poniedziałek, 30 grudnia 2013

/30/ i miss you so...

tęsknię...
eh... cały dzień mnie męczyło...
czas zamaże wspomnienia, wyleczy rany, może na szczęście już tylko te w sercu... kiedyś zapomnę...

albo będę topić smutki w szklance whisky z colą... ohydne, ale dobrze kopie...

"I will miss your heart so tender
and I will love
this love forever
and this is why I am leaving
and this is why I can’t see you no more
this is why I am lying when I say
that I don’t love you no more"



***

wielki foch koleżanki (jak dla mnie może trwać kolejne kilka miesięcy), ale czepia się bez sensu... mieliśmy się spotkać wczoraj (ale nie powiedziałem, że na pewno, powiedziałem, że zapewne, bo myślę szybko wrócić, no...), ale jakoś fajnie mi płynął czas na rozmowie z poznanym chłopakiem, i za bardzo mi się do niej nie spieszyło, szczególnie, że kontakt mamy taki już trochę ch*jowy, i nie specjalnie jej przypada do gustu, to jaki jestem... oczywiście przy niej też muszę udawać kogoś innego, "normalnego" jak oni to mówią...

źle dobieram znajomych, ale taki już mój urok...

***

kolejne spotkanie się szykuje, dokładnie to już dziś wieczorkiem, a potem sylwester też razem... coś chyba się wszystko za szybko toczy... najwyżej szybciej się skończy... może mimo wszystko powinno się skończyć po pierwszym spotkaniu, bo szkoda, żebym znów był dla kogoś ciężarem -- a myślę, że dzisiejszy dzień był wystarczającym i męczącym...

***

Mały musiał mieć rację, że niszczę ludzi, chociaż dzięki niemu nauczyłem się, mieć wszystkich w d*pie, i traktować jak nic nie znaczące zabawki...

"Destroy everything you love before everything you love destroys you."
~nieznany

***

sobota, 28 grudnia 2013

/29/ długa droga w dół...

so sad :(
mówi: "bo Cię nie lubię", a ja, ja dalej czekam i mam nadzieję, że wszystko pewnego dnia się zmieni..., jak...? nie wiem... ale wiem, że muszę być głupi, żeby na tyle pozwalać...

znów stoję na rozdrożu, zadając sobie pytanie: "dokąd chcesz iść?" z jednej strony Mały Książę, a z drugiej kolejna próba zwykłego życia...

Mały Książę chce dyktować warunki: ok, ale szantaż? to już przegięcie - nie na tym to polega, tak mnie nie można "mieć", drobnymi krokami owszem, trochę ustępstw, też w porządku, ale nie szantaż - i nie tym razem, marzenia i głupie "fantazje", wylądowały na półce z bajkami, których nikt nigdy nie przeczyta...

kazałeś mi wybrać Mały Książę, wybrałbym Ciebie, ale szantażem skreśliłeś wszystko -- tak jak chciałeś, byłbym zawsze, ale teraz muszę rozumieć, że nie warto... mimo wszystkich uczuć, które żywię do Ciebie...
ta podróż dookoła świata - pamiętasz chociaż - piękna by była ta opowieść...

jest ktoś, kto dzisiaj tego wszystkiego posłuchał, całą historię, do dzisiejszej naszej rozmowy... ktoś, kto powiedział, że będzie i poda łapkę i pomaga wstać... ktoś kto powiedział, że Mały Książę nie jest wart niczego więcej...

a ja w końcu przeboleję rozstanie, po całym prawie półtora roku - skoro chce odejść, droga wolna... nie poznał mnie... i tak już pewnie zostanie...

został w sercu jako ten najlepszy i najwspanialszy chłopak, jakiego miałem szanse mieć..., czas wirtualne wspomnienia posprzątać...

***

jutro spotkanie, zobaczymy co przyniesie... nie nastawiam się na żaden przełom... po prostu nie tego chcę... chociaż można próbować, tak na prawdę już o to nie dbam, czy się uda czy nie... czy ktoś zostanie, czy odejdzie... czy świat skończy się dziś czy jutro... czy ja skończę się dziś, czy jutro uchleję się w trupa...

