wtorek, 30 grudnia 2014

greatest moments - dla niespełnionych miłości cz. II

"dom jest tam, gdzie jest twoje serce" dobrze czuję się tylko w warszawie, tutaj jest moje serce... tutaj jest osoba, którą kocham... kocham dalej... osobą za którą tak mocno tęsknie... wyjazd do domu, sprawił, że czułem się obco... tylko wspomnienia uderzają do głowy jak stare dobre wino... wspomnienia o Małym Księciu...

"You and I blurred lines"

mijają dni, mijają miesiące...

mam już pracę... dobrą... zresztą po 11 dniach wdrożenia dostałem osobny projekt... podobno najszybciej podpisałem umowę xD


drugie zadanie - osoba, która wcześniej je dostała sobie z nim po półtora miesiąca nie poradziła...

nie mówiąc już o trzecim:
- "ale to nie działa!!"
- "to popraw tak żeby działało, i nie zapomnij o zadaniu"
- "to mi trochę zajmie"
- "spokojnie, to nie na czas"
(po 3 godzinach)
- "poprawiłem, a zadanie skończone, co dalej?"
- "idź do domu..."
i skorzystałem :P

mijają dni, mijają miesiące...

"Two wrongs, no rights"

mam chłopaka... co z tego... nie kocham Go... zauroczenie minęło... nie jest takim chłopakiem z jakim byłbym szczęśliwy... tylko rozmowy - jak z Małym Księciem - never ending story...

od lutego mam z nim zamieszkać... przynajmniej nie będę wracać do pustego domu... a po kątach będę płakał za niespełnioną miłością...
brzmi okropnie ale co mi zostało... Mały Książę nie chce mnie znać...
a ja nie umiem już nikogo innego pokochać...

ale wszystko się układa... brakuje mi tylko uczucia radości, uczucia, które mi towarzyszyło jak jeszcze był "obok" Mały Książę... uczucia, które potrafiło przenosić góry... nigdy nie byłem bardziej szczęśliwszy... i nigdy nie byłem tak nieszczęśliwy jak dziś...

i nigdy nie tęskniłem tak mocno... :'(

nie ma we mnie miłości, odchodząc zabrałeś ją ze sobą...

i codziennie przyglądam się tabliczce na drzwiach do biura:
"rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki, cuda zajmują mi trochę więcej czasu"
jeśli chodzi o pracę podpiszę się pod tym obydwoma rękami...

ale Mały Książę... to dużo więcej niż cud... nie odzyskam straconego... nigdy... :'[

...

"In the middle of it
We walk, we walk the line
Looking back on the set"

tylko nocami przychodzi, najwspanialsze momenty... znowu o nim śnie... moje lekarstwo na szarą rzeczywistość...

oddałbym wszystko, by tylko był i pokolorował mój szary świat...

...

Are you thinking what if
What if we won't ruined it all?

wiem za co Go tak kocham... wiem...

nie znajdę chłopaka, który lubił tak czytać książki..., który w kłótniach nie widział sensu..., który miał w sobie tyle magii..., który... [tak to też było wspaniałe], który budził mnie sms'ami rano i nadawał sens dniom..., z którym tak wspaniale spędziłem czas..., który od czasu do czasu przysłał "Kocham Cię"..., którego głos tak mnie urzekał..., w którego oczach była najwspanialsza radość...

mógłbym tak w nieskończoność... mógłbym tak kochać...
a tylko wspomnienia trzymają mnie przy życiu...

...

znów się upiję dziś... z tęsknoty... przecież nic nie mogę zrobić... nic... :'(

czwartek, 11 grudnia 2014

dla niespełnionych miłości... cz. I

Pokochaj mnie i zostań jeszcze chwilę.
Pokochaj mnie, chcę w sobie czuć motyle.
Pokochaj mnie, niech wszyscy to zobaczą. 
Pokochaj mnie, niech inne serca płaczą. 

Jak cudowne byłoby życie, jak wspaniały każdy dzień.
Gdybym mógł Cię mieć w realu, 
a tak wiem, że jesteś snem. 
Mam tylko jeden na to sposób 
by móc wciąż przy Tobie być. 
Nie mogę już obudzić się, muszę przestać żyć.


 

piątek, 7 listopada 2014

all i know

nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć :(
tęsknie za Małym Księciem, tak po prostu -  dalej...
i chciałbym żeby przy mnie był...

a może znów chcę czegoś więcej...

nic nie mogę, nie mogę ruszyć do przodu...

nawet nie mam siły nikogo poznać, nawet nie wiem jak...

i potrzebuję by mnie ktoś przytulił bym poczuł znów chociaż odrobinę szczęścia...

na dłużej nie na chwilę...

miłość która donikąd nie doprowadziła...

ciekawe czy by się przejął, gdyby mnie nigdy już nie było...

jest mi źle... jest źle... jest samotnie...

przytul mnie, Mały Książę...

"Kiedy wieje wiatr
I gdy pada deszcz
Moje łzy spadają
Ale nigdy nie wydają dźwięku
Moje serce pęka w ciszy
Bo nie ma nikogo w pobliżu
Jestem zagubiony w bólu
I nie chcę zostać odnaleziony

Proszę powiedz mi, dlaczego musiałeś odejść
I zostawić mnie tutaj całkiem samego

Tęsknię za Tobą.."

czwartek, 30 października 2014

ten jeden raz bądź blisko mnie...

nie wiem, nie wiem, nie wiem...

próbuję poukładać swoje życie... czym mocniej próbuję, mocniej rozpada się na kawałki...

"Wiem, że masz na głowie tyle ważnych spraw"

tęsknota za Małym Księciem - po raz kolejny przekracza granicę absurd, nie wiem co czuję...

czy kogokolwiek, kiedykolwiek jeszcze pokocham?

chcę, chcę, by ten jeden raz był blisko mnie... chciałbym, znów się uśmiechnąć, być szczęśliwym jak wtedy gdy był...

bo już dużo, słonych popłynęło łez...





"Ten jeden raz zatrzymaj się
Ten jeden raz stań tuż obok mnie
Dziś czuję, że brak mi sił
Ten jeden raz bądź blisko mnie
Poczuć mi daj, że to wszystko ma sens
Dziś wiem, że brak mi sił"


nic do nikogo nie czuję, nikt mi się nie podoba... a to do  czego pcha samotność jest puste... leżąc obok drugiej osoby i nie czuć nic...
a potem godzinę przesiedzieć pod prysznicem i ryczeć...
wszystkie spotkania się tak kończą...

czy gdzieś tam jest jeszcze ktoś taki jak On, ktoś kto by mnie pokochał...

zastanawia mnie jakie to uczucie być blisko Niego, bardzo blisko, bliżej niż na wyciągnięcie ręki... wyobraźnia szaleje... uczucia też...

"Nie widuję Cię, lecz wiem, że jesteś tam"

z chłopaków tylko go kochałem, na prawdę kochałem, pokochałem...

tylko Mały Książę budził we mnie pożądanie... miłość... szczęście... wydaje mi się, że mógłbym tylko z nim być na zawsze... żaden chłopak inny tak na mnie nie działał... i chyba nie jestem gejem... nic nie wiem, nic nie rozumiem... zgubiłem się... warszawa... 

jak jest szczęśliwy... niech płacę za to swoim szczęściem..
bo nigdy już los nie splącze naszych dróg...

"Dzisiaj proszę Cię
Ten jeden raz zatrzymaj się
Ten jeden raz stań tuż obok mnie"


jutro na nowym lokum, po prostu się uchleje...
znów zapijanie tęsknoty...

- za życie co już nic nie znaczy, nic nie jest warte...
  za świat bez miłości i szczęścia...
- wznieśmy toas
- do dna...!

sobota, 25 października 2014

as the rush comes...


Mały Książę...
potrzebuję Cię...
 bo gdybym już Cię nigdy nie zobaczył....
[...]

7 dni..., nie wiem co będzie...
nie mam siły, chęci...
szczęścia...
to już koniec?
 


czwartek, 23 października 2014

don't forget me, I beg...

upadki bolą...
upadłem kolejny raz..., kolejny raz muszę zaczynać wszystko od początku...
praca, mieszkanie...
to już drugi raz od czasu przyjazdu  do warszawy... za często, za szybko...
myślałem nawet by rzucić to wszystko i wrócić do domu...
a nawet przez chwilę - ściskając mocno żyletkę - że... mocniej, że...
i... i uwolnię się do tego...
życia...
a los jak na złość, przez przypadek podsunął mi jego zdjęcie... --

zastanawiam się co do Niego czuję...
nie wiem, ale...
wciąż bywam w tych miejscach gdzie był ze mną, wciąż o Nim śnię, a gdy jestem z kimś, wyobrażam sobie, że to On...

-- jest lepiej, może jeszcze nie będzie tak jak chcę, ale dziś dzięki temu, że wiem, że TU jest, że patrzymy na te samo nocne niebo - jakoś daję radę...

-- i na chwilę jest dobrze... --

***

myślałem, miałem nadzieję, że gdy kogoś pokocham to ze wzajemnością, a miłość mojego życia, okazała się mnie nie kochać...

ciężko szukać kogoś, gdy serce mówi to nie On..., ciężko okłamywać siebie, że można tak żyć..., że można kogoś oszukiwać... -- i myślę o Nim --

-- na chwilę jest lepiej --

***

jeszcze żyję --
może kiedyś znajdę kogoś takiego jak On
kogoś kto przywróci we mnie radość...

chciałbym, żeby tu był...
nawet jeśli miałbym za to zapłacić wysoką cenę...

chciałbym spędzić z Nim jeszcze jeden normalny dzień...
chodź miałbym za to oddać resztę życia...

***

to nie ja to nie ten sam ja... Mały Książę mnie  zmienił, miłość mnie zmieniła...
kiedyś potrafiłem zauroczyć się byle kim, a dziś już drugi rok, a ja na siłę próbuję być dla kogoś, nie czując nic...
inaczej nie będzie...
nie będzie...

jest ktoś, cieszę się z tego że jest?? - nie wiem, ale jedno wiem na pewno... gdy kolejny raz przytuli się do mnie, ja wrócę do dnia, gdy tulił mnie Mały Książę...


***

to ja, to Ty -
  strzępki wspomnień... to MY... -
    "Mały Książę, gdzie jesteś?" --
pytam gwiazd

spadłeś z Nieba - 
  lepszy czas, to nadzieja? --
byłem sam...

a mój świat -
  jeszcze raz potargał wiatr --
jestem sam...

to Ty, to ja -
  strzępki wspomnień... to MY... -
    Mały Książę - na chwilę... --
gdzie jesteś...?



