcej ode mnie nie można wymagać, "nie umiem kochać", starałem się z całych sił... których we mnie z każdym dniem jest coraz mniej...

z uczuciami teraz też jest problem, nie powinienem kochać, bo to tylko mnie teraz niszczy... wyniszczają mnie od środka, do tego dochodzi nadzieja, która próbuje mi uświadomić, że to koniec, a ja nie chce, nie chce dopuścić do siebie myśli, że Go już w moim życiu nie będzie, tak bardzo czuję, że mieliśmy tak mało czasu...

czuję, że organizm z dnia na dzień słabnie, ja słabnę... czasami spalenie choćby jednego papierosa, wycina z życia kilka godzin, spędzanych na przemian w łazience lub dogorywając na łóżku, często po kilu łykach piwa, czuje się okropnie... nigdy tak nie było... czuję, że...

mimo wszystko brak mi motywacji... brak chęci by zmienić coś w tym - myślę, że już - przegranym życiu... z drugiej strony nie umiem się poddać, inaczej już dawno pokusiłbym się o zrobienie sobie krzywdy... choćby o zasypianie i patrzenie jak woda w wannie powoli przybiera odcień purpury...

kiedyś pisałem wiersze, dziś nie umiem z siebie nawet kilku sensowych linijek wydusić... koszmar... dusza artysty i chuj rysować nie umie, pisać nie umiem... nie mam już jak złych emocji z siebie wyrzucać, gromadzą się i gromadzą...

do wszystkich mi tak daleko, nawet nie mam do kogo się przytulić... przy moim charakterze jest to bolesne... jeszcze tak nie dawno takie stany leczyłem po prostu tnąc się... ból fizyczny lepiej znoszę niż ten psychiczny... blizny widać dalej...

najgłupsze w tym wszystkim jest to, że zniszczyła mnie miłość, a tylko ona działała na mnie zawsze kojąco... jak nic...

chce mi się płakać, ale jakoś przez tyle przepłakanych nocy, tylu godzina męczarni psychicznej też już nie umiem... przypadających gdzieś na grudzień  - czerwiec...

chciałbym mieć łatwiejsze życie... tak tracę siły i chęci na walkę z samym sobą... a problem narasta zamiast maleć... na mnie wszystko się odbija, każda porażka czy jakieś negatywne zdarzenie...

powoli zjedzone leki mnie usypiają, może w miarę szybko usnę...

mieszkając w Krakowie, potrafiłem każdy dzień od innego oddzielić... rano budziłem się w pełni sił, a teraz nowy dzień jest tylko kontynuacją tego co zostało z wczoraj...

nie wstanę dzisiaj z łóżka, prześpię cały dzień... może tylko dla koleżanki wyjdę jeśli zadzwoni... w końcu znów jej tak długo nie będzie...

piątek, 22 listopada 2013

/18/ czas na zmiany :)

szczęście nie jedno ma imię :)
szczerze jakbym znalazł taką dziewczynę jak Ona, to myślę, że mógłbym nawet z nią być :P
mało kto mnie tak potrafi rozbawić, rozweselić, a właśnie znam tylko dwie osoby które mają tak pozytywny wpływ na mnie, Ona i mój Pierwszy Chłopak, (zwany we wcześniejszych notkach Małym Księciem :))
zawsze po spotkaniach z nią mam siłę nawet do przenoszenia gór, masakra xD

okres buntu młodzieńczego mi się trochę bardzo przesunął i wypada właśnie teraz :)
no cóż fajnie by to było połączyć ten bunt z dorosłym życiem, mieszanka wybuchową, ale czułbym, że żyje pełną życia, a wiem, że to najlepsze :D

muszę tylko zmienić podejście z jakim patrze na świat, to wszystko, niby proste, ale takie nie jest...
policzę do 10 i zacznę coś zmieniać w tym życiu, ale tym razem nie będę próbował tym razem to zrobię :)

oh, no kurwa musi się udać :D od razu chce się żyć xD

czwartek, 21 listopada 2013

/17/ go, go, go?

kolejny nudy i można rzec, że zmarnowany dzień...
po prostu nie umiem znaleźć sobie zajęcia, taka bezsilność rozlewająca się na wszystkie aspekty życia...

za kilka minut w końcu spotkam się z koleżanką, która wraca na weekend :) chociaż tyle, przy niej jakoś zawsze się ciut lepiej czuję...

