sobota, 29 marca 2014

/50/ don't go...


pewnego wieczoru usiądę w parku na ławce, na ławce na której siedzieliśmy razem, w starych słuchawkach cicho popłynie muzyka - magiczna tak jak cały wieczór, letni ciepły wiatr rozwieje moje włosy, dzieci znów oblegną ten sam kamień, grotę wspomnień - tak wtedy ją nazwałem - nad sadzawką niewinności, spacerujące pary, dla nich będę jak cień, niespełnionych obietnic, nierealny, nieobecny, będę czekać... i choćby całą noc, będę czekać, aż przysiądziesz się obok... - będę szczęśliwy... - na chwilę... i cicho wtedy szepnę: "każdy twój dzień chcę uczynić magicznym" -- odejdziesz, znikniesz tak nagle jak się pojawiłeś... a ja? ja... za rok wrócę w to samo magiczne miejsce... i będę czekać, czekać na Ciebie...


romantyzm boli... :(

***

każda moja decyzja była błędem, nawet ta, którą uważałem za najlepszą... wybrałem najprostsze rozwiązanie zniknąć... ale obiecałem, że wrócę... teraz wiem, że to była głupota, nigdy nie powinienem odejść, ale co z tego...?

mijają kolejne dni, czuję tylko coraz większy smutek, nawet nie złość, tylko smutek..., ale co z tego?

dość mam swojego złudnego uśmiechu, ale najłatwiej jest udawać szczególnie wśród ludzi, że nic się nie stało, czasami nie wychodzi, ale nikt nie pyta..., ale co z tego...?

koleżanka, dziwie się, że tylko z nią się dogaduję tak dobrze, czemu? może dlatego, że jest wredna - sama tak o sobie mówi... a może jest i inny powód, nie zastanawiałem się nad tym... prawie nic jej nie mówię, bo nie lubi słuchać o Nim... a ja coraz mocniej wszystko w sobie duszę..., ale co z tego...?

nigdy nie wierzyłem w miłość, i tak przegapiłem swoją... przepadła szansa na prawdziwe szczęście..., ale co z tego?

On, chciałbym, by był, był bym wtedy szczęśliwy, gdyby ze mną chociaż rozmawiał, i szczerze jak kiedyś... szkoda, że dzieli nas taka odległość, nigdy nie dowie się jaki potrafię być...

miłość, kto by przypuszczał, że się zakocham, heh, ten jeden raz... póki mam nadzieję, będę czekał, może kiedyś jeszcze ze mną będzie chociaż chciał rozmawiać...

dlaczego jeśli kocham, nie potrafiłem walczyć?, czemu nie posłuchałem serca ten jeden raz? może byłbym szczęśliwy... kochałem te rozmowy z Nim, tak jak całego Go... nie wierzę, że wszystko było kłamstwem, czemu tak się zachowałem nie wiem sam... chociaż chyba wiem... przez ludzi w koło... nie musiałem nikogo słuchać... a walczyć..., ale co z tego?

byłem ch*jem i dobrze wiedziałem, że stracę tak dużo...

chciałbym, żeby mi wybaczył wszystko, i żeby nie zniknął na zawsze... :/

tak, to tylko słowa, chciałbym, żeby rozumiał, że są szczere i prosto z serca, ale czy to coś jeszcze znaczy?

nie będę się pchał w jego życie... teraz i tak niczego już nie zmienię... ale tak mi okropnie źle, że to zostawiam tak... ale przecież nic nie zmienię... :/ źle, mi tak bardzo źle..., ale co z tego?

kolega jest na mnie zły, powiedziałem, że nie chcę z nim niczego próbować, nie chce już nikogo, po co kłamać kogoś, siebie... skoro mi zawszę będzie zależeć na kimś innym..., haha, nie jestem taki już młody, ale żeby nigdy nie pójść z nikim do łóżka..., i nigdy nie spróbować seksu?, no cóż... najwidoczniej, tylko smutek i samotność są mi pisane... ale co z tego...?

czy ja się jeszcze kiedyś zakocham? życie samemu mija się z celem, nie jest dla mnie, nie potrafię tak, ale póki co nie umiem myśleć, że mogę pokochać jeszcze kogoś innego, ale co z tego...?

dziś uświadomiłem sobie, że nie jestem tym kim chciałem być... teatr porzucony, miłość porzucona, nigdy nie będę sobą, nigdy nie będę taki jak chcę być, nigdy... ale co z tego?