środa, 22 października 2014

crossroads

"miszcz pierwszego planu. kiedyś, dawno temu. bo jak się jest młodszym to wszystko się bardziej układa."

znów na rozdrożu..
wszystko od początku...

brak pracy...
brak mieszkania...
i nowy miesiąc na karku...
tym razem chyba już nie dam rady...

najchętniej złapie żyletkę
i oznaczę dwie równoległe kreski...
dość... powoli dość...
ciężko...


poniedziałek, 20 października 2014

paradokslana cisza...

to ja...
to byłem ja...
ja sprzed Małego Księcia...
sprzed ponad 2 lat...
zanim wszystko się zaczęło...

a dziś brakuje mi chęci na mały uśmiech...

brakuje mi chęci by być sobą, po co?
skoro życie to pasmo samych porażek...

to ja..., ja? jeszcze ja? już dawno nie ja...

dość mam pustych wieczorów... czekania na cud...
cud? ale czego chce? Małego Księcia?

"bo mam ochotę się z Tobą spotkać. przytulić się do Ciebie. pocałować Cię. i powiedzieć na ucho jak bardzo za Tobą tęsknię, gdy Cię przy mnie nie ma."

stoję w miejscu....


a miało być tak pięknie, ale nie jest, ba i wątpię, żeby było, i znów stoję w miejscu, tak bardzo przerażony tym wszystkim co mnie otacza, boję się jutra, bo nie czuję spokoju... - to tyle słowem wstępu. chyba się już przyzwyczaiłem do braku towarzystwa..., choć czuję jakąś niedefiniowalną pustkę, gdzieś tam na dnie serca, jeszcze mojego...

***

przy każdym kroku potrafię przeoczyć ważny szczegół, a potem patrzę jak wszystko się wali, jak każdy kamień, który podtrzymywał tą konkretną część większego "planu", spada, spada w przepaść smutku i samotności, widzę jak szybuje w dół, coraz szybciej, a osiągając koniec swej drogi, roztrzaskuje się w drobny pył. nie ma, nie ma już nic... patrzę, jak wszystko wokół mnie umiera, a można było siedzieć cicho, udawać, że to inne życie to tylko wymysł, ICH - nie mój, że to nie jest we mnie, że to nie ja, że "ja" jest normalne... żałuje, że nie jest, i nie żałuje, że jest... choć walałbym, żeby nie było... byłoby prościej... jak prościej? - dużo... -- a dziś wszystko jest bez głębszego sensu, puste, bez "ja", kiedyś każde zdarzenie miało sens, miało powód, reakcje i akcje, które mu towarzyszyły, dokądś zmierzały, a dziś nie mają sensu, donikąd nie podążają, nie wywołują reakcji, nie są wywołane przez jakąś akcję, istnieją jako samodzielne byty, są przypadkowe, nie poukładane, bez wspólnych zależności... -- gdzie się podziała wiara w to co nad nami czuwa? kiedykolwiek była? co trzeba komuś zrobić by przestał wierzyć? co powiedzieć? - nie wiem, ale wiem, że otworzyć komuś oczy na szary świat, jest źle... w końcu stajemy się odpowiedzialni za to co oswoiliśmy - jak mawiał Lis - nie jest dobrze i nigdy nie będzie, nie może...

Mały Książę... gdzie jesteś....?

środa, 15 października 2014

bo nadzieję dając ci, fałszywy klejnot dał...

"idziesz wiecznie sam
i już nic nie zmieni się
poza tym, że raz jest za
raz przed tobą twój cień
los cię w drogę pchnął

i ukradkiem drwiąc się śmiał
bo nadzieję dając Ci
fałszywy klejnot dał


szczęśliwej drogi już czas
mapę życia w sercu masz
jesteś jak młody ptak
głuchy jest los, nadaremnie wzywasz go"



when the angels die...

smutna baśń...
proste słowa, ale ciągle mi ich brak...
znów zapada ciemność...

warszawa mi nie służy...
ale ludzie tu to kurwy...
nikogo normalnego...

i nikogo jak Mały Książę...

wciąż te same miejsca,
ciągle nowi ludzie...
chociaż przez chwilę próbuję udawać, że to On...
i że On jest tam ze mną...

i anioły umierają...
umiera nadzieja...
znów pocięte ręce...
i znów łzy płynące po policzku...
i znów przez miasto, wśród ludzi...
ale już mnie nie obchodziło, czy ktoś widzi...

nie czekam, że wróci...
dawno już Go nie ma...
i nie ma sensu...
bo nie mam po co się już męczyć...
nie ma już nic...

i patrze, ale tam nie zmienia się nic,
od dwóch miesięcy nic... poradnik...
tak jakby nic się nie działo,
ale to nie prawda...

tęsknie, chodź robię wszystko by zapomnieć
już nie chcę, chcę na chwilę móc go zobaczyć...
i znów bo tylko On dla mnie się liczy...
Tylko On... już nie mam po co okłamywać siebie, że jest inaczej...

"Wyglądałem Cię w noc ciemną,
Tracąc wiarę, powolutku"

piątek, 10 października 2014

...

i był.... i znów nie ma nikogo...
znów słowa okazały się nic nie znaczyć...

myślałem, że stanę na nogi... a w zamian mam gorzkie łzy...
i wiadomości na które nikt już nie odpowie...

dwa miesiące kłamstw...
znów mam ochotę skrócić sobie to cierpienie... raz a dobrze...

zerwać kontakt... jak pięknie...
"do następnego!" piękny uśmiech... i miły gest...
a  we mnie jedna myśl: "przecież nie będzie następnego..."

nie ma nic nie ma... został numer którego nikt nie odbierze...
i to jak ja się czuję...
jak mi źle...

kto przytuli...?
ryczę... ani Małego, ani nikogo...
wciąż spadam... :'(

czwartek, 9 października 2014

...



 


...
nienawidzę zjawiać się znikąd nieproszony
ale nie mogłem trzymać się z dala, nie mogłem tego zwalczyć
miałem nadzieję, że gdy zobaczysz moją twarz, przypomnisz sobie
że dla mnie to nie jest koniec

nieważne znajdę kogoś takiego jak Ty
nie życzę niczego innego tylko również wszystkiego najlepszego, dla ciebie
nie zapomnij mnie, błagam, będę pamiętać jak powiedziałeś
czasami miłość trwa, ale czasami zamiast tego rani 
...

wtorek, 30 września 2014

near the end...

czemu wszystko pieprzy się w jednym momencie?
jest dobrze, a nagle źle... chwile później wszystko się wali...
nie ma nic...

praca... chyba to byłoby na tyle...
nawet nie wiem czy mam iść jutro...
pewnie mnie zwolnią i zabiorą wrześniową pensję...
praca za grosze i za dużo odpowiedzialności...
za głupotę innych... i moje przeoczenie...

mieszkanie... znów się muszę przeprowadzić...
właściciela wkurwiają sąsiedzi...
a ja znów od początku...
a może to już koniec...?

3 dni soczewki... myślałem, że przepadły...
przypadkiem nie...

Mały Książę mi się śnił...
wyprowadzał się...
tylko nie wiem czy z mojego życia... czy...
tęsknie... płaczę...

i jest on - marna podróba Małego...
czemu nie...
nie kocham go...
ale to nie problem powiedzieć, że tak...
nie problem powiedzieć tak będę z Tobą na zawsze...
już nic nie czuję...
a zasady...
nie mogę mieć wszystkiego w jednej osobie, to po co zasady...

spadam...
coraz bliżej dna...
a może już jestem na dnie...?

ciąć się nożem to jeszcze nie próbowałem..



"How I wish, how I wish
you were here"

sobota, 30 sierpnia 2014

zakochaj się w warszawie xD czy jakoś tak xD

uuuuhuuuu xD
kocham warszawę, za takie dni i chwile jak dziś xD
za ludzi spotkanych przez przypadek,
i za wszystkie słowa, które dziś padły,
a pojechałem tylko odebrać kolegę z pracy xD

mimo, że kocham kogoś innego,
usłyszeć coś takiego od chłopaka
jest miłe, urocze, rzekłbym, że jest kochany ;P

szkoda, że ten wieczór się tak szybko skończył
będzie kolejny po pewnie jeszcze nie raz po niego pojadę xD

gdyby nie koleżanka, która w końcu została do czwartej pewnie sam bym tak wrócił xD
ale umówiliśmy się wcześniej xD i dupa, wracałem sam xD

chociaż przez ten jeden moment było dobrze :P


jutro mi przejdzie dobry humor... i znów wróci niewyśnione marzenie i niespełniona nadzieja...


piątek, 29 sierpnia 2014

wszystko po trochu I

warszawa zachodnia, pamiętam stąd do Niego jechałem...
mijam tę/tą (kurcze nigdy nie wiem jak ma być poprawnie ;p ) stację po raz ostatni...
miałem mieszkać tam gdzie On, ale chyba by mnie ukatrupił...
i weź wytłumacz koledze czemu nie chcesz tam mieszkać... oj mocno zmyślałem, wiem, że nie uwierzył,
ale przecież mu nie powiem, że przez chłopaka...
a teraz tak myślę, że powinienem mieć to w dupie, mijałby mnie najwyżej codziennie na przystanku i co z tego...? ja go nie obchodzę, to czemu On miałby mnie obchodzić...?
"bo Go kochasz?" - taa, wiem...

a Małego Księcia kocham dalej, tak czuję... trochę źle, bo stoję w miejscu a to do niczego dobrego nie prowadzi...

 i nowa historyjka się zaczęła...
i w co ja się znów pcham...
ciekawe dokąd mnie zaprowadzi ;P albo może nas? xD
nieee, dla kogoś będę tylko oparciem..
oj ktoś się rozczaruje...
oj już mi go szkoda :(

jeszcze miesiąc i się ogarnę xD
wprawię się w to życie w warszawie

a Mały szkoda, że Go nie ma..., chciałbym, żeby był :(
i najchętniej oddam resztę życia, by wrócił...

piątek, 22 sierpnia 2014

i łap mnie, i chroń mnie, i trwaj przy mnie...