może znów cały weekend uda się spędzić w miarę razem, swojego czasu bardzo mi się podobała...
czasami zdarzają się momenty, że dostrzegam w niej jeszcze piękniejszą dziewczynę... zawszę była piękna tylko ja tego nigdy nie umiałem dostrzec, i to jest druga rzecz, której nie potrafię wyjaśnić, tak samo jak i tego, że zakochałem się w... eh.. na pewno przestałem po tym wierzyć w miłość, w tę od dziś na zawszę, w to, że wiek nie ma znaczenia, bo ma... znaczy aż za dużo... nikomu nie można ufać...

dwie noce pod rząd, dwa sny, jedna osoba... myślałem, że ten już etap mam za sobą, oj chyba jeszcze długo nie, ale nie ma co się temu dziwić, ja na prawdę wtedy kochałem, ale czasami miłość to za mało... zdjęć po dzień dzisiejszy nie skasowałem, wiadomości też nie, nawet smsy ocalały... kilka ale to zawsze coś...

"don't stop believin"... chciałbym nigdy nie przestać...
bezsens...


czas złamać wszystkie zasady... :] i zacząć żyć... w końcu mam tylko jedno życie...
może przestanę marzyć o innym...

środa, 20 listopada 2013

/16/ one more time

wiem, że marnuje życie...
i wiem, że jest jedno...
więc czemu nic nie potrafię w nim zmienić?

nie umie zrobić kolejnego kroku w przód, ani cofnąć się o te dwa kroki...

jeszcze szansa za zmianę umknęła mi sprzed nosa... o wszystkim dowiedziałem się w poniedziałek, ale jak zawsze i to odłożyłem "na później", i przed chwilą się dowiedziałem, że zapisy były do wczoraj...

nie chce już żałować, że czegoś nie zrobiłem... ale mimo wszystko nic nie zmieniłem...

szkoda, że już się nie da naprawić tego co tak bardzo się popsuło... :'(
no tak... popsuło przeze mnie...

może jednak potrzeba mi czasu... albo po prostu muszę to przeczekać, inaczej nic z tego nie będzie...

"I've been sitting here so long 
Wasting time, just staring at the phone
And I was wondering should I call you
Then I thought maybe you're not alone"



ja pierdole, smutno mi... :'(

wtorek, 19 listopada 2013

/15/ born to die...

40 minutowy spacer z uczelni do domu.. kojący powiew wiatru... i próba odnalezienia choćby chwili spokoju...

chciałbym to wszystko wykrzyczeć... odzyskać spokój...
ale Ty i tak nie usłyszysz...

wiem, że to co robię jest złe, ale już nie mam po co tego zmieniać...
ile jeszcze obietnic bez pokrycia usłyszę? ile jeszcze osób będzie się upierać, że będzie, zostaniem, a potem zniknie? mam ciężki charakter, takim mnie uczynił ten świat, potem ludzie...
a teraz już nie zamierzam być tym lepszym...
a smutek przecieka z rzeczywistości do snów...

tak często siadam nocą przed domem, zastanawiając się co u Ciebie, co robisz... kogo pokochasz... czy kiedykolwiek jeszcze będziesz obok mnie...

Ciebie nie ma, mnie nic już tu nie trzyma... a jeszcze tu jestem...
może czekam na lepsze czasy..., a może cicho liczę do zera... gdzieś w końcu czeka kolejny koniec...

idę spać, pieprze to wszystko... a jutro... kto to wie...

"I feel so alone on a Friday nights
Can you make it feel like home
If I tell you you're mine
It's like I told you honey
Don't make me sad, don't make me cry

Sometimes love is not enough

And the road gets tough
I don't know why
Keep making me laugh, let's go get high
The road is long, we carry on
Try to have fun in the meantime"

/14/ ...

Ogoniasty wrócił, dwa dni milczenia to dla niego za długo... a myślałem, że mam go z głowy...
a teraz siedzi i szepce mi do ucha, że już czas...
z jakiegoś powodu chcę go słuchać... raz posłuchałem, ale chyba tak jak wszystkich... - nie słuchałem... i coś poszło nie tak... w końcu tu jestem...

a ten film na mnie źle działa... ale dzisiaj mnie wszystko denerwuje...
przerwa na papierosa...

ile razy można rozpaść się na milion kawałków i próbować poskładać tę pieprzoną układankę?

jeszcze tylko 6 miesięcy... wytrzymam... ale jeśli nie, to kogo to będzie obchodzić? - nikogo, nawet tak lepiej...

zbyt dużo rzeczy jest nie tak :( KURWA...!! no...

nie wytrzymam... gdzie ja schowałem te żyletki...?...
no tak, kolejne krótkookresowe rozwiązanie...