prawie dwa miesiące zajęć, byłem może 4 razy, 3 przedmioty powinienem mieć już nie zaliczone... praca licencjacka nie ruszona... ale co z tego?

leki też odpuściłem, po co, skoro nigdy wcześniej nie były mi potrzebne..., miałem nie pić i nie palić, lekarz mnie straszył zawałem, i tak go nie słuchałem, ale co z tego?

poddałem się nie wierzę już w nic, tylko nadzieja jeszcze trzyma mnie za rękę..., nie pozwala upaść... ale co z tego?

starczy, po co dalej ranić, zranioną już duszę...

jestem jednym wielkim błędem, a błędy trzeba eliminować...

"łapka"

poniedziałek, 24 marca 2014

/49/ niespokojny wiatr

minęły już dwa lata od kiedy nie żyjesz, a dla mnie to jak ćwierćwiecze...
"odezwij się czasem co tam u Ciebie słychać, jak wieje tam między ścianami czaszki,
odpukaj w niemalowane, gdy piszę kolejny raz Tablicą Ouija,
pomiń przecinki, naszą rozmowę warto by w końcu zakończyć kropką.
tylko nie mów, że tam niczego nie ma.
proszę nie pisz, że już się nigdy nie spotkamy..."

***

trzeźwieje... "o w chuj" najchętniej bym powiedział, boli mnie głowa, ledwo co siedzę, ale to ta lepsza cześć... "drogie" są te chwile "szczęścia"...
chyba trzeba skończyć pić... bo już mocno przesadziłem... tylko po co przestawać?
przydało by się jeszcze na jutrzejsze kolokwium nauczyć...

***

kurwa mać... nienawidzę tych napadów tęsknoty... zawsze tak będzie...
kocham ten mętlik w głowie i natrętne myśli... one mnie w końcu zabiją...
ale wolę tą tęsknotę... niż brak czegokolwiek...

***

i znów słowa to tylko słowa... tu zrobić nic nie mogę... Go nie będzie, wspomnienia muszą z czasem wyblaknąć... tylko czy to znaczy lepiej? nie... :'(

"Zamienię każdy oddech w niespokojny wiatr
By zabrał mnie z powrotem - tam, gdzie masz swój świat"

niedziela, 23 marca 2014

/48/ bo tu mieszkają smoki...

zawsze paliłem za sobą wszystkie mosty... i kolejny raz biegnę prosto w ogień... teraz mam nadzieję, że ten ostatni most jeszcze do końca nie spłonął... jeśli nie da się go ugasić, niech spłonę razem z nim, gdy będę próbował przekroczyć go raz jeszcze...

tęsknie, okropnie tęsknie... ból psychiczny łatwo zamienić na ten fizyczny, teraz ślady trudno dostrzec...

gdybym był odważny nie było by mnie już Tu, byłbym Tam, może nawet z kimś, kogo kocha..., eh... 

bujna wyobraźnia to mało, dzieciństwo spędzone w książkach, lektury znośne, nauki na umór, by dotrzymać kroku wybitnej koleżance, "Mały Książę" i wiedziałem, że kiedyś nie będę sam, potem spotkałem Go, Mojego "Małego Księcia" i... nigdy nie było mi tak źle...

i jak znaleźć osobę, której demony dogadają się z moimi...? moje umieją pływać, już nie mogę ich topić...

znów czuję, że "miłość" to zło, ta do chłopaka oczywiście... długo sobie z tym sam radziłem, ale powróciło...

miałem prawdziwą miłość i szczęście, powtarzam się, wiem, ale nie umiem tego przeboleć...

teraz wszędzie jest to imię... to moja wina czy rzeczywistość mnie każe...?

te ranne smsy które do mnie pisał, wtedy najlepiej się wstawało...

chciałbym nie być tu, wolałbym być tam, pójść na spacer i spotkać Jego, nawet nie zwróciłby na mnie uwagi... ale ja...

najgorsze są zapachy, wtedy wspomnienia są takie klarowne, doskonałe i zabijają...

nawet głupie rozmowy z Nim, były czymś nadzwyczajnym..., teraz nie ma nawet cześć...

nie było nam dane spacerować wieczorami razem, romantycznych głupich wyznań, przy lekkim letnim wietrze...