"Wcześnie przyszedłeś miły
Za szybko
Jeszcze nie zdążyłam się calutka naprawić
Jeszcze nie potrafię sobą
Tutaj być
Bo jeszcze kilka razy muszę się wywalić"

 "jest dobrze?" a co to znaczy...?
cieszę się, że na popołudnia mam do pracy...
przynajmniej te chore bezsenne noce odsypiam rano,
padając trupem na łóżko o 6...
kolejna "noc" i 3 godziny snu...
jak długo jeszcze?

spadam..., w otchłań bez dna...
spadam... 
potrzebuję Cię...
potrzebuję Cię, Mały Książę...
bo ile może trwać tak w stagnacji...

odrzuciłem propozycje pracy w szkole...
źle zrobiłem... była by chociaż spokojna praca...
a nie zapieprz do 22,
zresztą mam cyrograf na miesiąc...
wątpię, żeby zaczekali...
chyba, że łącząc dwie...
ale to już za późno...
od kiedy pamiętam, chciałem uczyć w szkole,
ale póki z Małym się nie uporządkuje... swojego życia nie naprawię...

wszystko za wcześnie wszystko za źle...
i co mi zostało?

tęsknie, pracuje, tęsknie, nie sypiam, tęsknie,
i ciągle jest źle...

a najgorsze jest to że nigdy to się nie zmieni...
i ta myśl..., znów przynosi łzy...

niedziela, 17 sierpnia 2014

nadzieja?

nie było Cię, i tak byś nie przyszedł...

decyzje, konsekwencje...
nie wierzę, że wszystko było "przez przypadek"
przypadki nie istnieją...
i miłość już nie ma..

szkoda, wszystko się sypię...
TY - wiesz jak we mnie rozbudzić poczucie winy...
i tak czuję się bardzo źle...
wygrałeś...

stanę z boku, będę patrzeć jak odchodzisz...
jak lustro życia rozpada się na milion kawałków...
umieram jeszcze jeden raz...
znowu sam...

czekam... jestem...będę i znów czekam...
może kiedyś się wyśpię...

"spróbuj powiedzieć to
nim uwierzysz że
nie warto mówić [...]
spróbuj uczynić gest
nim uwierzysz, że
nic nie warto robić "

17 sierpnia

Mały Książę, będę czekać...
dziś, o 17, park przy stadionie, wodospad

przyjdź proszę...

i tak po nocach spać nie mogę...

piątek, 15 sierpnia 2014

say something

nie pomyślałem... po prostu chciałem tam być...
i znów było nie tak...
wszystko muszę zawsze zepsuć...

nigdy długo nie umiałem się na kogoś złościć... zawsze starałem się załagodzić sytuacji...
może nie umiem zrozumieć, gdy ktoś powtarza "nienawidzę Cię",
gdy widać, że druga osoba się stara, i mimo tego, że zrobiła by wszystko, żeby chodź trochę to załagodzić
i zmienia się nic...
żadne przepraszam nie pomaga... chociaż szczere i z serca...
ja nie przepraszam... więc jeśli już - to na prawdę znaczy dużo...

nie wiem czemu mnie tak nienawidzisz...
popełniam błędy jak każdy...
ale chociaż potrafię się do nich przyznać...
i mówię często, to czego nie myślę...
[często dlatego, że wszyscy tego ode mnie oczekują...]

nawet nie dajesz mi szansy powiedzieć jak było...
i nic nie powiesz, i nie wiem co jest nie tak...

i taki szczęśliwy przy Tobie byłem...

a tyle czasu poświęciłem, byłem na każde Twoje "zawołanie"...
ile nerwów zjadłem, na tych niektórych Twoich "akcjach"...
zależało mi... mocniej niż Tobie kiedykolwiek...
i dalej mi zależy [i tu jest problem...
bo pewnie jeszcze długo...]

[...]

i tak gdyby się dało cofnąć czas...
ten jeden raz, wszystko zrobiłbym inaczej...

[...]

będę czekać nawet kilka lat,
i tak spokoju nie odzyskam jeśli dalej będzie tak...
może z czasem już nie będziesz mnie nienawidził...

środa, 13 sierpnia 2014

i nic i tyle

i nie jest dobrze...

i tak nie wrócę do "domu"
prędzej skończy się to wszystko źle...
bardzo źle...
ale kurwa nie wrócę..., nie, nie, nie...
nie po to tyle kilometrów zostało pokonanych
nie po to by kurwa wracać...
nie po to... ;(

a Mały Książę....?
czemu musi mi kurwa zależeć na kimś kto ma mnie w dupie...
[no tak, kurwa, ktoś musiał swoje pięć groszy wtrącić...
a ja muszę za to cierpieć...]
dlaczego, kurwa, dlaczego?

***

nie wiem czemu wszystko musi zwalić się zawsze w jeden dzień...

tu też nie znajdę miejsca dla Ciebie...

i ludzie... ja nie wiem... czemu to tak trudno zrozumieć, że nikogo teraz nie chcę... piszę jak byk, że nie szukam związku i niczego takiego... no i rozmowa jest dotąd aż dojdzie do tego tematu...

jest mi tylko samotnie... i nikogo więcej oprócz osoby, która przy mnie będzie nie potrzebuję...
zresztą kurwa po co mi związek, który dla mnie nie będzie nic znaczył...?

***

i jeszcze gratis jak na złość i nową pracę muszę znaleźć, i nowe mieszkanie... kurwa mać...

wtorek, 12 sierpnia 2014

zanim pójdę...

"nie tak! bo nie wiadomo skąd zawieje wiatr..."

nie tak i znów nie tak...
i wszystko jest nie tak...
i znów milion myśli, bo "na wyciągnięcie ręki..."
ale to nie prawda... bo jest dalej niż mógłbym przypuszczać...

"przyszedłem trochę gruby i trochę niemłody"
ale bądź -- to ujmie mi lat
"przyniosłem książkę w ramach drugiej nagrody
jak mnie nie wpuścisz poczytam przy drzwiach"

próbuję nie myśleć... próbuję...
ale to nie tak... nie tak... NIE TAK...
i w pracy książki, wszędzie książki...
i ciągle mi się przypomina...

tak mocno tęsknie... już *****
tyle ludzi... i co...? nic, jak nie tak...
i jak? i dalej? czy wspak?
czy w piach... ?

i dalej nie tak....
a praca... - nie wyrabiam,
to nie dla mnie... nie dla mnie...

a ludzie - szkoda słów...
może innym razem..., a może nigdy już...

i oddałbym resztę życia, za jeden tylko dzień...
znów tęsknie tak mocno, mocno tęsknie...

"wpuść mnie, bo skonam.
przecież na piętrze, licho światło się tli,
jak kot będę czekał uchylonych okien czy drzwi..."

"i keep on asking the gods above to send my love back to me
oh please let these days and weeks
pass by so quickly
nobody suffers like I do
nobody else, oh no
nobody suffers like I do"

niedziela, 10 sierpnia 2014

stacja Warszawa III

smutna i nuda niedziela...
jakoś nie umiem się tu odnaleźć...
wszystko nie tak...
i park jakiś nie taki...


eh, sklep, potem "spacer" po mieście...
nic mi się nie chce... :(
jutro do pracy na 6.00

 i tak w kółko...

:(

piątek, 8 sierpnia 2014

stacja Warszawa II


zawsze chciałem poznać Twoja mamę,
małe "marzenie"...
i ja gdzieś na drugim krańcu "świata"...
przez przypadek, którego przypadkiem chciałem uniknąć...
choć całą drogę myślałem, że fajnie by było...
a gdy już się stało, spanikowałem...
przeproś swoją mamę, bo źle i nie tak...
i wiesz... - to byłem ja....
chodź nie po to tam przyjechałem...

"powieki są po to, żeby nie patrzeć
jak odchodzisz na zawsze..."

sobota, 2 sierpnia 2014

stacja Warszawa

"kochanie, nie wiem
dlaczego właśnie tak Cię kocham
może to jest ta droga
którą bóg stworzył dla mnie na ten dzień"

nie wierzę - jeden dzień i wszystko stanęło na głowie...
już się pakuję...
dobrze, niech będzie już dobrze, tylko dobrze...
wiem, gdzie najpierw się udam...

piątek, 1 sierpnia 2014

Ty jesteś moje wszystko...

kiedy zaczęło się to nasze bycie razem, strach był pierwszą rzeczą, jaką czułem otwierając oczy i ostatnią co czułem zasypiając. najpierw bojąc się, że nigdy nie będziesz mój, potem bojąc się odrzucenia, a potem to już bałem się, że przestaniesz być moim, dla mnie i przy mnie, bałem się, że okażesz się snem, koszmarem i zjawą... 
przestałeś być moim... już tak dawno...

siedząc na moście, obserwując zachód słońca, odżyło jedno ze wspomnień... 
szedłeś po murku, ja obok chodnikiem, w stronę zachodzącego słońca...
17 sierpień... dwa lata temu... wtedy już wiedziałem, że kocham, że mocno kocham... 

nie pamiętam co robiłem, gdy powiedziałeś, że odchodzisz... ulżyło mi... przecież,  przecież wszyscy chcieli właśnie taki finał..., a ,a potem ogarnął mnie smutek...

za niektóre błędy trzeba słono zapłacić... odszedł... nie było większej ceny...

mówcie co chcecie, uważajcie co chcecie... ale ja kochałem Małego Księcia, wtedy kochałem Go tak mocno... i jeszcze długo potem...

Piotrek, tak, tak było mu na imię... a co mi pozostało...? kilka zdjęć, i kilka jego których nie tchnie czas... ale to już nie On... te kilka wierszy, kilka biletów, "rysunek", i prezent, którego nigdy ode mnie nie dostał... głęboko zagrzebany pod stertą starych moim rysunków - kiedyś go komuś oddam, tylko pozbędę się dedykacji...

nie chcę już nikogo... obiecałem sobie - nigdy więcej "kocham", i nigdy z nikim już nie będę...
tak zatrzymam Go przy sobie...
w moim sercu na zawsze...
a ja zawsze będę sam... czekając... na cud :'(
czekam...

nie raz zatrzymałem się, gdy uderzała mnie nęcąca myśl o samobójstwie. tabletki, popite szklanką wody, usnąć i nie obudzić się więcej. zakrwawiona podłoga w łazience, gdy tnę żyletką mocno, głęboko. olśniony łatwością rozwiązania – nie musiałbym wstawać codziennie od nowa, codziennie udowadniać sobie i światu, że potrafię bez ciebie żyć, że żyć bez ciebie chcę – uśmiecham się nawet leciutko, zdziwiony, że wcześniej nie pomyślałem...
ale wciąż ratowała mnie nadzieja, że On tam gdzieś jest, że może znów los splecie nasze dłonie...

nawet ten blog, żeby, chciałem żeby wiedział, że... że wszystko nie tak... a potem nawet to straciło sens... gdy próbowałem pokazać, że potrafiłem żyć bez Niego, by udowodnić wszystkim, że tak jest... a po cichu, gdy nikt nie widział, topiłem smutki w wódce, rycząc całymi nocami...
i czytałem to co pisał...
cieszę się, że pisze...
i po cichu, modlę się do mojego boga, żeby Wszystko mu się udało... to czego chce, to  czego pragnie...

czasami pytam siebie, a może już gwiazd: gdzie jesteś?
gdzie jesteś Mały Książę...?
albo krzyczę patrząc w czarne niebo...
i wiem, że nikt nie odpowie...
nikt...

tak mocno bałem się, że Go nie będzie... i nie ma Go...
i już niczego się nie boję...

