piątek, 28 lutego 2014

/40/ zmierzam donikąd...


słowa... tylko słowa, to mi pozostało... stoję i patrzę w pustkę, w przyszłość... co dalej? odpowiada mi cisza... próbuje z miliona kawałków jeszcze ten jeden raz złożyć siebie... łamigłówka bez rozwiązania... "kurwa!" - niemy krzyk...

a On już nawet zapomniał, że byłem... chciałbym tak...

zamykam oczy, widzę nadjeżdżająca skm'ke... powoli wtacza się na peron... jest... - tyle... znów biorę książkę i kolejne godziny mijają... a ja próbuje nie myśleć... a potem zasnąć... pamięć doskonała... "być spadającą gwiazdą w czyichś marzeniach i spełniać każde życzenie..." - marzę...

"kochasz Go dalej." słyszę...

i myśli niesione wiatrem poszybowały, i - myślę, gdzie, z kim, co... i - pytam - dlaczego? nikt nie odpowiada... i chciałbym jeszcze raz, stać się rzeczywistością... 

dla Niego nic się nie stało, dla Niego - JA - jestem jak mara senna, dla Niego - JA - nie istnieję... a dla mnie zawalił się świat... to nie w moim stylu... a jednak się stało... wpadłem w sidła, w pajęczą sieć... ale pająka nie widać..., zastawił pułapkę i... eh... nie umiem wrócić do normalności... nie widzę w niczym sensu...


"kocham Ciebie, choć wiem, że to mnie zabija.
przecież zawsze chciałam umrzeć z miłości."
eh, już wiem, co to znaczy "umierać z miłości..." powoli i boleśnie...

i gdzie ja znajdę szczęście...? w szklanym bogu? w szkarłatnych strugach płynących po rękach...?

mój świat umiera... ja też?
mogło się lepiej skończyć, mogło...

***

"zamienię każdy oddech w niespokojny wiatr,
by zabrał mnie z powrotem - tam, gdzie masz swój świat"
moja droga donikąd, tam nic na mnie nie czeka...
chciałbym, żeby był obok..

***

heh, dużo mówię, ale już nie ma o czym mówić... można tylko... chciałbym to umieć zrobić..., tylko się męczę...

wtorek, 25 lutego 2014

/39/ I’m an error

trudno tak ze świata fantazji przesączyć się do rzeczywistości, kocham książki, niektórym nie umiem się oprzeć, i tak Aparatus i spokojne piosenki Szumlasa, a dokładnie melodie grane na gitarze, towarzyszyły mi przez kilka przechodnich godzin... wyrzucę z siebie to co zdążyło się już nazbierać i wrócę do kojącej lektury...

już druga, odpuszczę sobie kolejny dzień na uczelni, już o ponad tydzień przedłużyłem sobie ferie, ale... nie umiem się poukładać...

eh, chciałem kilka nowych swoich zdjęć dodać do profilu, przeraziłem się przeglądając je, okropnie się postarzałem przez ostatnie dwa lata, jakoś nie było okazji przeglądać starych zdjęć, nie było okazji porównać, aż do dziś...
wszystkie nieprzespane nocy, odrysowały się sporawą kreską, i te wory pod oczami... ale jeszcze chyba nie straszę wyglądem...

świat jest brzydki i chory... rzekłbym, że nie chce dalej żyć w takim... kłamstwa są na porządku dziennym, słowa "kocham Cię" znaczą tyle co "spierdalaj (- ale najpierw daj mi siebie )", a miłość istnieje? nie miałem okazji się o tym przekonać, to co mnie spotyka..., mam nadzieję, że nikogo więcej... zastanawiałem się ostatnio - precyzując dalej mnie zastanawia - co myślą osoby, które zdecydowały się na - nazwijmy to ładnie - "ostatni krok", czy dostrzegają prawdziwe kolory tego co ich otacza? czy po prostu przerasta ich, ich mały świat? nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie...

nie ma co się okłamywać, w tym świecie w którym żyje nie będę nigdy szczęśliwy... a by być sobą trzeba mieć więcej chęci i odwagi niż mam...

moje uczucia przypominają... - najbardziej, chociaż bardzo dosadnie - rozjechanego kota, z nich już nic nie będzie... i bardzo wątpię, żeby kiedykolwiek były jeszcze sprawne...
już nikomu szansy nie dam, nie ma co okłamywać kogoś, a przy tym siebie, że jeszcze może być dobrze...

czasami mi się przypomina treść poprzednich notek... ciągle panuje w nich chaos, przypominają mi ostatnie podrygi, krzyki umierającej jakiejś części mnie...

znów w snach czarny śnieg... te sny w których śnię o Nim... są szare... zimne i smutne... albo patrze jak tłum nas rozdziela, albo jak znika z białej mgle, a potem wszystko przepada...

tak mi się marzy mała chatka w lesie, gdzieś w górach, na końcu świata, i wieczory spędzone przy kominku, z książką, daleko od zgiełku miasta... z dala od szarego świata... od problemów... od ludzi... chyba zawsze byłem samotnikiem... i wcale mi to już nie przeszkadza...