czy ja go jeszcze znam...? eh...

gdy był wiedziałem dokąd chce iść, teraz nie chcę stąd iść, bo nie ma kogoś, kto będzie kroczył obok... a donikąd nie ma po co się spieszyć...

zaczęła się wiosna, dla mnie wciąż jest jesień... tyle nowych par... może kolejna wiosna przyniesie szczęście... okropnie jest czekać...

wczoraj znów się uchlałem oglądając bajki... "czemu tak źle się stało?" - pytałem sam siebie, bez skutecznie, nie wiem już nic...

nie chce kolejnej nieprawdziwej miłości... chce prawdziwych uczuć... chce kochać... Nieprawdziwą Miłość i Jego...

nie wypada mi być sobą, mieć niebieskich włosów, wypada mi być takim jak wszyscy, szarym, zwykłym, już nie wypada być sobą...

aby wiedzieć jak jest dobrze musisz wiedzieć jak jest źle, aby dotrzeć do sedna trzeba iść po dnie...

poniedziałek kolokwium, nie umiem nic... i niczego się nie nauczę...
praca licencjacka nie ruszona...

po co się spieszyć kiedy nikt nie czeka... [powinienem przestać pisać, tak jak prosił...]

nie umiem się za nic zabrać... nie ma motywacji... żyć też się nie chce...

"nie ma lekarstwa na chorą duszę..."

"Dziwka" - kolejna nudna książka... 
chociaż to byłoby dobre rozwiązanie, jestem już za stary, ale wcześniej, nie cierpiał bym tej samotności... jeszcze mogę... zamknąć wszystko w opowiadaniach i być kim chce i z kim chce...

pierwszy pocałunek jest tym, którego konsekwencje ponieść musimy. to było tak, jakbym grał w rosyjską ruletkę i wreszcie trafił na cylinder z kulą w środku...

booom! ale ja jeszcze umieram... mogę już umrzeć? mogę już się poddać?
późno już...

piątek, 14 marca 2014

/47/ back to life :)

uwielbiam takie wieczory jak dziś a nawet bym powiedział że kocham :) co prawda po 3 kieliszkach dobrze się bawiłem xD ale to nie o to chodzi, to wyzwala we mnie tą weselszą stronę, żałuje że nie ma Ciebie przy mnie, ale na to już nic nie poradzę, szkoda... naprawdę szkoda, bo chciałbym czuć takie szczęście jeszcze raz...
i mało co nie zleciałem ze schodów do domu xD ale chyba to przez nieudany taneczny krok xD bo właściwie tak "tańcząc" wróciłem do domu..., minęło mnie dwie osoby z bardzo dziwną miną, ale wisi mi to :P tio małe miasteczko więc nie ma co się dziwić...
doszedłem do wniosku, że swojego życia raczej nie ułożę tak jak chce, ale moge być tym głupim dzieckiem czasami, który woli kocie uszka i łapki xD i wracając nocą do domu potrafi i lubi tańczyć, jeśli chociaż to któregoś dnia gdzieś w jakimś dużym mieście, rozbawi i wywoła uśmiech na chociaż jednej twarzy to warto, uśmiech na czyjeś twarzy jest w zasadzie jak lekarstwo, którego najbardziej potrzebuje :)
tą cześć siebie zostawię i mam nadzieję, że już nie długo chociaż jedna cześć mnie będzie z życia zadowolona :)
chcę jeszcze komuś w moim życiu dać chociaż trochę szczęścia... :)moje życie pewnie długo jeszcze i tak nie potrwa ale dla uśmiechu warto :)
może jednak nie skończę jeszcze tego bloga, jeszcze tyle uśmiechów zostało do
napisania ;)

"Podobno gdy umierasz,
lecisz sobie, lecisz

BEKSA!

Już, już, już
Nie wytrzymuję tempa,
wszystko, kurwa, skręca

BEKSA!