"(...) ty jesteś moje wszystko. jesteś moim strachem, bólem i moją obawą, jesteś moim niewyśnionym marzeniem i niespełnionym szczęściem. jesteś moją tragedią rozbitego w kawałki, kruchego szczęścia i moim fatalnym porankiem, gdy znów zatnę się żyletką. jesteś, byłeś – nie będzie cię."

tak bardzo chcę... by to nie był koniec...
tak bardzo chcę wierzyć, że to jeszcze nie koniec...
tak bardzo...




***

czas się pożegnać, to wszystko było dla Niego, i na wszystko przyszedł koniec...
a mój wyjazd...? nie wiem czy mam jeszcze na to siłę... nie mam siły by żyć... i żeby jeszcze to życie zmienić... może tym razem, może dowiem się w końcu co jest po drugiej stronie... ja już na prawdę nie mam siły... i jeszcze, tak mocno go nie ma...

wtorek, 29 lipca 2014

/81/ long long day...

"At the end of the long, long day
Come go with me in the blue and the gray
There's no up there's no down
And there's no way around
At the end of the day"

nienawidzę poniedziałków...
za długi był to dzień...
oj długi...

ja chyba mam jakiegoś pecha... poturbowałem niechcący chłopaka, chyba mocno oberwał... głupio mi było, że się zamyśliłem i go nie zauważyłem... później na domiar złego wjechałem w zasadzie to pod samochód... cieszę się że facet miał refleks... chociaż kontakt z asfaltem był dość bolesny [dziwie się że jeszcze żyję na tyle "wymuszeń pierwszeństwa"]...
i naprawdę mogło by się na tym skończyć, ale nie, za pięknie by było...
przynajmniej wiem, że Pyś jakieś uczucia ma, bo myślałem, że żadnych [wiem brzmi irracjonalnie...]
nigdy nie podnosił głosu... a dziś krzyczał na mnie, miałem ochotę zniknąć wtedy, tak po prostu...
więc most płonie... ostatni... i już nie ma co gasić...
i chyba mi już wszystko jedno... nie mam siły, o tę znajomość walczyć...
chce mi się śmiać, po prostu... śmiać... tak jakby nic się nie stało...
chociaż moja najbliższa koleżanka powiedziała, że tak jest lepiej... może powinna wiedzieć mniej, w końcu chyba będę z nią mieszkał... 
a kłócąc się z Nim, i pakując zakupy do lodówki... niefortunnie zrzuciłem jajka z półki, i całą półkę ze szklanymi słoikami... 
tak to potrafię tylko ja :P
po prostu uwielbiam takie dni jak dziś... -.-

ten zły dzień już się skończył..., lecz to co przyniósł będzie trwać...

***

i znów myślę o Małym Księciu... znów są obrazy, znów wracają natrętne myśli... znów stoję obok... znów... kogo całujesz? kogo przytulasz? z kim patrzysz w gwiazdy...? co robisz...? spisz? czytasz? kogo uszczęśliwiasz...
a cienie głosu nie mają, i nikt ich nie widzi...  chyba się znów zaczyna :(

***

wkurwia mnie już ta moja kochana nerwica natręctw, i co z tego, że psycholog mi powiedział jak sobie z nią radzić, skoro ostatnio coraz bardziej nie wychodzi..., a mój wyjazd... eh, szkoda gadać, skończy się na bilecie w jedną stronę... i nie będzie gdzie wracać...

coraz lepiej... -.-

"I'll follow the line where the land meets the sun
I looked to the hills where the dark has begun
My fears are reserved for the deeds of the day
That are faded away..."

sobota, 26 lipca 2014

/80/ zepsuty świat... i jeszcze gorsi ludzie...

zastanwiam się po co ktoś próbuje pomagać na siłę...
po co wkurwiać drugą osobę...

brakuje mi czasami słów... słów by po wtóry raz wszystko znów powiedzieć... bardzo mi się nie spodobało to, że ktoś próbuje mi wmówić, że robię z tego smutku swego rodzaju "styl życia", że... a zresztą...

a smutek, a co mi zostało... kiedy znów moje życie to jakiś koszmar... z  którego nie umiem się obudzić... jest naprawdę źle...i nie wiem - czy za chwile nie będzie jeszcze gorzej... - ale nie może sobie wymyśliłem ten smutek..., przecież kurwa jest pięknie... -.-

każdy się kurwa pcha w nie swoje sprawy... i często przez właśnie to wtrącanie swoich 5 groszy, innym sypią się światy...
tak było...

tak, tęsknie, tęsknie czasami, ale nie za utopią kurwa mać.... za osobą... i tak, nie trwa to u mnie dnia czy dwóch... trwa dłużej... i często kończy się schlaniem w trupa... lub poprawianiem sobie humoru innymi środkami... już po prostu inaczej się nie da...
będę kurwa wiedział kiedy mi przejdzie...
przeszły tylko natrętne myśli, najpierw trzeba je mieć, żeby zrozumieć co to znaczy... kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki i wiruje gdzieś w nierealnym świecie... gdzie jest zawsze jeszcze ktoś... obok kogoś kogo się kocha... często nocami... koszmar... nie zliczę nie przespanych i przepłakanych nocy... na te dwa lata, które minęły...

na prawdę wolałbym się uśmiechać, niżeli mieć z tego "gorzką satysfakcję"... -.- zresztą na prawdę nie wiem jak można tak o kimkolwiek pomyśleć... życie to nie film, tu nie ma happy endów... przynajmniej w moim ich nie ma... nie jestem optymistą, a mój pesymizm, cóż lubię podejście matematyczne...

tak, tęsknie za Małym Księciem, tak jak za Michałem, drugim Michałem, Patrykiem, Pysiem, Krzyśkiem, Adrianem, kolejnym Michałem, Pawłem...
bo ja to wszystko pamiętam... pamiętam każdą osobę, która była...
z tą małą różnicą, że na Małym Księciu na prawdę mi zależy...
i tak, zrobiłbym wszystko i wszystko oddał, żeby znów był...
[ale nie robię nic, i nic nie zrobiłem... bo Go kochałem...
i tak jak chciał, tak jak mówił, pozwoliłem mu odejść...]
nie za utopią tęsknie... tylko za Nim, za Nim... przecież za Nim...?

może jeśli kogoś kiedyś naprawdę pokochasz może to zrozumiesz...

przestaje wierzyć w ludzi..

i nie liczę, że ktoś to miałby rozumieć, wszystko jest inaczej, wszystko jest mocniej...

niedziela, 20 lipca 2014

/79/ burzy ciąg dalszy...

nie pasuję tu... bardzo tu nie pasuję...
dziś już nigdzie nie pasuję...
to już nie długo, za chwilę wyjadę... ale czy do końca muszą wszyscy za mną szeptać, odprowadzać spojrzeniem... mijając osoby chodzące nawet do podstawówki, słyszę za sobą "szepty", słowa, których nie chciałbym usłyszeć...
to mi tu zostało szepty i szczera nienawiść... za co? za to że chce kogoś w tym życiu pokochać?
czuję się jakbym był chory... chory dla wszystkich, na jakąś straszną chorobę...
a moja "ukochana koleżanka" okazała się być taka jak inni...
cóż już jej nie potrzebuję...
dobrze że jeszcze jest chociaż Pyś, on został, on jedyny...

kiedy w końcu wyjdzie słońce? kiedy skończy się burza?
czy nie będzie już za późno...?
 

poniedziałek, 7 lipca 2014

/78/ ostatni rozdział - niespełniona miłość

you take me to another place
you take me to another space
oh maybe spin me round again
'cause life is just the game
again... again...


can you feel it?
 
can you feel it too?

długie książki często są nudne...
a to już szósta część, 6 blog, 6 historia, a przecież do 3 razy sztuka...
to już koniec "innego" chłopca, kiedyś owszem byłem inny, rysowałem, pisałem wiersze, opowiadania pełne uczuć buzujących jak mentos w coli :D, marzyłem... ale dziś, dziś wiem - prawdziwa miłość nie istnieje, nie ma lepszego jutra, a nadzieja schlana w trupa umiera pod płotem...
jest lepiej...
i zdarzył się On -
Mały Książę - Pan P. - Kotek - mała Gwiazdka spadła z nieba wprost do mojego świata...
pierwsze i ostatnie prawdziwe "kocham Cię" - jakże piękne...
cieszą się, że był, nienawidzę siebie, za to, że odszedł...
jest tu (pokazuje serduszko), i tu zostanie na zawsze..., zawsze mój, i zawsze kochany...
czekam..., jestem tu, zawsze dla Ciebie...
jest lepiej, dziwnie dobrze, dziwnie błogo...
byłoby wspaniale, gdyby był...
On - taki... awww... :D

przykro mi, że już Go nie ma... :(

***

marzenia, w moich jest tylko On... czyichś snów nie chcę śnić... a moje tak nie możliwe...
czy tylko jedna Gwiazdka mogła spaść do mojego świata...?

Mały Książę..., gdzie jesteś...?
gdzie jesteś...