"kochana rodzinka", która od trzech lat wypomina wciąż to samo... ja już ich nienawidzę... przecież to może zabić... może powinno... dostali by to na co zasłużyli...

nawet Ty, Mały Książę okazałeś się być chujem... egoistą... może Cię w końcu znienawidzę... już nic mnie wtedy nie będzie tu trzymać...

niedziela, 17 listopada 2013

/13/ trzynaście próśb, trzynaście prób...

późno wstałem... wszyscy pojechali to nie miał kto mnie budzić... było cicho...
wrócili o 15 i o tej dziś wstałem...

szkoda, że o 17 przysypiałem już przy obiedzie...

***

odpokutowałem tę szklankę wódki i kilka cygaretek... złe połączenie...
ale dusiłem się rzeczywistością..., po prostu musiałem... potrzebowałem odetchnąć... na chwilę pomogło... a później było, oh... okropnie...

May Książę odszedł... zawsze wracał, gdy wprowadzałem się na kilka dni do swojego pokoju... zawsze przychodził nocą i zabierał mnie na spacer  do parku, a potem razem patrzyliśmy na zachód słońca... tym razem nie przyszedł...

nie mógł... pozwoliłem mu odejść... nie chce, żeby cierpiał... przeze mnie... długo cierpiał... nie pogodzę się z tym, że go już dla mnie nie ma... ale ma rację: "jeśli Ci na mnie na prawdę zależy, to pozwolisz mi odejść..." zależy mi...

to jaki jestem teraz, mimo tych małych zmian, nie pomoże mi go zatrzymać... ale już nie potrafię walczyć... już nie...

czuję coraz mniej... wszystko powoli obojętnieje... umiera romantyk, poeta...
nawet Ogoniasty mnie zostawił... już mnie nie chce, już nie podpowiada jak...

jestem sam...

Pysio się odezwał, a potem przepadł jak kamień w wodzie... nie wiem, gdzie go szukać... dziwie się, że napisał, to co powiedziałem podczas ostatniej rozmowy, myślałem, że to już koniec... może jednak coś do mnie czuł, w końcu wytrzymał ze mną ostatnie 6 miesięcy... ale to ja nie umiałem się przed nim otworzyć... 

przed Pysiem, był Patyś... tak jak i mnie zostawił go chłopak... razem próbowaliśmy budować Nasz Świat... eh, on próbował... mówił, że kocha, ale ja nie umiałem powiedzieć, że kocham, to słowo nie chciało mi przejść przez gardło... nie kochałem... to było w styczniu... od tego czasu już nie powiedziałem "kocham Cię"... już nie powiem... w końcu Patyś wrócił do byłego, są razem, ich Miłość przetrwała, wygrała z kilometrami, które ich dzielą... chociaż jemu się udało...

marzy mi się kolejny grudzień, taki jak w ubiegłym roku... nie pamiętam żebym któregoś wieczoru był trzeźwy... no chyba, że ten w którym wrócił Mały Książę po miesiącu milczenia...

znalazłem sposób by chociaż na uczelni udawać, że wszystko jest OK, kilka łyków przed zajęciami i cały dzień mogę chodzić uśmiechnięty... ta opcja z jakiegoś powodu nie wydaje się być tą złą...

we wtorek randka, w ciemno... myślałem, że jak zobaczy zdjęcie to zmieni zdanie... tak się nie stało... widocznie "młode" kotki są ehm...  pociągające... nie pytajcie...

nie pójdę na trzeźwo... już nie jestem w stanie wyjść tak do ludzi... a przynajmniej nie do wszystkich... ma być spacer... może zechce czegoś więcej, ale w samochodzie będzie niewygodnie... alkohol zrobi swoje, umysł nie będzie wtedy krzyczał: "NIE!, NIE RÓB TEGO!!"... już mi wszystko jedno z kim... na drugi dzień będę TYLKO żałować... ale w końcu z kimś trzeba TO zrobić... wszystko, ale nich się tylko nie zakochuje... nikt go bardziej nie zrani niż ja...

czas zacząć nie przestrzegać zasad, tak właśnie poznałem Małego Księcia...

muszę wrócić do rzeczywistości... pokazać się na uczelni... poprawić te dwójki, które nałapałem, błądząc gdzieś w świecie złudzeń i marzeń, w świecie książek, które stały się ostatnim czasem moim domem, w którym jestem sobą... muśże oddać kilka prac, ale najpierw trzeba je napisać... gdy skończę będzie grudzień, zima, śnieg... dobra książka i szklanka wódki do poduszki... tak dożyję do świąt...

a może szklankę wódki zamienię na coś innego, "lepszego"... na coś co pozwoli cofnąć się o te kilka miesięcy...

sobota, 16 listopada 2013

/12/ tak właśne bym zrobł...