Straszna chała w głowie,
Więdną nasze lilie, więdną gdy odchodzisz

Tak mam
Nie rozmawiam z nikim, z nikim się nie dzielę
Tak mam
Zachowaj resztę, wynoś się ze mnie
Tak mam"

wtorek, 11 marca 2014

/46/ kiedy nadchodzi koniec II

pamiętam, jak założyłem ten blog pierwszym razem w lutym 2012, miał być sposobem na wyrzucanie z siebie złych emocji... poznałem chłopak, który mógł odmienić moje życie, zniknął jak wszyscy... dotknąłem dna, więc czy mogę się od niego odbić? wątpię... nikomu nie przyniosłem radości, ciągle jestem tylko źródłem bólu... , im mocniej mi zależy na kimś, im mocniej kocham tym mocniej ranie... więc po co to komu... tyle razy pozwoliłem by wszystko się skończyło, nie zauważałem, że to co robię jest złe, wątpię żeby to się we mnie zmieniło... lepiej, gdy nikogo nie będzie w moim życiu, i ja nie będę częścią czyjegoś...

Mały Książę, wybacz mi...

piątek, 7 marca 2014

/45/ kiedy przychodzi koniec...


eh, już wszystko postanowione, oczywiście o wszystkim dowiaduje się ostatni, wygląda na to że skończę tu studia i czeka mnie wrocław, już nawet nie miałem ochoty się kłócić... odpowiedziałem, że może być wrocław mi tam wszystko jedno..., przecież lepiej na gotowe, niż męczyć się samemu, no jednak nie jest mi wszystko jedno, tak mocno chciałem żeby to była warszawa, chociaż z drugiej strony, jedna myśl nie dawała mi spokoju "po cholerę będziesz się tam pchał...?" pewnie zbyt często odwiedzałbym znane mi miejsca...

trochę myśli błądzi mi dzisiaj po głowie... nie ma co w nich szukać jakiegokolwiek chronologii, są...
leżąc w wannie, słuchając nostalgicznych melodii... eh
dziwie się że mimo wszystko tym razem rozum przegrał z sercem, nie miałem w planach zakochać się w tak młodym chłopaku, na początku bardzo tego nie chciałem... nie ma co ukrywać...
dopiero pod koniec związku... pierdoliłem to co mogli myśleć wszyscy w koło, chciałem by to wszystko trwało mimo różnicy wieku, żeby trwało już zawsze...
nie pamiętam, żebym dla kogokolwiek zrobił tyle rzeczy co dla niego, nie do pomyślenia było żebym tyle kilometrów robił nie znając celu, przeznaczenia.
w końcu nadszedł koniec, chociaż kolejne spotkanie było prawie zaplanowane, miałem nawet prezent, do dziś leży w ostatniej szufladzie...
potem zażądał miesiąc przerwy, nie ma co się dziwić, do mnie trzeba mieć naprawdę dużo cierpliwości, z czasem się to zmienia, ale zawsze brakuje czasu...
w końcu chyba przez wigilią, albo po napisał, do stycznia ciągnęliśmy jakoś znajomość, potem poczułem się już mu niepotrzebny..., pamiętam jak za wszelką cenę, próbowałem, poprawiać w sobie to co było złe..., jednak w którymś momencie zabrakło sił..., byłem zmęczony, niektóre zdarzenia wracają jeszcze jako koszmary senne... pewnie znikną jak przestanie mnie obchodzić, jeśli przestanie...
i postanowiłem coś..., nie chciałem być ciężarem, nie chciałem być tam, gdzie zamiast radości przynoszę ból, nie znalazłem lepszego rozwiązania, niż to żeby mnie znienawidził, wiedziałem, że to będzie łatwe, zresztą kto wiedział o tym związku, mogę się domyśleć co o mnie myślał...
zniknąłem, minął miesiąc, czasami zerkałem na gg, i widziałem wiadomości, od Niego... starałem się ignorować je i swoje wyżyty sumienia, że tak go zostawiam... myślałem, że trochę ostudzę uczucia, emocje i wrócę, tylko pewnie po dzień dzisiejszy bym się do niego nie odezwał... chciałem odzyskać przyjaźń, której chyba i tak nigdy nie było :( minął kolejny miesiąc, olałem nawet życzenia urodzinowe, chociaż wtedy po tym "czemu się nie odzywasz", poczułem tylko napływające do oczu łzy, zamknąłem się w pokoju, żeby przypadkiem nikt nie wszedł...
dopiero jak dobrze pamiętam to chyba w maju się odważyłem odpisać na wiadomość, myślałem że już jest lepiej, ale nie było, nic we mnie się nie zmieniło... wciąż te same chore uczucia, ale już widziałem, że jest do mnie inaczej nastawiony...
w między czasie sumienie i uczucia próbowałem zagłuszyć spotykając się z innym chłopakiem, ale gdzieś w okolicach maj czerwiec, widziałem jak tylko mocno nie potrafię sprostać temu co się działo...
i znów olewałem od Młodego wiadomości... potem chciałem do niego napisać, chociaż to od marca próbowałem... ale czym mijało więcej dni tym bardziej nie wiedziałem jak mam to zrobić, co napisać... eh po prostu się bałem... w końcu wrzesień,
zerwałem znajomość z tym chłopakiem, ale już nie potrafiłem ani go okłamywać, ani siebie, powiedziałem, mu, że nie umiem go kochać... i nigdy nie pokocham...
odpisałem na wiadomość co przyszła miesiąc wcześniej... i chyba jak wtedy padło pierwsze spierdalaj... wcale się temu nie dziwiłem... też bym był zły...
[potem ciągnęło się aż do stycznia], nie wiem czemu odpisałem wtedy to co odpisałem, szczerze myśląc o, i chcąc wręcz czego innego...