***

life is just a game...


taaa, oglądam stare odcinki Brzyduli, uwielbiam :P

sobota, 5 lipca 2014

/77/ kochaj, tulaj mnie...

trochę mi smutno, że nie mam już naście lat... przeglądając blogi młodych osób, super się czyta o tej ekscytacji drugą osobą... szczerze tylko raz w życiu tak mocno się kimś ekscytowałem, oh... pamiętam jakby to było dziś... każde towarzyszącą temu zdarzeniu emocje, buzujące jak mientos w coli xD
no żałuję, że nie byłem inny, teraz już tego nie odrobię... jakoś nie wierzę, że kiedykolwiek jeszcze ja się kimś tak będę "podniecał", a tym bardziej wątpię, żeby ktoś mną...
oh, ale to by było coś pięknego... :)

oj, ale nie o tym chciałem... próbuje znaleźć chociaż pokój w akademiku, ale które akademiki działają w wakacje, no to już trudniej znaleźć, eh... frustrujące to jest... jeszcze próbuję znaleźć jakieś informacje o samych uczelniach, w zasadzie to subiektywną ocenę, lepiej od studentów się dowiedzieć jak to faktycznie jest :P

kurcze przydał by się ktoś kto się w tym orientuje..., było by łatwiej... eh... :(

a tak na prawdę chcę pod koniec tego miesiąca już wyjechać... chciałbym już tam być...

humor mi się poprawił, tylko trochę... ale przecież zawsze to coś...
trochę ćwiczeń i dieta...
jeszcze wyjechać...
praca, studia...
potem ktoś kto wyciągnie mnie z dołka po nieudanych związku z Małym...
i chyba wszystko powinno się dobrze ułożyć...
może dużo do szczęścia mi nie potrzeba...

jaaa, widzę optymistyczne podejście... koszmar... xD

ktoś chętny na oprowadzanie mnie po warszawie ? :P

***

ah, jeszcze jedno...
Małego Księcia kochałem mocno... i czuję, że jeszcze mocno mi na nim zależy... zerwałem z nim znajomość (żałuję bardzo tego żałuję...), mimo tego, że kochałem... wszyscy w koło uważali, że tak będzie dla Nas najlepiej... był młody owszem, ale nie za wiek Go przecież kochał... kocham... kochałem...
i kosztowało mnie to prawie dwa lata chorej i ciężkiej tęsknoty, i wiem że to jeszcze nie koniec...

na słowa powinno się uważać, szczególnie mówiąc coś o innej osobie...

nigdy już bym nikogo w takiej sprawie nie słuchał..., ale nigdy już nie zdarzy się taka osoba jak On...

piątek, 4 lipca 2014

/76/ to nic, to nic, to nic, jednak iść, przecież iść...

zamknąć rozdział - łatwo powiedzieć - próbowałem, ale... to nie jest to czego chcę...

chętnie spaliłbym wszystkie mosty łączące dziś z wczoraj, ale... - Mały Książę - te listy dla Niego, bardzo chciałbym żeby był, i te jego wiersze... mam  co czytać po nocach, heh... :/, i Pyś - tyle - spojrzenia słane ukradkiem, i nocne rozmowy, szczególnie te w trakcie imprez... - kilka słów za dużo... - i dziś już nic..., eh...
i koleżanka, która łączy wszystkie ogniwa tego łańcucha czasu... choć wcale już się nie dogadujemy, i tylko ze względu na, albo przez Małego Księcia wszystko jakoś się trzyma...

był ktoś, ale dla mnie tylko ktoś, ktoś kogo chciałem zatrzymać do rozmów, po prostu by był - nic więcej... przeszkadzało wszystko... to, że w każdym prawie słowie krył się błąd ortograficzny; to, że na każde 4 moje zdania, przypadało najwyżej 5 słów, a może po prostu to, że czytał bloga - część przeszłości..., a może... nie chcę zmienić nic... [heh, a mogło być ciekawie, ale...]

decyzja podjęta - walczę o warszawę - o moje "być" tam - może za niecały miesiąc mnie już tu nie będzie... - kolejny koszmar - droga tylko w jedną stronę... - nie może się nie udać, a jeśli jednak... no cóż, wracać nie zamierzam, to na prawdę będzie koniec... to już postanowione...

nie chcę nikogo innego - Mały Książę - dla mnie był całym światem, choć wolałbym mówić, że jest...
- nie chcę być sam, ale... - uczucia - tu znów nie zmieni się nic... nic... 
czekam...
i choćby resztę życia...

środa, 2 lipca 2014

/75/ take my hand, bring me back to life...

"can you hear the silence?
can you see the dark?
can you fix the broken?
can you feel my heart?
"

dość mam użerania się z ludźmi, szczególnie tymi poznanymi przez internet... z większością dałbym sobie spokój, gdyby nie mały fakt skąd są... bo jeśli nie zmienię planów to wyjadę za miesiąc, dwa do stolicy i fajnie będzie kogoś już tam znać... nawet jeśli miałbym skłamać i to nie raz to... czemu nie... albo pierdolić to, wszyscy są tacy sami...
mam wrażenie, że patrze już tylko na siebie...
zmieniłem się... zniszczyła mnie miłość, a raczej jej brak...

czasami... czasami całą chęć i tak szlag trafia... jedyna myśl - złapać coś ostrego i ..., a potem patrzeć na szkarłatne strumyki... po prostu mam dość... i jeszcze tak mocno brakuje mi Małego Księcia... po prostu tęsknie... wcześniej chociaż jakieś wiadomości były... teraz nic... pewnie nigdy już Go nie będzie... dla Niego umarłem...
kurwa mać... przecież nie tego chciałem... ta myśl mnie niszczy...

z czasem każda porażka daje się we znaki... szczególnie te... gdy odpycha się osobę, którą się kocha... ile jeszcze osób mnie znienawidzi zanim...?
a zresztą... i tak nic mi Go nie zwróci... :( nie umiem się odkochać... z każdym dniem jest tylko coraz gorzej...
na prawdę każda... nawet to, że nie potrafię się stąd wyrwać, to, że brakuje mi sił żeby wstać z łóżka..., to, że zmarnowałem pieprzone 3 lata na studia, które niczego mi nie dały...
przegrałem już życie... po prostu przegrałem...
najpierw zniszczyli mi dzieciństwo, a potem ja zniszczyłem sobie życie...

***

trudno mi jest ufać ludziom, trudno jest mi kochać... i dziwiło mnie, że pokochałem Małego Księcia... ale mimo wszystkich "spierdalaj..." wierzcie lub nie... dał mi najwięcej miłości... chce wierzyć, że była prawdziwa... był mi obcą osobą, ale najbliższą... bliższą niż rodzina...
nigdy nie rozumiałem miłości... nie znałem jej, nawet nie wiem jaka jest miłość rodzica do dziecka... za to pamiętam, jaki koszmar mi urządzili... (ja bym nigdy czegoś takiego swojemu dziecku nie zrobił...) wtedy ich znienawidziłem... dzisiaj nienawidzę ich jeszcze bardziej... bo wszystko co złe to moja wina... nigdy mi nie przestaną wypominać błędów... 

Mały Książę był mi na prawdę najbliższą osobą... ale....
skończyło się jak zawsze...

***

kurwa mać... znowu nie mogę zasnąć...
czekam na dzień, gdy w przypływanie emocji, złapie coś ostrego i poharatam sobie ... i zdechnę... i tak nikogo nie będzie to obchodzić... a ja może w końcu będę wolny... bo już kurwa nie daje rady...

czwartek, 26 czerwca 2014

/74/ hera koka hasz LSD :D

gdyby ktoś jeszcze nie słyszał :)
jak dla mnie bardzo fajna piosenka :D

"Hera, koka, hasz, LSD
Ta zabawa po nocach się śni
LSD, hera, koka i hasz
Podziel się z kolegami czym masz
"


/73/ ale kogo to ochodzi...

 "cóż, dzisiaj nie jest nasza kolej...

dość mam bezsensownych znajomości... ludzi, co są, a potem znikają na... czas nieokreślony...
gdy kogoś już wpuszczę to tego mojego chorego świata...
to niech w nim zostanie... mimo wszystko... albo niech wcale się nie wpierdala w moje życie... bo mam dość zabawy w kotka i myszkę...

mały książę... chyba go dalej kocham... nie wiem... dzisiaj nic już nie wiem... wiem tylko, że był jedyną osobą, którą na prawdę kochałem, ale... nic, nie ma już nic...

pan pysiu... 8 lat głupiej zabawy "w podchody"... i pół roku kiedy miałem szanse z nim pobyć... pewne jest że coś do niego czułem... uniosłem się dumą i spieprzyłem resztę... w końcu coś za coś...

dwie najważniejsze dla mnie osoby, nawet ze mną nie rozmawiają... dobrze... lepiej dla nich...

znajomość z koleżanka też się sypie - w zasadzie od kiedy jest w w-wie... czekam na koniec... to już kwestia tygodni...

czas zamknąć ten rozdział... już nic się nie da naprawić...
zatrzasnąć wszystkie otwarte drzwi... spalić wszystkie mosty...
wspomnienie małego księcia - je zostawię, zawsze będzie przy mnie... zawsze ten sam... zawsze kochany...,i zawsze mój...

a potem zniknę... nic nie jest już ważne...

i jakoś na szczęście nie było w moim życiu chłopaka z którym poszedłem do łóżka... teraz też może go nie być... już mi nie żal że nie spróbowałem...

nie wiem co z blogiem... pewnie przestanę pisać... chyba napisałem już wszystko co było do napisania...

ryczę, po prostu ryczę... nie z bezsilności... muszę to co dla mnie najważniejsze zakończyć... i wcale nie jest to coś co chce zrobić..., ale... życie...

***

śliczna, smutna piosenka - jeszcze jedne raz...
"cóż, dzisiaj nie jest nasza kolej..."

wtorek, 24 czerwca 2014

/72/ w ognisku mego serca

ludzie tacy jak my, nie potrzebują wiele -
wystarczy ktoś, kto rozpali iskrę w ogniskach naszych serc...

ktoś dawno zapalił ją w moim sercu...
i nigdy nie przestanę Go kochać...
***

już nie wiem w co mam wierzyć... w przypadek czy celowe działanie...
i nagle posmutniałem jeszcze bardziej... :(
cząstka mnie została "sprzedana"...? "ja" które znała TYLKO JEDNA OSOBA...
najprostsze rozwiązanie... i najbardziej przygnębiające...
reszta opcji - zbyt małe prawdopodobieństwo żeby były prawdziwe...
znów stałem się "towarem na wymianę"...? przykre... :(

już wiem czemu ten czarny kot tak chętnie dotrzymywał mi towarzystwa...

nie wiem czy chce cokolwiek z tego rozumieć... wolałbym, żeby mózg się "zamknął" i nie podpowiadał "racjonalnej" kolejności zdarzeń... wolałbym się nie przejmować ludźmi... i tym co robią... a tylko brać bierny udział, może i nawet czerpać z tego [hmmm]... [:D] [nie ważne, nie w tym rzecz...]

na prawdę w tym momencie zrobiło mi się przykro... bardzo przykro...
pieprzone uczucia... chciałem powiedzieć, że świat byłby lepszy bez nich, ale to NIE prawda... [chociaż... może mój świat będzie lepszy, zanim znów się wszystko spieprzy]

chyba znów potrzebuję długiego nocnego spaceru... sam ze swoimi myślami...
chce mi się płakać... chyba z bezsilności... bezradności...