... gdyby miało nie być jutra...


czasami nocą dziwnie myśli, nawiedzają mój umysł...
chociaż... to ja jestem dziwny...

piątek, 15 listopada 2013

/11/ without words...

znalazłem stare światełka choinkowe, naprawiłem je :), a teraz zdobią moje biurko :) o wygląda tak: :D

mój pokoi, a raczej kącik z biurkiem :)

jak ja kocham takie lekkie, kolorowe oświetlenie, chociaż przestało być już magiczne... wszystko powoli staje się... zwykłe... szare...

zimno i samotnie dalej... brrr... chociaż już śnieg mógłby już zacząć padać... fajniutko by było :D

***

mój autobus już odjechał, próbuje złapać okazję, ale nikt nie chce się zatrzymać, więc będę szedł, samotnie szedł, długą pustą drogą...

chyba wiem jak znaleźć w sobie motywację i szczęście, usunąć z pola widzenia wszystkie rzeczy, które smucą...

pierwsza rzecz to miłość... daje smutek zamiast szczęścia...
druga brzuszek... dużo muszę zrzucić...

a co dalej? życie pokaże...

czwartek, 14 listopada 2013

/10/ love...

miłość jest taka piękną :D...
i daleko po za zasięgiem...

ta piosenka działa na mnie tak kojąco, jest taka ciepła...

brakuje mi kogoś, kogoś kto zamiast tego kocyka, przytuli i ogrzeje...
kto powie, że będzie...

napajam się marzeniami, kolorowymi wizjami...
czy kiedyś to wszystko się spełni? czy będę znów tak szczęśliwy...?

kto to wie...

"how many times will you let me change my mind and turn around?
I can't decide if I'll let you save my life or if I'll drown

I hope that you see right through my walls
I hope that you catch me 'cause I'm already falling
I'll never let our love get so close
you put your arms around me and I'm home..."

środa, 13 listopada 2013

/9/ everything I do...

wszystko powoli zaczyna być męczące...
noce stają się coraz dłuższe... 
leżę do 4 czasami nawet do 5, i patrzę w sufit... a potem nawet nie wiem jak zasypiam...
na uczelni chyba już tydzień nie byłem..., a jak... często budzę się sporo po 12... nawet już budzik nic nie daje...

wszystko co robię... czy to ma jakikolwiek sens?
dokąd to prowadzi? chwilo bez perspektyw...

wyrok skazujący, moje serce należy do kogoś, kogo to nawet nie obchodzi... odcięty kupon, który po drodze przepadł... czekam na wiadomość, chociaż wiem, że nigdy nie dasz znaku życia... ja na Twoją, Ty na Jego... tak bez końca... może ten rozdział nie ma zakończenia? może muszę to wszystko zostawić? i odejść...? teraz już na prawdę... po prostu zniknąć, tak na zawsze? ale to jest ostatnia rzecz jaką chcę... a czego chce? odzyskać to co głupio straciłem... pamiętam, że mimo wszystko z czasem potrafiłem każdą osobę odstawić, przestawało mi zależeć..., czemu w tym przypadku to nie działa? wiem, że nawet jeśli za kilka lat będę z kimś, będę gdzieś tam, zdarzy się nie jeden wieczór, gdy patrząc przez okno, powiem do siebie: "wiem, że tam jesteś... tęsknie za Tobą..." i za wszelką cenę będę próbował powstrzymać łzy, by ich nikt nie widział...

gdzie zgubiłem tą nadzieję... czuję się popsuty... i ranię wszystkich na kim mi zależy...

boże, niech się już coś zmieni... ja już tak nie mogę!!!
dalej męczy mnie pustka, samotność... ta wśród ludzi... mam ochotę zniknąć... rozpłynąć się, otulony białą mgłą...

nie umiem wskrzesić w sobie siły... 
ale muszę się pozbierać do kupy, inaczej to się źle skończy, 
ale już mi wszystko jedno, będzie co ma być.
wiem, muszę, ale co z tego... wciąż tonę...