i wszystko się skończyło...

prawie półtora roku... uczucia nie minęły, nigdy w zasadzie do niego nie odważyłem się pisać pierwszy, wiem, że nie mam po co się tam pchać... przeminęła tylko radość, próbuję jakoś normalnie funkcjonować, eh, pewnie jeszcze długo nie będę umiał zapomnieć... czym bardziej próbowałem tym było gorzej, myśli wracały, było ich coraz więcej i więcej... teraz w zasadzie myślę o Nim non stop... czasami o tak błahych rzeczach, jak co robi...? czy jest szczęśliwy, czy dobrze...

wiem że nie, niby człowiek straszy był a taki głupi, jak mogłem zrobić coś takiego, komuś kogo kochałem tak mocno, czemu nie umiałem zrobić tych lepszych rzeczy? człowiek podobno tylko raz się zakochuje prawdziwą miłością, cieszę się że to był On...

prosił bym nie pisało o Nim z imienia - przestałem, prosił bym nie pisał o Nim Mały Książę - przestałem, poprosił bym nie pisał dalej tego bloga... wiec bardziej niż prawdopodobne, że to ostatnia notka...
może kiedyś wrócę do prowadzenia bloga... może jeszcze są jakieś niezapisane rozdziały w tej książce zwanej ironicznie życiem...

co będzie dalej? nawet nie wiem czy jest dalej...
nigdy nie umiałem walczyć, nigdy nie widziałem w tym sensu...
bo skoro koniec, to nic nie można zrobić...
myślałem, że bez Niego będzie mi łatwiej... niestety nie jest...

nie nawiedzę gdy pada, to tak jakby cały świat płakał...
piękna melodia...


kocham Cię
skąd to wiem?
bo chcę Twojego szczęścia
nieważne z kim
będziesz szczęśliwy
ważne żebyś cieszył
się życiem
chociaż wiem, że
mnie w nim nie będzie
to i tak będę
szczęśliwy jeśli
Ty będziesz szczęśliwy
i nawet jeśli nigdy więcej
się do mnie nie odezwiesz
będę szczęśliwy -
jeśli to uszczęśliwy Ciebie -
kocham Cię...
bo taka jest miłość...

/44/ I was running



"I was running...
While I was running
I learned something new
If you run long enough
the earth begins to move
And your thoughts start to slow"

***

spacer w środku nocy? czemu nie, odtwarzacz mp3 z lekką muzyką i w drogę, no trochę mnie jednak poniosło by tańczyć zamiast spacerować xD, oj jak ja się cieszę, że po nocy nikogo nie spotkam i nikt mnie nie zobaczy...

czasami w sercu zamiast bólu pojawia się coś czego nie umiem nazwać, wspomnienia, marzenia wszystko się miesza, skądś w tym wszystkim rośnie radość, której źródło chyba już nigdy się nie zmieni... i które bardzo dobrze znam... nie wiem co mi odbija wtedy...

niestety, ciągle sam... potrzebuję trochę miłości, która postawi mnie znów na nogi... potrzebuję w zasadzie chłopaka, eh... jak to łatwo powiedzieć... albo jakiegoś dobrego przyjaciela, może on by uczynił by chciało mi się znów żyć...

kurcze, lepiej się z kimś wygłupiać niż samemu :P

***

znów zacząłem rysować, dziwie się, bo nawet tak źle to nie wygląda :P no dobra tło zjebałem okropnie xD no ale człowiek uczy się na błędach :)