***

ten świat staje się zimniejszy. nieznajomi nas mijają.
nikt nie oferuje ci ramienia. nikt nie patrzy ci w oczy.
ale ja patrzyłem na ciebie długi, długi czas.
po prostu próbując przedrzeć się, próbując uczynić cię moim.
wszyscy chcą zapłonąć, ale boją się poparzyć.
cóż, dzisiaj nie jest nasza kolej...

boże... kocham tą piosenkę... :/


boże, 19 czerwca dostałem pierwszą wiadomość od ..., 25 czerwca odpisałem, bo wcześniej miałem sesję... ja to pamiętam jakby to było wczoraj... eh...

niedziela, 22 czerwca 2014

/71/ mały książę, gdzie jesteś...?

nie pytaj mnie o jutro to za tysiąc lat...

a dziś... dziś tęsknie...
zawsze będę tęsknił...
tyle życia jeszcze przede mną...
mogę wszystko...
bez Niego... nie będzie dobrze...
bez Niego... nie potrafię...
nie chcę bez Niego... :(
wszystko było prostsze...
nie rozumiałem ile szczęścia mi dawał...

a dziś...
ile sił kosztuje ta walka o jutro...
o byle jakie jutro...
sam,
nie mam sił walczyć o lepsze...

a dziś...
chciałbym, by był o[...]
by [...]
tak po prostu...
[...]

zamienię każdy oddech w niespokojny wiatr
by zabrał mnie z powrotem - tam, gdzie masz swój świat...


tak bardzo chciałbym by znów był...

***

powoli wysiada mi psychika,
co tu dużo mówić...
znów czuję strużki wody płynące na policzkach...
sam tego chciałem...
posłuchałem...
zniszczyłem... i wygląda na to, że siebie też...
po co ja Cię słuchałem...? nie rozumiałaś...
raz w życiu naprawdę kochałem...
i wszystko... i nie ma już nic...

ale wydaje mi się że teraz jest szczęśliwy...

sobota, 21 czerwca 2014

/70/ jeszcze tylko myśl albo dwie, ale może i tysiąc

tęsknie...  :(
jest coraz gorzej...

"jeszcze tylko myśl albo dwie, ale może i tysiąc, bo z myślami nigdy nic nie wiadomo. są jak szczury - gdy okręt umysłu pogrąża się w odmętach snu, wszystkie chcą w jednej chwili uciec i mkną przez głowę, popiskując, szarpiąc, drapiąc i gryząc. rano zostają bolesne pamiątki po ich pazurach, ale po samych myśloszczurach nie ma już śladu..."

łapka, kolorowa kocia łapka z imieniem i nazwiskiem - "Mały Książę", trochę w innej formie...
"żywy" glowstickowy obrazek ze zdjęcia, które kiedyś mi przysłał...
uszyta w tajemnicy przed światem...
część kociej piżamki... nie... (↓)

czasami, gdy jest bardzo źle... gdy nie umiem już nawet usiedzieć na miejscu... gdy myśli błąkają się gdzieś między wczoraj a dziś -- uciekam od rzeczywistości w świat, gdzie wszystko się udało... uciekam w świat pluszowych misiów... do snucia planów o kocich piżamkach... wtedy jestem dzieckiem... chodź dziecko dawno we mnie umarło...
kolejny dziwny stan... ale dzięki temu jeszcze nie zwariowałem...

czasami, w dni takie jak dziś, wczoraj - istnieje tylko smutek... snujący się cicho każdym neuronem tam i z powrotem...
biorę gitarę i gram swoją ułomną wersję "son of the blue sky", piosenkę, której początek zagrał - nie raz - On... śliczne... [to było bardziej niż niezwykłe...]

masz moje serce,
czego chcesz więcej?

tęsknię, mocniej niż można sobie to wyobrazić...
tęsknię każdą cząstką siebie...
koszmar...
czekam, wciąż czekam...
na wiadomość, na cokolwiek,
czekam...
wspomnienia... pełne kolorów... nie potrafią odejść...
te rozmowy przez telefon, na skypie, i to oczekiwanie..., aż będzie miał jak rozmawiać...

już jestem po obronie i co z tego? wiedziałem, że jakoś wytrwam do końca...
ale co teraz? co z sobą zrobić? tego nie wiem... nie ma już do kogo wracać...
wakacje... najgorsze w życiu?

chcę do Niego...
gdyby wszystko inaczej się potoczyło byłbym dziś szczęśliwy...
ale...

this is
the rhythm of the night,
this is the rhythm of my life...

czemu nie mogę być normalny? czemu...?


tęsknie...  :(
czy może być gorzej...?

***

trudno wszystko przepadło, ja też chce, nie chcę już tu być, nigdy więcej, nie chce żyć...  nie potrzebuje takiego życia... bez sensu... bez powodu... chce umrzeć....

***
(↓) podobno google wie wszystko... a jednak mimo prób nie znalazłem nic, żadnego bloga, żadnej osoby...

wtorek, 10 czerwca 2014

...

teknie, tęsknie, tęsknie, teknie, tęsknie, tęsknie, teknie, tęsknie, tęsknie, teknie, tęsknie, tęsknie, teknie, tęsknie, tęsknie, teknie, tęsknie, tęsknie, teknie, tęsknie, tęsknie, teknie, tęsknie, tęsknie...

tęsknie...

psychinczy dyzonans, dwa stanay chorej świadomości...
świat bez Ciebie - próbuję pojąć niemożliwe...
i żyję, w niemożliwym świecie...

krzyczę... krzyczę "pomóż mi!"
jesteś tam?
jesteś?

myśli poza kontrolą,
źle, smutno, tęskno...
samotność ciaży...
czuję mocniej, kocham mocniej, mocniej cierpie...
i mocniej, mocniej...

i jeszcz mocniej...
tego nie można sobie wyobrazić...
moje brzemię...

krzyczę, krzyczę "pomóż mi!"
jesteś tam?
jesteś...?
pomoż mi...

Mały Książę... gdzie jesteś...?

niedziela, 8 czerwca 2014

...

zapomnieć... zapomnieć o wszystkim, i o tym czego nie można zmienić... o dzieciństwie, które było koszmarem... jeszcze jedna "tajemnica", ale ona umrze razem ze mną... - od tego wszystko się zaczęło...?

taki los, tak sobie to tłumaczę...

ból, ból psychiczny jest nie do wytrzymania...

nadzieja... i na nią wreszcie przyszedł czas... umiera...
wiem jak może wyglądać świat bez strachu... ale bez nadziei?
bez Ciebie?

taki los...

brak mi słów by to wszystko opisać... kolejny raz...
czuję jak coś wysysa ze mnie wszystkie siły...

nic nie mogę już zrobić...
wszystko się skończyło... ten na prawdę ostatni raz...
ja też...
nikt nie czeka... nikogo nie obchodzę...
sam... ostatni raz....
znikam..., Mały Książę, dołączysz...?

piątek, 6 czerwca 2014

...

smutno mi... kolejny raz... i coraz częściej...
spać też nie mogę... kolejna noc przeciągnie się pewnie prawie do rana... już trzecia w tym tygodniu...
ta bezsenność to po prostu smutek...

a wspomnienia jak na złość, krzyczą ile sił... to wcale mi już nie pomaga...

i weny brak... chęci brak... 

nie, nie wierzę, że to wszystko się ułoży dobrze...
już nie potrafię siebie okłamywać...
czy chodź na dłuższą chwilę może przestać padać...?
niech w końcu wyjdzie słońce, bo już nie wiem jak wygląda...

i zdjęcia, ale czy chce znów na nie patrzeć...?
obrazy same rysują się w myślach, gdy pragnę go zobaczyć...

i nie, nie ma już we mnie miłości...
i już się nie uśmiecham...
i udaje, że jestem, ale już mnie nie ma...

bo nawet Ogoniasty, okazał się być lepszy niż ja...

kiedy umrze nadzieja...?

bo przecież musiałem spierdolić, gdy było tak dobrze...:(

czwartek, 5 czerwca 2014

/66/ schowajmy w kąt zawiści dni połączmy dłonie ja i ¿Ty?

dziwny humor i dziwny stan świadomości... wolność, usidlona wolność... czas by przystanąć i zrobić coś niemożliwego... i niezwykłego..., a najlepiej dla kogoś :) tak bez powodu, bez oczekiwania czegokolwiek w zamian, tylko po to by zobaczyć czyjś uśmiech...
czytając dziś kilka blogów miałem ochotę po protu napisać: "hej, co tam?", ale co dalej... w końcu zrezygnowałem... czy to jest znów niewykorzystana szansa? nie odważę się, to nie jestem "ja"... nie jestem jak większość, nie zniknę po kilku wiadomościach, nie potrafię już kochać więc świetnie nadaje się na przyjaciela... o ironio... mój świat, mój nowy chory świat...
z drugiej strony mam wrażenie, że zaczynam patrzeć na ludzi jak na ciąg znaków i liczb... jak na rzecz, w końcu powstanie "katalog", "katalog" licz i znaków... ale... przecież w końcu kto chciałby być z kimś takim jak ja... z kimś kto już nigdy nie pokocha na zawsze, z kimś kto w sercu będzie zawsze trzymał Małego Księcia..., kogoś kto umarł z miłości...

[dalej mam nadzieję, że wróci... nie chce wiedzieć co się stanie, gdy umrze i nadzieja... po prostu nie chce..., to mnie złamie... zniczy... albo i zabije...]

początki są najgorsze, i mogą się ciągnąc w nieskończoność, to gra której nigdy nie wygram... zawsze przegrany...

ale ratuje się, mam nadzieję, że gdzieś tam jest jeszcze jedna osoba.., która mnie uratuje, że pod skorupą "zniszczonego" chłopaka zobaczy kogoś samotnego, kogoś kto ma w sobie więcej miłość, niż kiedykolwiek otrzymał... a może znów spadająca gwiazda, zniszczy mój świat... bo czy "miłość" może mnie jeszcze ocalić...  

więc co dalej? dokąd iść? na swoją koleżankę nie mogę liczyć, nie pomoże, widziałem, widziałem to w niej... nie wiem, nie wiem co robić...

*

nie umiem przemóc się do niektórych fajnych piosenek, zbyt dużo wspomnień... dziwie się że nadal mózg je tak kataloguje.. tak bez sensu, ale już nie próbuje się zagłębiać w zrozumienie tego...