"it's you, it's you, it's all for you
everything I do
I tell you all the time
heaven is a place on earth with you
tell me all the things you wanna do
I heard that you like the bad girls
Honey, is that true?
It's better than I ever even knew
they say that the world was built for two
only worth living if somebody is loving you..."


wtorek, 12 listopada 2013

/8/ bug, chonor, oiczyzna - 11 listopad

każdego roku, jeden dzień, przypomina mi o tym dlaczego po ukończeniu nauki chcę wyjechać z polski - ten dzień to właśnie 11 listopad.

nie wiem czy ktoś z was śledził co się wczoraj działo w Warszawie, szczerze ja oglądając różne relacje byłem w szoku...  banda kibioli, bandziorów, recydywy pod flagą z hasłem "Bóg, Honor, Ojczyzna"... pytam się gdzie był Bóg jak tłukli niewinnych ludzi, gdzie jest ich Honor, jak zakrywają mordy chustami, gdzie ich ojczyzna, której nie szanują rozwalając mienie publicznie!!! pytam się gdzie...

11 listopad, zniszczone samochody na drodze "marszu", wyrwane znaki, rozwalone chodniki...

"krzyczę: Bóg, Honor, Ojczyzna, więc mogę dewastować miasto, więc wyrwę biedne drzewko, spalę tęczę. jestem patriotą, jestem bohaterem, mama pierze mi gacie i skarpetki, tata zarabia ma jedzenie i rachunki, państwo daje mi wykształcenie, a ja jestem patriotą, bohaterem i odwdzięczę się jak najlepiej potrafię - wszystko niszczę!!!" -- tak widzę większość idiotów, bandziorów, onr-owców, którzy krzyczą "Bóg, Honor, Ojczyzna".

to jest okropne, ludzie którzy nigdy nie mieli książki do historii w łapach idą i wykrzykuję te pseudo historyczne hasła...

11 listopada, święto niepodległości... polska... kilka marszów różnych opcji politycznych, było by więcej, ale niektórzy wolą inny dzień jako rocznicę... pokojowy marsz pod wodzą demokratycznego prezydenta jest nazywany hańbiącym i zdradzieckim. ludzie nazywający się "prawdziwymi patriotami" demolują swoją własną stolicę, wznosząc okrzyki wielbiące człowieka, który chciał unicestwić naród polski. ci "patrioci" chcą zgładzić wszystkich niespełniających surowych kryteriów czystości rasy" odpowiedniego koloru skóry, wyznania, poglądów politycznych i społecznych czy orientacji seksualnej... dla porównania jedno zdanie: "USA, 4 lipca, w Dzień Niepodległości cały naród: Demokraci, Republikanie, biali, czarni, Latynosi i Azjaci, chrześcijanie, muzułmanie czy ateiści - WSZYSCY WSPÓLNIE CELEBRUJĄ TO ŚWIĘTO."

chciałbym wyjść na ulicę cieszą się z wolnością, mieć na pierwsi biało-czerwony kotylion i być po prostu dumny i szczęśliwym, że mieszkam w tym kraju... 
niestety tak nie będzie nigdy!

dziś ciesze się tylko z tego, że osoby, które nie pochodzą z polski, mówią: " masz nietypowy akcent, skąd pochodzisz?" dzięki temu wiem, że jeszcze nie przesiąkłem, tym "bagnem" do końca...

***

wczoraj spłonęła tęcza, komu przeszkadzała? 
na fb znalazłem stronę "Spłoń, tęczo, spłoń" z opisem "Facebook usunął nam stronę, ale nie poddajemy się. Płoń tęczo płoń." kolejny przykład, obrazek o tytule "Z cyklu: Tradycje polski", opis - "21 marca - Topienie marzanny, 11 listopada - Palenie pedalskiej tęczy", jeśli mówiąc już ogólnie o nietolerancji myślę, że ktoś tam kojarzy pana Ziemkiewicza, który takimi oto słowami przypina się palenia symboli "Ale nawiasem to szkoda że jak już nie sfajczyli przy okazji i tej obrzydliwej palmy na rondzie degola" palma jest symbolem wielokulturowości tak na marginesie mówiąc, bardziej zmierzałem do tego że podobał mi się komentarz pewnej dziewczyny: "Nawiasem mówiąc to szkoda, że nie "sfajczyli" sejmu." - jestem za.

jaki kraj taka tęcza... powinni zostawić ją taką spaloną, zniszczoną i pokazać światu jak to jest u nas z tolerancją....