***

daruje sobie dzisiaj spanie, chce chociaż dłuższą chwilę zatrzymać to miłe, aczkolwiek dziwne uczucie... albo może poczytam książkę, "Trucizna" mnie bardzo rozbawiła, może jeszcze coś w niej jest wesołego:)

***
eh... jutro znów będzie mi smutno, i tak pewnie będzie już na zawsze :(
chciałbym, żeby wrócił, chodź na chwilę...

czwartek, 6 marca 2014

/43/ chodź - porywam Cię, w świat bez planów i map...

- "chodź" - powiedziałem, łapiąc go za rękę... na jego twarzy rysowało się zdumienie, sam siebie nie rozumiałem, tyle przemierzonych kilometrów, tylko po to by go zobaczy, powiedzieć to co od zawsze pragnąłem.
kradziony samochód stał na parkingu przy szkole, stąd nie było go widać, piękne białe bmw, "mam trochę szczęścia" - pomyślałem, "jeszcze mnie nie złapali"
- "chodź" - ponagliłem, stał, "tyle czasu minęło, a On wciąż jest taki słodki" - głupia myśl przemknęła mi przez głowę, wciąż wpatrywał się we mnie, nie potrafiąc wydukać żadnego sensownego słowa, zbliżyłem się, lewą ręką położyłem na jego policzku...
- "yyyyy..." - wybełkotał
- "porywam Cię" - mruknąłem - "w świat bez planów i map, dwa nasze serca jeden wspólny szlak, porywam Cię, jeden tylko mam cel, przeżyć z Tobą ten dzień, porywam Cię, mapy rzucę w kąt, chodź, wyruszymy stąd..." - niedokonczyłem, poczułem tylko ciepło jego ust...

[...]

i ruszyliśmy w stronę zachodzącego słońca, z głośników popłynęła muzyka, zerknąłem na siedzenie pasażera, "Nasze Sweet Harmony" - pomyślałem - "Beloved - tak", uśmiecha zagościł na mojej twarzy, znowu byłem szczęśliwy, wszystkie smutki i niedole były już daleko stad...

***

fajnie się marzy... :), szkoda, że dopiero po soku z gumijagód wyobraźnia szaleje..., no ale już nie jestem młody...

***

dawno przestałem wierzyć, wiara powoli umierała, aż w końcu przyszedł i na nią czas... był bóg, potem LOS, a teraz już jestem pewny, że nikt z góry nie splata naszych dróg, to co straciłem nigdy do mnie nie wróci..., nadzieja dogorywa zalana w trupa... eh, chciałbym nie mieć uczuć, to znaczy chciałbym je rozumieć i ich nie czuć... wszystko byłoby prostsze... zapomniałbym o Nim, i zniknął w odmętach szarej rzeczywistości...

***


Kiedy cierpimy,
kiedy przychodzi miłość

my "Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości"
raz jeszcze...

***
źle wybrałem, zawsze źle wybieram...
cofnąć czas i wybrać inaczej,
lepiej być na żądanie, niż nie być wcale...

nie mogę spać, znów, a spałem dziś godzinę - eh...
czytam blogi, ale to tylko pogarsza mój stan, smutek...
to mózg podsuwa złe blogi i złe posty, do tego złą muzykę
i łzy się cisną znów do oczu...
może z drugiej strony, siedząc na chmurce
będę mógł na niego patrzeć,
co ja tworzę...?!
wezmę książkę i będę czytał, aż do samego rana, aż ochłonę...
za miłość, za "kocham Cię", muszę tak cierpieć...
niech ktoś mi odpowie tylko dlaczego,
dlaczego tak się stało?
dlaczego nie może być dobrze... chodź ten jeden raz...
albo chociaż normalnie...

czy tak dużo chciałem? by był, od tak?

i powstał zlepek myśli... samotność i bezsenność... to cały ja...
zużyta zabawka, której nikt nie chce...
łatwo było rzucić w kąt i zostawić...
"jeśli żyje niech zdycha...
nie lubię go już" - tak wszystkim łatwo to mówić
a to tak mocno... boli...

***

chociaż obietnicę swoje dotrzymam, póki żyję... będę Cię kochał...