***

Papryk, ja pierdziele, też potrafi dorzuć swoje 5 groszy zawsze w zły momencie... ja go wcale nie rozumiem, napisałem do niego (bo jak już się przyzwyczaję to ciężko mi zerwać znajomość mimo wszystko...), a skończyło się na tym, że pamięta lepiej kiedy się poznaliśmy, jaka piosenka nam wtedy towarzyszyła, stwierdził, że ciężko to zapomnieć, mnie, nasze poznanie, a kurcze nigdy nie mieliśmy szansy spróbować, bo jakoś nie, po prostu...

***

chociaż jedną już nie przeze mnie zerwaną znajomość zostawię...


"I wish I could please you tonight
but my medicine just won't come right
I'm walking on a wire, I'm walking on a wirea

and I'm falling
too many steps to take
too many spells to brea
too many nights awake
and no one else..."

czwartek, 26 grudnia 2013

/28/ bez znieczulenia tzn. znaczenia...

chciałbym, żeby w końcu spadł śnieg :(
fb się do czegoś przydało.. dodawałem w końcu kilka dla mnie ważnych osób, i z którymi mimo skasowanych gg nie chciałem stracić kontaktu, została jedna osoba, ale do niej boje się nawet już pisać, zresztą obiecałem sobie, że w końcu dam mu spokój... powinienem to  już dawno zrobić... tyle złych rzeczy, które zrobiłem, właśnie z tego powodu padły słowa: "nie chce tego", eh...

we just push on by
it's funny
how hard we try

***

kiedyś już się nasłuchałem podobnych słów i boli do dziś... zaczynając od początku... miałem się jutro spotkać z pewnym, poznanym ostatnio chłopakiem, ja już dziś wiem, że się z nim nie spotkam, on o tym dowie się jutro, zresztą nawet nie muszę wymyślać jakiegoś specjalnego powodu, po prostu będę 200 km od domu... chociaż to nadal nie w tę stronę, którą bym chciał :/ myślałem, że będzie fajnie się z nim spotkać, było by z kim spędzić także sylwestra, ale potem wytrzeźwiałem... (i w tym momencie przestałem być taki naiwny...) nie chce kolejny rozczarowań, i tak wszystko jest  do niczego... wystarczy mi tego złego, tak chciałem powiedzieć...
chociaż jeśli to nie pomoże to znajdę inne wymówki..., w końcu się z nim spotkam, ale tylko po to żeby mi dał spokój, bo tak przeważnie się wszystko kończy...

jak kogoś potrzebuje to nie ma nikogo, a jak mam wszytko głęboko w d****, to zawsze się ktoś pojawi... zresztą niektóre osoby szybko można zniechęcić... czasami wystarczy napisać tak jak ja dziś: "no to w skrócie jeśli szukasz seksu to zły adres -.-", "to w zasadzie chłopaka też nie szukam...", nawet nie musiałem kłamać, a chłopak już się nie odezwał, nawet dobrze, bo nie mam ochoty już z nikim się użerać...

a za niektórymi się tęskni miesiące..., eh

dont you wanna know me?
be a friend of mine
i'll share some wisdom with you
dont you ever get lonely
from time to time?

**

mogło by się coś już ułożyć... ile można czekać... :|

***

coraz większy nieład jest w tym notkach, chyba tak chaotycznie wszystko zaczynam spostrzegać...

***

muszę rano wstać :/ o 7 najpóźniej, eh... znów długa noc się zapowiada -.-

wtorek, 24 grudnia 2013

/27/ zwierciadlane oczy snu - jesteś barwą róż...

właśnie wstałem, ale byłem tak padnięty, że musiałem się przespać, i nie zapowiada się żeby coś dobrego z tego wyszło... kolejna "lekko" nie przespana noc...
pierwszy raz od kiedy pamiętam byłem tak zabiegamy dzień przed świętami... najpierw koleżanka, z którą kupowałem prezenty, tak dokładnie mówiąc to ona kupowała a ja tam byłem bardziej dla towarzystwa... i tak jak wyszedłem z domu o 10 tak z powrotem byłem dopiero o 16, szczerze mówiąc miałem już dość tego dnia... całe pięć godzin łażenia... ale jak to przed każdymi świętami zaczęło się dopiero w domu... choinka miałem ją ubrać właśnie z tą koleżanka, ale w końcu ona wolała coś innego robić, więc ubierałem z inna (ale jeszcze zanim do tego doszło to trochę podarliśmy koty z bratem... cóż humor mi zjebał, nie licząc, że ciśnienie też mi podniósł), więc potem z tą koleżanka poszliśmy do niej pograć w karty..., a potem wróciłem do domu i poszedłem spać...

eh święta..., czy choć raz nie mogę mieć ich wesołych...? nie... to nie możliwe...