***

kto by chciał walczyć za taki kraj... -.-
brakuje mi słów...

niedziela, 10 listopada 2013

/7/ emptiness

sen wydaje się być odległą rzeczywistością...
kolejna noc, kolejny zestaw filmów, kolejna książka... 
bezsenne noce stały się już rutyną...

nie rozumiem siebie, nie rozumiem swojego zachowania... co mi się stało? dostrzegam wszystko w innych kolorach, w tych rzeczywistych... dostrzegam siebie, w przestrzeni i czasie, tu gdzie jestem teraz... tęsknie, ale to już nie ta sama tęsknota co kilka miesięcy temu, już nic nie jest takie same... nic.
nawet ja...

przeliczyłem się, zakochałem się  w złej osobie... nie wiedziałem tylko, że to wszystko tak mnie zmieni... co do cholery się stało?!

czy tak już zostanie? wiem, że coś się skończyło, ale nie wiem co... 

byłem złem, tego nie można zmienić, "niszczyłem" każdą osobę, która się do mnie zbliżyła... czy teraz jest lepiej? niszczę już tylko swój świat... a resztę trzymam na dystans... 

wciąż zadaję sobie pytania: "jak się skończy ta opowieść...?" "dokąd prowadzi ta droga...? "kogo jeszcze spotkam?" "kto mnie ocali?"

czasami mam wrażenie, że brzmię jak narkoman, albo jak wariat... póki co chyba żadnych z nich nie jestem...

siłę by żyć, by wstawać, by stawiać czoła problemom - nie wiem skąd biorę... po prostu jest... może mniej jestem wesoły, chociaż ciągle się uśmiecham, tak łatwiej, może mniej potrzebuję uczyć... ale to mała cena, jeśli taką muszę zapłacić...

późno, po drugiej... czemu już mnie to nie dziwi...
czas wyłączyć tą puszkę, tu i tak nic się już dziś nie wydarzy...
kolejne dwie części "psychodelicznej rzeczywistości" sobie daruję... Mały Książę i tak ciągle jest przy mnie... 

idę, czas posmakować kolejną dawkę prochów, a może dla odmiany utopić się w szaleńczej miłości...
książki czekają, jeszcze nie wiem co wybrać :P

sobota, 9 listopada 2013

/6/ psychodeliczna rzeczywistość I

weź nóż i zabij, zabij mnie, Ty, dla którego wstawałem każdego dnia, Ty, dla którego purpurowych strumieni przerwałem bieg, Ty, Ty którego kochałem...
złap za rękę, tnij... po bladych śladach przeszłości, chcę poczuć, że nie jesteś tworem mojej chorej wyobraźni..., tnij!! czekam... żyjesz...

tak...
gdzie jesteś...? skrzydlaty aniele... tak tu cicho... tak tu pusto... czerń z czerwienią wirują nade mną... gdzie jesteś?! ocal mnie, ocal...

nie ma lekarstwa na chorą duszę... jedną nogą jestem już po drugiej stronie... tylko jedną... za mało...

nie odejdę od butelki póki nie ukaże się dno... ciągle potrafię się od niego odbić...
upadki nie bolą, lewituję... między rzeczywistością, a marzeniem sennym, chcę upaść, muszę upaść...
żyletki czekają...

nie ma nikogo, jestem sam, kolejny raz sam... mój obłęd, czy ktoś ze mną wytrzyma? odszedłeś, każdy odchodzi...

nie pozwolę się przytulić... nie zbliżaj się! jedno przytulenie może być niebezpieczne dla chorego umysłu...
kochałem Cię, i to chyba jedyne prawdziwe uczucie we mnie...

biorę leki nasercowe, które obniżają ciśnienie... z alkoholem są niegroźne... szkoda, nie wiem z czym mógłbym je zmieszać, by chociaż na chwilę odlecieć...

jestem bardzo zmęczony... wszyscy śpią...

nie można wymienić Małego Księcia, On jest wyjątkowy. ale zawsze można wziąć niebiański narkotyk i polecieć do niego, kiedy wróci na swoja planetę... czemu jeszcze tego nie uczuliłem? przecież chcę być obok Niego! chcę!

jestem złem, niszczę wszystkich, przeze mnie staczają się w otchłań i rodzą innymi, gorszymi... jestem złem, wyświadczam Ogoniastemu przysługę za przysługą... umiałbym ich wszystkich zabić?

znów wróciłeś Mały Książę, i teraz odejdziesz... boję się jutra... boję się obudzić, boję się że już nie wrócisz... nigdy...

odpływam..., naćpany rzeczywistością, dzisiaj umarłem..., a może jeszcze żyję? trzecia, do rana już nie daleko... Ogoniasty zabierz mnie... rzeczywistość boli...