/65/ nie rańmy się, bo nowych ran na każdy dzień wystarczy nam...

niech mi ktoś odpowie... po jaką cholerę, pewne osoby piszą, a po kilku wiadomościach przepadają jak kamień w wodzie... człowiek postanawia w końcu spróbować być miłym, ale po co, no po ki chuj...? i tak zbyt długo wyczekiwałem jakiejkolwiek odpowiedzi... skoro i tak wszystko pryśnie jak mydlana bańka...
wkurzyło mnie to... tak jakby... ale bardziej z powodu kilku słów... może to szczegół... ale pewne rzeczy można tylko powiedzieć, i tylko po dłuższej znajomości... a może to ja już przez to wszystko co się stało, źle podchodzę do ludzi... trudno się mówi... najwyżej w ogóle przestane odpisywać na wiadomości...
znów mi przykro i znów czuję się oszukany... nic nowego... :(

***

"ja" z bloga to "ja" najbliższe prawdy... "ja" ze "znajomymi", to ten "wesoły" chłopak... "ja" poznający drugą osobę, to ten "ja", którego najlepiej omijać szerokim łukiem... niestety tak się popsułem...

czy ten "mój" "kotek" nie jest uroczy? xD trochę mi nie wyszedł, ale śliczny jest :D i szkoda, że jest tylko rysunkiem xD od kiedy go narysowałem leżał sobie na stercie wszystkich papierów... ale jak na niego zerkam to od razu mi się uśmiech maluje na twarzy...

dość mam tej błędnej gramatyki..., i nie prędko doczekam się tych magicznych wirusów, które będą to leczyć... skoro nie będzie już takiej osoby jak On, to niepotrzebnie będę się męczyć, próbując zaakceptować tą błędną gramatykę... stanę sobie z boku i będę patrzeć na "czyjeś" "kocham" beze mnie...

czekam teraz na obronę... i w chuj czasu... na rozmyślania... no tak już robi się jasno za oknem... eh...



piątek, 30 maja 2014

/64/ this is the end of the rainbow, where no one can be too sad...

to jeden z tych dni, gdy smutek staje się bardziej niż nie do zniesienia... to nie jestem ja... zawsze po góra dwóch miesiącach wracałem do życia... znów zaczynały się pojedyncze zauroczenia... a teraz... za miesiąc minie dwa lata..., od dnia gdy Go poznałem... i nic... tylko smutek rośnie w siłę... i pieprzona chęć odzyskania Go wszystkimi możliwymi sposobami...
trudno przenieś na kartkę to co czuję... trudno pogodzić się, że ktoś kogo tak mocno kochałem, na kim mi tak mocno zależało... stał się tylko wspomnieniem... swoją drogą pięknym wspomnieniem... umarłem dla Niego, ale On żyje cały czas w moim sercu... w każdej części mnie...

za chwilę wszystko się skończy... i będę wolny, i co dalej? życie bez Niego będzie smutne, nudne, pozbawione kolorów... a przecież... nie o to chodzi...

naprawdę nie chce odpuścić, nie chce, żeby takie było nasze pożegnanie... nie potrafię zaakceptować, tego, że tak spieprzyłem sprawę... wcale nie tego chciałem... chciałem by był... 

to co się stało, to z Małym Księciem... nawet to ma plusy... do wszystkiego podchodzę z obojętnością, bez stresu i strachu... po prostu... a minus to te chujowe stany psychiczne... , przez które odechciewa mi się żyć, i smutek nad którym przestaje panować... i pieprzone brak nadziei, że wróci..., że zostawił mnie samego, mimo, że tak mocno się dla Niego starałem... wszystko na raz... bywa ciężko...

"proszę wybacz mi..." - to pewnie też dla Niego nic nie znaczy

ale On gdzieś tam jest, patrzy na to samo niebo, nocą pełne gwiazd... może kiedyś znów spadająca gwiazda okaże się wybawieniem, będzie dobrze, i On będzie... obok... czekam, jestem tu dla Niego... zawsze będę...eh... ja po prostu chce do Niego... :'(

bo przecież nikt nie powinien być tak smutny...

***

jak ktoś jest z okolic stalowej, bo mam tyleeee czasu do obrony, że chętnie go strwonię na spacery, czy pogaduchy...

***

głupie, jak można na takim kacu, dwa dni pod rząd, chodzić na egzaminy, ale szybciej mijają mi wieczory, gdy urywają się grubo przed północą... ale jaki wieczorami jest świat piękny... masakra... tak mi łatwiej wszystko znieść...

***

lubię tą piosenkę...

środa, 28 maja 2014

...


bałagan... nie pamiętam czy kiedykolwiek po podłodze mojego pokoju walało się tyle kartek, na oparciu łóżka leżą rysunki, a i książki, przez które nie umiem przebrnąć... wciąż śpię pod jednym kocem, na złożonym łóżku... nie ma już miejsca, żeby go rozłożyć... bałagan... wszędzie bałagan...

smutek i tęsknota... coraz częściej przepuszczają atak na fortecę moich myśli... mur jeszcze stoi,  ale to początek bitwy... po cholerę walczę...?

dziecko we mnie w końcu umarło... zranił je Mały Książę... i...
[może kiedyś odrodzi się, jak feniks z popiołów, tak ono, ze szczęścia]

oddałbym resztę życia, by spędzić z Nim jeden dzień... znów się śmiać, rozmawiać, by mnie przytulił, by był..., znów być szczęśliwym...
"uważaj czego sobie życzysz..." - właśnie tego sobie życzę...
ot co, ślepy los wymierzy sprawiedliwość po raz drugi...
bo gdybym umiał przelać w słowa to co czuję... by mnie usłyszał...
śniłem znowu o Nim..., tak po prostu...
you were the first, you'll be the last...

dalej będę liczył dni, i czekał...
jak Go kiedyś spotkam, to popłaczę się ze szczęścia...

Twoje urodziny... pamiętałem...

wszystko spieprzyłem... jak zawsze...

***

czy naprawdę wszystko już się skończyło?
nie panuje nad swoim życiem... wymknęło się
widzę koniec, to już...
ale ja jeszcze nie chce...
nie bez..., eh...

***

praca licencjacka w strzępach... no cóż jak nie zdążę... to już bardziej świat się nie zawali...
powinienem ją pisać, ale... nie mam siły... nie mam siły...

niedziela, 11 maja 2014

...

zawsze mnie zastanawiało co popycha ludzi do samobójstw, nie mogłem wcale tego zrozumieć...
już zrozumiałem, zostają sami, sami sobie... a problemy czasami stają się zbyt wielkie żeby dać sobie rade samemu...

nawet własna matka mi nie wierzy..., że wszystko to moja wina... że sam się o to prosiłem... taa... biegam za ludźmi i ich zaczepiam żeby mi jeszcze wpieprzyli... jakbym miał mało własnych problemów...
nie mogę uwierzyć, że tak mi powiedziała, ręce mi opadły... zostawiony sam sobie po raz kolejny...
długo wałczyłem... ale nawet mi dziś brakuje już chęci i siły...
rodzina, hm... nigdy jej nie miałem... jestem tylko nie rozwiazanym problemem...

nie wiele mi dziś brakowało... nie zabiłem się tylko dlatego, że nie wiem, co jest tam..., może mam tylko to życie... a może już nie mam nic... nie wiem czy dam radę dotrwać do końca... do tego by w końcu stąd uciec... czy w ogóle jest dokąd?

kolejny raz chyba już się nie podniosę...
Mały Książę... bo gdyby miał by być to koniec... jeszcze raz przepraszam za to wszystko... przepraszam...

/61/ my fucking life...

i koncert się skończył... a wpierdol dostałem pod domem...
czemu? bo wolę chłopaków...
a w domu... że to moja wina wszystko...

nienawidzę tego życia... od gimnazjum mnie męczą i co... nic, bo przecież nikt im nic nie zrobi...
i jedyne czego dziś chce to nie obudzić się jutro... mam dość, nie chce się już tak męczyć...
moje pieprzone życie...

a może niech mnie w końcu zabiją... skoro wszystko im wolno...

niedziela, 4 maja 2014

/60/ posłuchaj jak szepcze wiatr... ja usłysząłem Twój głos...

wyjazd był naprawdę trafionym pomysłem... nie odpocząłem, nie znalazłem odpowiedzi na pytanie co dalej robić z życiem, ale uświadomiłem sobie jedną ważną dla mnie rzecz...
leżąc sobie tak o na łące... w stanie mocnego oderwania od rzeczywistości... już nie od procentów... powiedzmy, że od magicznego proszku (ot taka moja nazwa, za dużo bajek :P)... każdy eksperymentuje... do głowy dotarła jedna myśl [nienawidzę siebie za to, że pewne rzeczy docierają do mnie z takim opóźnieniem...]:

***

tak, kochałem Ciebie, tak Ciebie tamtego, tego jak mówisz wymyślonego, ale...

kochałem Twój uśmiech, kochałem patrzeć w Twoje oczy, kochałem radość którą dawałeś, kochałem Twój głoś,  kochałem nasze rozmowy, kochałem to w jaki sposób mnie przytulałeś..., pokazałeś kawałek mnie, którego bez Ciebie bym nie odkrył... uczyniłeś mnie najszczęśliwszą osobą na świecie...

wiem jaki byłem, i za to co się stało mogę tylko przeprosić... 

wiem to tylko słowa, ale wypada zacząć od słów... wysłuchaj mnie proszę... tylko słowa mi zostało... słowa, które mam nadzieje usłyszysz, zrozumiesz...

nie proszę o to żebyś mnie kochał, chciałbym tylko żebyś mi wybaczył... nie jestem księciem z bajki, tylko człowiekiem i popełniam błędy, okropne błędy... i..., i dał jeszcze jedną szansę... byłeś dla mnie wszystkim, całym szczęściem... chciałbym Cię jeszcze zobaczyć, porozmawiać tak jak kiedyś, i... i... i nie odchodź , nie znikaj, nie zostawiaj mnie tak..., zostań... proszę...
bądź jako kolega, potrzebuję Cię...

to mój list dla Ciebie Mały Książę, nazwałem Cię tak, bo naprawdę byłeś Małym Księciem... spadłeś z gwiazd do mojego małego popsutego świata... otworzyłeś mi lepszy świat i zabrałeś mnie, na chwilę, ale... spełniłeś moje marzenie... przez chwilę mogłem być dla Ciebie... przez chwilę kochałeś mnie... wspomnienia pozostaną, tylko te dobre... 

powiedz słowo,
proszę odezwij się...
będę na każde zawołanie...
i będę zawsze...
chcę należeć do Ciebie, chcę być Twój...

będę czekać..., zawsze będę czekać... 
na znak, na słowa, na Ciebie...

chciałbym, abyś wrócił... ja już zrozumiałem, dostałem nauczkę...
wróć, okropnie Tęsknie...

i naprawdę nie jestem takim chujem... przepraszam...