***

cały tydzień zastanawiałem się nad sensem tego co robię... tyle razy usłyszałem "spierdalaj", a jedyną moją odpowiedzią było "ja czekam, i będę..."

miałem swoją szansę, swoje pięć minut - niestety szansę zmarnowałem, to nie film, tu już nic nie będzie dobrze, a ja nie chce być dla Małego Księcia ciężarem, nie chce być tym przysłowiowym piątym kołem u wozu...
trudno zrezygnować z marzeń, ale niektórych nie można zrealizować... czuję się okropnie, gdy pomyślę co straciłem, ale ten koniec zbliża się nieuchronnie i nic na to nie poradzę... -- w skrócie mówiąc: poddałem się
są święta, dziś wigilia, chociaż taki prezent może ode mnie dostać... spokój... ode mnie...
może doczekam się chociaż kiedyś niespodziewanego telefonu od niego...
przykre, że nie znaczę już nic dla Niego...
po prostu wszystko przestało mieć sens... marzenia przestały istnieć...


może kiedyś gdzieś przez przypadek znów się spotkamy, może jeszcze kiedyś mnie przytuli, pocałuje, a ja znów znajdę się na skraju tego nieba tu na ziemi...
ale nie chce być kimś kto zawadza... 

On w moim sercu będzie zawsze, i zawsze będę czekał...
wiedziałem, że zakocham się raz w życiu, ale nie przypuszczałem, że w zasadzie zostanę sam...

jeszcze ten jeden raz spróbuję zacząć żyć od nowa... znów wszystko przepadło... :'(

tak w skrócie - i tak za dużo...
wracam spać może jakoś usnę..., może...


sobota, 14 grudnia 2013

/26/ opętani samotnością... wciąż szukają szczęścia, które zwie się wolnością...

miś w mojej kochanej czapeczce
i need your love
i need your time
when everything's wrong
you make it right
a teraz, teraz co..., czekałem dziś na Małego Księcia, nie "zjawił" się... kolejny raz o mnie "zapomniał" - jakie to proste...
teraz, gdy Go potrzebuję, chociaż na chwilę, by znów poczuć TO szczęście, co dostaję...? albo SPIERDALAJ albo "CHODŹ ZE MNĄ DO ŁÓŻKA"...
nie ważne jak WYJĄTKOWĄ jest osobą, nie poświęcę zasad dla kogoś, kto z przyjaciela stał się "żądną seksu kreaturą"...
z drugiej strony wiem co tracę, najwspanialsze chwile z Nim, ale...
skoro nie potrafiłem o Niego walczyć to czemu teraz miałbym nie poświęcić tych kilka NAJWSPANIALSZYCH chwil...?
i feel so high
gdy pisał, że siedzi na parapecie, i chce skoczyć... (wierzyłem w to bo kochałem) pisałem, żeby tego nie robił, bo ja Tu jestem i Go kocham... tyle nerwów zjadłem, chodziłem jak trup po nieprzespanych nocach, bałem się o niego - a co w zamian dostaje? - "SPIERDALAJ!"
ostatni sen, okropny, obudziłem się zlany potem i przerażony... ponury świat, czarny śnieg padający z nieba, i Mały Książę... a raczej jego trup, wiszący na sznurze... (chyba dalej się o Niego boję...)
i come alive
mój charakter..., ja..., to trochę za dużo jak na raz, szkoda, bo Mały zawsze  będzie w moim serduchu, był jak gwiazdka, która przez przypadek spadła z nieba, i wpadła do mojego świata... (to na prawdę był cholernie wielki przypadek, akurat Tu wylądowała...)
i need to be free with you tonight
i need your... :'(

***

03:00, oglądam "powrót do przyszłości" i piszę notkę... oldschoolowo na kartce papieru xD
"kolejna kartka się kończy" - pomyślał...

***

eh, Patyś'ia już pewnie nie będę miał okazji ani zobaczyć, ani z nim porozmawiać... jeśli to powoduje, że się smucę - tak mało znaczące zdarzenie - to mnożąc to przez milion nigdy nie dorówna "zdarzeniom" z Małym... chociaż Mały i Patyś mają coś wspólnego ze sobą - widzieli we mnie "Kotka", i tylko Oni - myślę, że - to rozumieli, a przynajmniej Patyś.