***

noc była ciężka, ile jeszcze takich "sesji"?... długo wytrzymuję...

/5/ toy soldiers?

***

a czemu Ty?
czemu Ty się mną bawisz?
chcę!, proszę... baw się... mną...
oddam, oddam się...
weź.... weź mnie...
chcę poczuć co to znaczy...
jak długo? - dzień?
ile razy? - raz?
chcę zawsze...
chcę Ciebie...
chcę poczuć co to znaczy...
CHCĘ...!
    - ale Ciebie...

(nie będę tego tłumaczyć... on zaakceptuje mnie tylko jeśli będę jego zabawką, jeśli tylko tak go zatrzymam..., to czy robię źle...?)

***

póki co moim uzależnieniem jesteś Ty... mam nadzieję, że ostatnim...


środa, 6 listopada 2013

/4/ przede mną droga którą znam...

NIE, NIE, NIE! nigdy więcej drogi, którą znam... palenie mostów i samotność - niby co w tym dobrego? nic... dawanie ludziom kolejnych szans w nieskończoność? o nie... zabawką nie jestem... 
wolę rzucić się w wir nieznanego :) jestem młody to powinienem dać sobie radę ze wszystkim :)

***

dzisiaj będzie książkowo :)
wróciłem z uczelni i pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do biblioteki, bardzo fajna i miła pani jest, lubię z nią pogadać :P miałem pójść na chwilę, a nie było mnie ponad dwie godziny :P
wróciłem z 9 książkami, będę miał co robić wieczorami :)

wypożyczyłem:
Blask runów - Joanne Harris
Wielki zły wilk - James Patterson
Byłem księdzem 2 i 3 - Roman Jonasz
Miłość w berlinie - Kai Hermann
My, dzieci z dworca ZOO - Christiane F.
Kokaina - Barbara Rosiek
Narkotyki i narkomania - Wojciech Wanat
Alkohol, prochy i ja - Barbara Rosiek

oczywiście, jeśli chodzi o Patersona, to kolejna książka o detektywie Crossie, pełna zaskakujących zwrotów akcji i niespodziewanych zakończeń, bardzo mnie te książki wciągają, dlatego wypożyczyłem kolejna :P
dalej "Byłem księdzem" pokazuje od środka jak bardzo kościół jest chorą i zepsutą instytucją, chociaż wcale mnie to nie dziwi, szczególnie teraz, chyba każdy miał okazję usłyszeć o ostatnich wybrykach naszych księży... ciekawi mnie okropnie co w kolejnych dwóch częściach zostało zawarte...
"Miłość w berlinie" - miłość od pierwszego wejrzenia, wystawiona na próbę brutalnej rzeczywistości, dwoje nastolatków, "uciekinierów", co dalej? nie wiem dopiero będę czytał :P
pozostałe 4 książki opowiadają historie młodych ludzi, którzy na swojej drodze trafiają na narkotyki... jakie staję się ich życie? czemu taki wybór? proste pytania, którym towarzyszą czasami nieprawdopodobne odpowiedzi...

w tym momencie, o tych książkach, tyle mogę powiedzieć... niektóre strony już przeczytałem :) może kogoś zachęcę do przeczytania :P a czy warto? ja myślę, że tak :P nie warto oceniać książek po okładce, to samo dotyczy ludzi, ale to już innym razem :P
czas zabrać się za pierwszą książkę :D

***

update: wkradł mi się mały błąd, "Narkotyki i narkomania" opisuje etapy wchodzenia w nałóg, chociaż u osób młodych, najwidoczniej nie tą książkę wziąłem z biblioteki.  

wtorek, 5 listopada 2013

/3/ jump jump jump :)

nie ma to jak wyjść z uczelni w przerwie między zajęciami...
tylko do sklepiku...
po soczek...
i już na nią nie wrócić :D
a zajęcia miałem mieć aż do 20

wpadłem na koleżanki, które stwierdziły, że nie będą siedzieć do późna i, że wybierają się na piwko, długo mnie nie musiały przekonywać :P od razu się zgodziłem i poszedłem z nimi...
i powiem wam, że był to udany dzień :D pośmiałem się, pogadałem duuuużo, bo jak zaczynam gadać to ciężko mi przerwać :P przynajmniej oderwałem się od tej zwykłej szarej rzeczywistości...