staram się mniej wychodzić ze znajomymi miejsca budzą we mnie skojarzenia, przypominają lepsze czasy... smsy, słowa, nadzieje... ble... :/

wracam do książki, muzyki i wódki z colą, w książkach są jeszcze kolory, a z procentami lepiej mi się je przyswaja...

poniedziałek, 17 lutego 2014

/38/ ...

chciałbym być znów tak szczęśliwy jak wtedy... w tych wszystkich momentach, gdy się uśmiecham, cały czas brakuje mi czegoś... kogoś... czuję pustkę... eh... bezsens... chociaż tak dobry humor wywołują we mnie tylko wspomnienia, dziś przywiane wiatrem... gdy wracałem już na dworzec, skm'ką, gdy letni wiatr ciepły i miły, ja pierdolę... :/ już czasem brakuje mi słów, eh,... czym bardziej chce żeby to wszystko było normalne, tym bardziej nie jest..., jej nie wiem czemu tak mi się ta melodnia z Nim kojarzy, a może z tym co było... ja pierdole... :////

sobota, 15 lutego 2014

/37/ bo nie stanę z Tobą na ślubnym kobiercu

eh, jakie to było genialne... tego pewnego dnia...

"kto mnie w uszko przygryzie?
tylko smutek po piętach gryzie
wyobraźnia mi zbrzydła
miłość podcięła skrzydła
już nie mam jak latać
zostało mi tylko łatać
łatać dziury w sercu
bo nie stanę z Tobą na ślubnym kobiercu
niezależnie od prawa
pozostaje jedna prawda
nie wiem co robić
(...)
jak mam naprawić uczucie
znienawidzić Cię?"

czasami myślami wybiegam zbyt daleko w przeszłość... dziś były zimne łapki i odpoczynek nad wodą, stąd nasze pierwsze rozmowy przez telefon... heh, myślałem, że to wszystko już dawno mi się zapomniało... niestety...
tak chciałbym, żeby wszystko wróciło...

nie umiem się poddać, wszystko powoli się w koło mnie sypie, upadam, leżę... i  naglę znów mam siłę by wstać, znów iść pod prąd... chce być sobą, żyć muszę się nauczyć w tym świecie, ale od czego mam wyobraźnie? sny? które przenoszą mnie zawsze w to samo miejsce, tam mogę kochać i być kochany...
znów wstałem i otrzepałem się, stoję i jestem... dziwie się, że nigdy nie spróbowałem trochę mocniej docisnąć tę żyletkę... i wszystko skończyć, znów będę walczyć... czas coś zmienić, czas zmienić siebie... muszę wywalczyć swój lepszy mały świat... niestety bez ciebie.

ale to co dało mi siły znów... 4 głupie pieprzone wiersze... i te głupie zdjęcia...
tak...powinienem to wszystko powyrzucać, tak... ale jeszcze nie...
chociaż nie, nie będę próbował zapomnieć, nie będę próbował tego wymazać z życia, w końcu to były najpiękniejsze chwile :)

***

odgrzałem kilka starych znajomości, zobaczymy a nóż może będzie lepiej..., zresztą nic tu się nie zmieni, póki będę mieszkał w tej dziurze, znaną stalową wolą, czas stąd uciekać jak-najdalej i jak-najszybciej...

***

uwielbiam to zdjęcie ^^, kiedyś sobie takie
sprawie,  jak będę miał czas i chęci na wygłupy xD
a mały kotek, się położy spać ale to gdzieś nad ranem :) i mały kotek w zasadzie chciałby jeszcze z kimś porozmawiać :(((













***

"Give your tears
To the tide
No time
No time
There's no end
There is no goodbye
Disappear
With the night
No time
No time"

a może chciałbym zniknąć...

czwartek, 13 lutego 2014

/36/ jeden taki dzień

dobrze mi... z niektórymi osobami zabawa mogła by trwać i trwać, najlepiej całą noc, chciałbym tak nie raz, dobrze się bawić, zapomnieć o troskach...

a jutro... będę musiał wycofać się z propozycji "spotkania", koteczek ładna nazwa profilu... mrrr aż chce się powiedzieć... a może ponieść się nieznanemu? ponieść się przygodzie na jeden raz? a może najpierw wytrzeźwieje, a potem pomyślę..., ale chce kogoś obok, nawet kogoś bezimiennego... :/ tak mocno mi samotnie...