***

Rysio Pysio (miało być zdjęcie z wakacji - specyficzne - ale nie będzie, zostało na pendrive wpiętym do telewizora, w dużym pokoju, ciekawe kiedy ktoś obejrzy te wszystkie zdjęcia, i te z Małym i te z Pysiem, bo pewnie jeszcze nie raz zapomnę o tym pendrive -- a może ktoś je powinien znaleźć, gorzej być nie będzie...) dla niego jestem - zawsze byłem - tylko cieniem (a na cienie się uwagi nie zwraca), odezwę się do niego za jakieś półtora roku... może będzie mnie pamiętał... (on się nie odezwie, nie ma po co, nie jestem dla niego zbyt dobry...) kiedyś zadał mi dziwne pytanie, brzmiało trochę jak wyznanie miłości..., a ja głupi powiedziałem, że to nie możliwe (ale pamiętam dobrze, jak źle to wtedy zrozumiałem, a Mały się dziwił, że ja większość jego wypowiedzi pamiętam...) - już nigdy nie będzie... a mogłem być "szczęśliwy"... tylko trzeba było zapomnieć o Małym, i otworzyć serce przed Pysiem...
mój kochany Rudzielec... :'( mogłem mieć wcale nie takiego złego chłopaka, a wybrałem Małego, i gdzie mnie to doprowadziło...? eh, szkoda gadać...
tęsknie Rudzielcu... tak mocno...

***

skończył mi się "powrót do przyszłości", to teraz będzie "nieustraszony"

***

jeden przedmiot z głowy, jeszcze jeden został, zresztą nie ma jak skończyć prezentację o 3 rano tego samego dnia co będzie trzeba ją przedstawić, a miałem wtedy zajęcia do 20... masakra... miałem na to ponad miesiąc, ale nie miałem weny...

ostatnio coś często chodzę spać po 3, ale i tak spać nie mogę więc co zbytnio mi to nie przeszkadza... teraz jestem około 24 godziny na nogach, zresztą już 6 dochodzi to nie ma co się nawet kłaść spać, i tak mi się nie chce...

***

(ładny niski chłopak, ulotna chwila w moim życiu..., jak już zamarzałem na tym pieprzonym przystanku, próbując czytać książkę..., zjawił się znikąd... jak to ujął rozmawiając ze znajomymi: "a teraz czas na magię" i fakt, ten moment był magiczny dla mnie i poprawił mi humor na resztę dnia, ale na zajęciach mnie nie było, coś za coś... ale... warto było nie pójść)

***

gdybym mógł zawarłbym pakt z Diabłem, aby Mały Książę wrócił...
tak to bywa... On stał się moim całym światem, a ja dla niego nic nie znaczę... PIERDOLONE NIC...

ale to tylko bajka dla niegrzecznych dzieci, więc to się nigdy nie zdarzy...

***

i znów chujowe święta się zbliżają... czemu choć raz nie mogą być udane...

***

nie mam żadnego ostrego "narzędzia" w pokoju, najwidoczniej "kochana" mamusia wszystkie mi zabrała z pokoju, to teraz przydało by się wykręcić wszystkie klamki...,  -- to teraz pójdę do kuchni i wezmę nóż :D 
chociaż... rano powstrzymuję chęć przed kolejnymi "cięciami", wieczorami przed uchlaniem w trupa... powoli przestaje mi to wychodzić... szczególnie wieczorami...

***

skończyłem pisać była 4:30, jest 6:00 jak skończyłem przepisywać... jeszcze jakbym to przepisywał non stop, a ja musiałem sobie bezsensowne przerwy robić... 

niedziela, 1 grudnia 2013

/25/ czemu...?

czemu kurwa to tak boli? proste rozwiązanie - na to brak odwagi... kolejny krok... kolejny błąd...
życie codzienne mnie przerasta, a w miłości nie mam jak szukać wsparcia... dwie ważne dla mnie osoby, nie ma już żadnej... lepiej olać, nie umiem... ale wciąż czuję, jak mocno to boli... nie chce już marzyć, nie mam po co... za długo to trwa, mnie już nie można naprawić... a przyszłość? dzień za dniem, byle by tylko ten minął... kolejne dwie osoby - kontakt urwany...
moje życie to jeden wielki błąd...

czasami warto tylko słuchać...