***

koleżanka zaprosiła mnie na urodziny, mhm pojechałbym, ale trochę kiepsko teraz z kasą, może się uda coś wyskrobać :) bo chętnie się stąd wyrwę nawet na ten jeden weekend :P

***

w sprawach sercowych przestój dalej, eh, to już chyba 10 miesiąc kiedy nic się nie dzieje... wiem, że niedługo przyjdzie moment, że będę musiał wybrać, czy zrobić krok do przodu czy dalej czekać, chciałbym wiedzieć czy ta historia ma happy end, czy też nie... a jaka historia spytacie... przedstawię ją w postaci opowiadania, które zacząłem już pisać...
myślę, że to sposób by zamknąć to wszystko co czuje, czułem, wszystkie blizny jakie dziś powoli stają się nieme w postaci słów i zbiorze obrazków, które dziś jeszcze leża gdzieś na dnie szuflady i zbierają kurz... to będzie mój sposób, żeby się pogodzić,  z tym co się stało...

***

jaką ja mam wielką ochotę wyjść na jakąś imprezę lub dyskotekę, i trochę się powygłupiać, brakuje mi tego mooocno... :( już w tej knajpie z koleżankami tupało mi się nóżką pod stołem do rytmu muzyki, która tam leciała xD

a na koniec sobie, trochę podżampujmy :)
uwielbiam tę animację :P


poniedziałek, 4 listopada 2013

/2/ paradoxe stille

nie lubię, gdy coś się kończy, nie lubię gdy coś się zaczyna... czemu? prawie zawsze koniec oznacza brak happy endu, a początek przypomina spacer po kruchym lodzie... 
ta paradoksalna cisza, która dzisiaj towarzyszy mi cały dzień, zmusiła mnie do przemyślenia kilku rzeczy... i uświadomienia sobie, jak bardzo się zmieniłem, minął ponad rok od dnia, gdy wszystko tak niewinnie się zaczęło...
potrzebowałem dużo czasu i samotności by zrozumieć co tak na prawdę zrobiłem, i jakie skutki to wszystko za sobą pociągnęło... nie tak miało być...

trudno po takim czasie powiedzieć prawdę, słowo po słowie wytłumaczyć jak było, co się czuło, szczególnie, gdy jest się osobą taką jak ja, która nie mówi całej prawdy, próbuję ukrywać, to co najważniejsze, najistotniejsze... ale to nie na tym się kończy... nie na mnie... 
nie cofnę czasu, nie zmienię tego co się stało, ale przeprosić przeprosiłem, czy to wszystko co mogę zrobić? szerze mówiąc nie wiem czy, nie wiem co powinienem robić, a czego nie, póki co czekam... i wierzę, że to jeszcze nie koniec...

czemu nie powiedziałem całej prawdy? bo bałem się konsekwencji, z czasem i miłości, i tak "uciekłem", ukryłem się w kamiennym bunkrze mojej, dobrze znanej rzeczywistości, "porzucając" prawdę, której po prostu się obawiałem, i zostawiłem najwspanialszego chłopaka jakiego poznałem, osobę, która była dla mnie bardzo ważna... jest..., nigdy nie przypuszczałem, że ktoś może być źródłem takiej radości...
nigdy nie skłamałem, ale nigdy nie powiedziałem całej prawdy... to byłem ja...
czy coś się zmieni? jak będzie? na te pytania zapewne z czasem odpowie ktoś inny, ja chciałbym zacząć od nowa, to nie robi ze mnie egoisty, prawda?, po prostu mi zależy... lecz jeśli nic się nie zmieni, będę żyć dalej... próbować...

***

dziwny miałem ten weekend, z przyjaciółką tak fajnie spędzony, i pan ekhm... się odezwał... było genialnie :), szkoda, że tak krótko...

ze spraw bieżących, zrobiłem sobie wolne od uczelni, musiałem odetchnąć i odespać :P a od jutra zaczynam, chcę pokazać sobie i udowodnić przyjaciółce, że 3 tygodnie wystarczą bym zmienił resztę rzeczy i zaczął żyć tak jak chcę :D uda się, musi :) przynajmniej niech zacznę coś zmieniać xD

a paradoksalna cisza, czasami się przydaje, by pomyśleć :)

niedziela, 3 listopada 2013

/1/ i'm back...

tak, wróciłem. znów wkraczam do wirtualnego świata, gdzie wszystko wygląda lepiej, inaczej, gdzie łatwiej uwierzyć, że można, że się uda, i że wszystko się skończy happy endem...

krótko mówiąc wracam do gry xD (czyt. bloga czas zacząć pisać ;))

dziś to tyle, pora spać :P