***

znowu szuakm Cię myślami, ale TOBIE to obojętne...
zanim odejdziesz chce być przy TOBIE
będę jasnym światłem, gdy zabraknie słońca,
gdy zechcesz ze mną być, po prostu przyjdź....
mógłbym być na wynajem, chłopakiem do towarzystwa...
MÓGŁBYM!!!

poniedziałek, 10 lutego 2014

/35/ stranger... take me home...

tęsknie, tak bardzo tęsknie...

wczoraj, kolega stwierdził, że chciałby mnie zobaczyć rozchmurzonego pogodnego, ja niewiele myśląc odpowiedziałem, że jakby mnie poznał półtora roku temu to by zobaczył co to znaczy szczęście... i znów zapadła cisza... chyba mu trochę zależy, mi nie.. no cóż powiedziałem prawdę, po alkoholu ciężej mi kłamać... niestety...
dobrze się stało, że wszystko się popsuło, w końcu przestało mi zależeć, szkoda tylko, że na wszystkim, życie przestało mnie obchodzić, może się wydarzyć cokolwiek... jestem zmęczony wszystkim, szczególnie życiem, to tylko już próba przetrwanie w tym chorym świecie, minęło mniej dni, niż ja razy pomyślałem, jak można to wszystko skończyć... fakt był moment kiedy się uśmiechałem, ale to było... dawno temu...
wszyscy się dziwią co mi jest, jest mi po prostu źle, a co mam im powiedzieć... przecież nie prawdę...
przestałem wychodzić z domu, czasami jeśli już muszę naprawdę muszę, to wyjdę, ale to prawie zawsze jest na uczelnie...
jeśli komukolwiek kiedykolwiek jeszcze dam szanse, będzie to wierna kopia pewnego Kotka (eh, to głupie zdjęcie... :/ utknęło mi w pamięci...), albo chociaż będzie miał dużo jego cech... będę czekał nawet resztę życia... stało się no cóż...
ale chciałbym już poznać tą osobę...
ktoś wypapla, że widział mnie z jakimś chłopakiem w dwuznacznej sytuacji, niech zdechnie, bo jednak wolałem żeby to nie doszło do mamy, nie jest źle... ale jakoś i tak nie zamierzam jej o żadnym chłopaku mówić... trochę za późno żeby podejmować takie rozmowy...
eh, wczoraj przeglądając profile, zobaczyłem, że mój wyskoczył z listy, no tak w końcu jestem o kolejny rok starszy, eh, ta liczba mnie przeraża... nic nie zrobiłem, nic nie osiągnąłem, a ktoś kogo kochałem tak mocno, nie chce ze mną rozmawiać, nie chce mnie nawet znać... stało się... niczego nie zmienię... :/ wypada spoważnieć przestać być mną...
coraz mniej sypiam, coraz częściej wieczorami myślę, czego bym tak bardzo chciał, i to już od tak dawna się nie zmienia..., jeśli chodzenie spać o 4 a wstawanie o 7 można nazwać spaniem... myślałem, że wczoraj znów się potnę... już mi się tak chciało ryczeć... że nie miałem na nic siły... udało się nie, od dłuższego czasu udaje mi się nic sobie nie zrobić... ciekawe gdzie jest granica, co musi się stać, co wtedy zrobię...? strach myśleć...
eh, miałem nadzieje, wczoraj, że jednak jakiś znak życia da... przeliczyłem się no cóż... jest ciężko...
będę czekać, coś w końcu musi się wydarzyć...
((zima się skończyła, śnieg stopniał, znów szary świat wywlókł się na wierzch))

śliczna piosenka... :(


stranger... take me home...

niedziela, 2 lutego 2014

/34/ w krzywym zwierciadle...

historia pisana obrazkami... (a może ♫...? na↓)
Brzydki, szary i mały świat... - ten mój świat... próbuję zapomnieć...
 ... ciastka nie ma, problemy się nawarstwiają...
... "mogę" - odpowiadam... zdziwił ją tylko "artysta" - kochana koleżanka (xD)...
... ja - łaknę szczęścia, a potworek chce tylko papierosa...
... i szukam szczęścia... tam gdzie go nie ma...
... a gdy już się trafi... czy w życiu liczy się tylko ekhm... seks? ...
 ... więc... "mój typ, to ten typ, który nigdy mnie nie chce." znów cisza...
... i wtedy...
... wspomnienia, i chcę krzyczeć wróć...
... i śnię...,  że jesteś obok... że jesteś...
... byłeś moim planem na przyszłość...
pierwszym, i chciałem by był ostatnim...
... marzyłem, że będziesz mnie tulał... o karmieniu to nie myślałem (xD) ...
... pewnych rzeczy nigdy się nie mówi, o innych nawet się nie myśli...
... właśnie... "jak?" to jest genialne pytanie... ale przez kilka tych chwil lepiej być nie mogło...
... same rozczarowania... a niczego nie chciałem - i tak powinno było zostać... powinno...
... po co były kłamstwa?... po co głupia nadzieją? po co ta szopka?... po co...?! ...
... zmarnowany czas... za kilka dni kolejna wiosna mi minie... muszę się zmienić, spoważnieć... być... jak wszyscy... taki sam...
... och, ale jeszcze mogę wybrać koniec...
i przyszedł ten moment, ten rozdział został już zamknięty... nic nie można zrobić... już nic...

bezsenność, smutek, i duża dawka procentów... i TADAM!! wychodzą takie dziwne koncepcje...

mhm, jak miło już 3, do rano nie dużo zostało ^^.