***

muszę zamknąć pewien rozdział w życiu, posprzątać to co zostało ten bałagan, zniknę na chwilę, a potem wrócę... zacząć wszystko jeszcze raz, mam nadzieję, że będzie dobrze... i mam nadzieję, że....
Ty wiesz... 

 ***

wiecie, chciałbym, żeby to przeczytał... żeby był... zjawił się jak wtedy znikąd, nie taraz, ale za chwilę, gdy wysiądę na kolejnej stacji... chciałbym...
pomarzyć można, eh...

czwartek, 1 maja 2014

/59/ mój Kotku szepcze serce, a ja uciekam...

i co to znaczy by kochanym...? chyba już nigdy nie poznam odpowiedzi...

każdy ma swojego Małego Księcia, a każdy Mały Książę ma swoją Różę...
spotkałem mojego Małego Księcia, ale nie byłem jego Różą...
teraz jest szczęśliwy... znalazł swoją Różę...
a dla mnie był promykiem nadziei, źródłem nieskończonego szczęścia...
wierzę, że naprawdę mnie kochał, chociaż przez moment... i właśnie wtedy mnie zabrakło...
wybacz... potrzebowałem Cię dzisiaj mocno... ale... wstałem, otarłem łzy... i zrozumiałem, że nigdy Cię nie było dla mnie...

uciekam, znów uciekam... muszę odpocząć, nie wiem co dalej robić z życiem... jest szare bez kolorów...  powoli staje się koszmarem, z którego już się nie obudzę... dłuższą chwile po 4 mam pociąg... bliżej mi będzie do W-wy niż do domu... ale to bez znaczenia...
skończyłem czytać książkę... i ten rozdział mojego życia czas zamknąć... Kubuś przypominał mi kogoś, za to kochałem Małego Księcia... a na końcu przypominał mnie, albo ja jego... łatwowiernego dzieciaka... on wierzył, że odzyska stare życie... ja wierzyłem, w miłość... może, gdy autor wyda następną cześć, ja przez przypadek spotkam Go, i że już nie będzie mnie nienawidził...

wiem, że będę żałował tej decyzji do końca życia, ale Jego szczęście jest ważniejsze... poddałem się... z moim "chcę" i jego "spierdalaj" nic nie zmienię... za dużo myślę, wszystko przez to psuję...
będę na niego czekał... może kiedyś...
kocham...

nigdy o Nim nie zapomnę... wspomnienia będę żyły w sercu... nie chcę zapomnieć, bo tylko On był moim szczęściem... w każdy samotny wieczór, samotną noc, przywołam jego obraz w pamięci... i tylko dlatego, że jeszcze go pamiętam - czasami uśmiechnę się...

ah, i studia, zostało no... ponad tydzień na oddanie pracy licencjackiej, mam spis treści, który w przypływie natchnienia, dziś zmieniłem...

próbowałem pisać opowiadania, ale ociekają smutkiem... ciągle śmierć, rozstania...

wyjeżdżam... bez telefonu, bez komputera, może jak wrócę, coś się zmieni... może znajdę sens, drogę... albo to początek tułaczki bez końca...
może odnajdę siebie... a może ktoś odnajdzie mnie...
a może nic się nie zmieni, a wtedy nie wrócę...

sobota, 26 kwietnia 2014

/58/ na pożegnanie ze mną weź najlepiej nóż... posłychaj jak pięknie brzmi mój krzyk...

spacer nocą, drogą z betonowych płyt, przed siebie, przez las... dziś strach był mi obcy, czego miałem się bać? wszystkie moje demony spacerowały obok, a tylko ich się bałem... dawno ożyły, dawno stały się rzeczywistością...

czarna, nieskończona otchłań powoli pełznie w moją stronę..., zagląda w myśli, zagląda w każdy zakamarek serca... czeka na właściwy moment... czeka, aż się poddam wtedy zaatakuje...

***

nienawidzę takich dni jak dziś, to walka z samym sobą o kolejny dzień, o kilka chwil spokoju... "normalności"... był czas na zmiany, czas uśmiechu... przegapiłem... już nie było do kogo wracać...

***

nigdy nie zapomnę uczucia, które mi towarzyszyło, gdy mnie przytulił..., gdy tak przystanął na chwilę na chodniku przy głównej drodze... spokój, błoga radość, mimo tysiąca wątpliwości...

i..., gdy szliśmy już na przystanek, w stronę zachodzącego słońca... wszystko było takie piękne...

i..., gdy biegł po peronie przy ruszającej skm’ce..., jak mała łezka zakręciła się w moim oku i spłynęła po policzku... i mina kobiety siedzącej naprzeciwko... niezrozumienie, dezaprobata... ale to mnie nie obchodziło... dla mnie to była najpiękniejsza chwila... miłość zawsze jest piękną...

i to wszystko co wtedy się wydarzyło... chciałbym to jeszcze raz przeżyć teraz, gdy wszystko straciłem i zrozumiałem co straciłem...

może kiedyś nasze drogi znów się skrzyżują, przez przypadek...

bez niego wszystko jest koślawe... brzydkie...

przepraszam..., ale to cześć mnie... część której nie zapomnę, nie zmienię...

i tak mija mi czas bez Ciebie...

ciekawe, gdybym Cię spotkał dziś czy też bym Cię pokochał? wierzę, że tak, jest piękny, widziałem, zawsze był... uśmiech wciąż ten sam, magiczny... i oczy, kochałem te oczy... ktoś będzie z nim bardzo szczęśliwy...

jest szczęśliwy, więc mogę zniknąć na zawsze..., nigdy więcej się nie zjawić...

a z drugiej strony...
zrobię wszystko by wrócił..., ciągle w snach pałęta się przeszłość... tak rzadko chwila radości...

dużo rzeczy przemilczałem..., zawsze, gdy powinienem mówić - milczę...

tyle piosenek usunąłem, za dużo było w nich wspomnień, uczuć... „tak blisko”, a tak daleko...

nie mogę się z tym wszystkim pogodzić, za co się nie wezmę... wszystko musi się posypać...
mogłem spieprzyć mu życie, tylko dlatego, że mi zależało, na szczęście spieprzam tylko swoje...

fajnie by było znów mieć kogoś, ale po co? 2-3 miesiące i powtórzy się to samo co na wakacjach, wykrzyczane słowa... nie chcę, nie kocham... trudno próbować, gdy ciągle zależy na kimś innym... trudno, gdy kocha się kogoś innego...
nie chcę się bawić kimś, tak jak wszyscy mną się zabawili...
wiem z czego rezygnuję, z małych chwil "radości", ale takie życie...

pewnie się powtarzam, ale nie chcę pamiętać o wszystkim co napisałem na blogu, większość ocieka wysokoprocentowym smutkiem... i krwią albo alkoholem...

smutek wdziera się w każdą cząstkę mnie, powolutku, a to boli... znów próbuję robić wszystko na siłę, nie widząc w niczym sensu... i tak wiem, że będę musiał o wszystko znów walczyć, ale ja już nie chcę...

życie to nie film, tu nie mam happy endów...

***

nie znajdę takiego chłopaka jak On, kogoś kogo tak mocno pokocham... znów chcę uciec... uciec po raz ostatni.... mam nadzieję, że mnie znajdzie i powstrzyma zanim popełnię największy błąd...

tęsknię mocno za Tobą, tęsknię... odezwij się kiedyś... chciałbym wiedzieć, że gdzieś tam jesteś, już  nie dla mnie, ale że jesteś... i nie bądź na mnie zły, zasłużyłem, wybacz...
życie jest krótkie...

***

mam dość... tak w głębi serca, po prostu wszystkiego dość...
nigdy nie czułem takiej bezradności jak dziś...
jest mi smutno, tak mocno smutno... smutek nie ma granic...

***

jestem sam – taki los,
niekochany – taki los...

nie mogę kochać, bo słaby jestem wtedy
nie myślę o sobie i zatracam się
oddaję wszystko, a  nie mam nic
znowu nie kochał mnie ten obcy ktoś...

wtorek, 22 kwietnia 2014

/57/ listy II

(list od P - część druga)

tak łatwo kocha się, gdy jest się obok... trudniej, gdy dzielą kilometry... wróć nadaj barwy dniom - pokoloruj mój czarno-biały świat... musiałem Cię stracić... i tylko dlatego zrozumiałem kim dla mnie byłeś... i kim ja byłem dla Ciebie przez moment... przez chwilę, która dziś nic już nie znaczy... dla mnie byłeś, jesteś, będziesz jednym... wiem, ja dla Ciebie był bym jednym z wielu... to nic... wszystko można wybaczyć... przeboleć... nie chcę Cię stracić... na zawszę...

pamiętasz, ta podróż dookoła świata... wciąż pamiętam... marzenie... tylko z Tobą chciałbym je urzeczywistnić...

nie rzucałem słów na wiatr, obietnice były prawdziwe, zabrakło tylko czasu, bym mógł je zrealizować, zabrakło czasu by pokazać, że nie kłamałem...

tyle niewypowiedzianych słów czeka,
i ja
będę czekał...

ale Twoje szczęście to brak mnie...

***

[jestem głupi... pozwoliłem odejść... miłości, gdy jeszcze nią była...]

***

(list do R. ciąg dalszy)

dziękuje za kwiatuszki, ukradzione z czyjegoś ogródka, to było hmm... słodkie... jak bardzo to było niepodobne do Ciebie, chociaż dzięki Tobie zawsze czuję się młodziej... znalazła się dwójka "dorosłych" dzieci...
nie powinienem na Ciebie narzekać... nikt lepszy przecież się nie trafi...
na chwilę uśmiech zagościł na mojej twarzy...

***

powiem wam w sekrecie, że nie ma nic lepszego niż dostać kradzionego kwiatka, to na swój sposób jest bardziej romantyczne niż cały bukiet róż... taka mnie refleksja dorwała, gdy patrzyłem jak prezentuja się w małym wazoniku... może ktoś kiedyś i ode mnie dostanie taki prezent :)

mam jakąś fazę na niemieckie piosenki
dziś - na teraz: Dschinghis Khan - Dschinghis Khan i Cro - Einmal um die Welt