***




poniedziałek, 3 marca 2014

/42/ tęsknie... :( - póki myśle inaczej...

lekko przesuwasz ręka po moich brzuchu, czuję Twoje ciepło, Twoje pocałunki, niewinne i nieodwzajemnione, potrzebuję chwili by zebrać myśli, w ciemnym pokoju widzę tylko zarys postaci, wyobraźnia kreuje Twoją postać
- "całuj!" - mój szept dogłębnie penetruje ciszę... "cieszę się że jesteś, aww!", ustępuje lęk przed nieznanym, słyszę swój oddech, "jestem Twój" - cicho mruczę pod nosem...
-  "usiądź..." posłusznie wykonałem instrukcję... "zimne dłonie, mówiłem, że je kocham?" ta myśli ogarnęła moją głowę...
- "chcesz poznać cenę szczęścia?" - zapytał
- "z Tobą, na Ciebie czekałem..." - niepewnie wyszeptałem
spojrzał mi prosto w oczy, głęboko w oczy, zaczął mnie rozbierać, robił to powoli, czułem każdy dotyk, bluzka, spodnie, zostałem w bokserkach... ja to samo zrobiłem z nim... kochałem jago ciało,
- "miś, chodź do mnie" - cicho powiedziałem... popchnął mnie, lekko opadłem na łóżko... "mrrr, no dalej" pospieszyłem go, czułem narastające podniecenie...

***

w zasadzie to tyle, nie tu miało się skończyć, ale dalej nie mogę... chora wyobraźnia... idę spać, wytrzeźwieć, kochane koleżanki, które mnie dziś zabrały pić...

***

"do końca moich dni, będę Cię kochał. Niezależnie czy odwzajemnisz, czy nie, będę kochał"

"jesteś naprawdę genialną osobą, a ja jestem głupi i nie potrafiłem tego dostrzec, dostrzegamy piękną kiedy je tracimy. a Ty jesteś dla mnie po prostu piękny, każde słowo, które napisałeś, było czymś więcej niż słowem, na długo zostaną w moim sercu. przepraszam i za to dziękuje :*"

byłem tak naiwny...? tak mocno wierzyłem w miłość? nie potrzebnie zajrzałem do archiwum... słowa przez które w zasadzie już ryczę, a mimo wszystko czuje radość... wybawiłeś mnie raz, wybaw jeszcze ten jeden raz... potrzebuję Cię... a może tylko kolejnego kieliszka wódki... nieee, zdecydowanie Ciebie...

***

dobranoc, a juto znów będę płakać...

***

/41/ pada śnieg -- czarny śnieg...

kolejna noc, czas zwolnił, jak na złość... myśli, z prędkością światła, rodzą się i umierają... on, oN, ON... a ja? postać drugoplanowa we własnych fantazjach... nieosiągalne wizje przyszłości, grubą wstęgą splecione z przeszłością... rzeczywistość, która donikąd nie prowadzi...

kolejna garść myśli, gorycz porażki, chora miłość? niespełnione obietnice...

wiem co chcesz powiedzieć, tym razem daruj sobie, tyle razy słuchałem, a Ty mówiłaś...
już nic nie mów, nie słucham...

nie boję się, nie boję się niczego! to odwaga czy pierwsze objawy głupoty?

"zrób krok do przodu!" - mówią, "jak? w którą pójść stronę?" - już nikt nie kwapi się do odpowiedzi...

może umrę tej nocy, jak Feliks odrodzę się - jutro. może zasnę, a czarny śnieg zasypie mi drogę - będę patrzył jak odchodzisz, jeden bóg wie, który to już raz...

pomodlę się... - co ja mówię?! nikt tego nie słucha... nawet Los przestał już rządzić tym światem, a Ogoniasty rozpłynął się we mgle..., gdy zobaczyłem cztery szklany, przysiągłbym że zaczynałem z jedną, ale tego wieczoru nie bardzo pamiętam...

podzielony na dwa... jeden ja chce umrzeć, drugi chce żyć... jeden marzy o jutrze, drugi rozpamiętuje wczoraj... i nic...


***

awww, kolejna nieprzespana noc się zbliża, kolejna nie skończona rozmowa, kolejna osoba "na chwilę"... zaraz wracam - który to już miesiąc minął?
Kotek do towarzystwa, chora wizja, ale inaczej chyba się nie da...

znów usłyszałem, że wyglądam młodo, tak na 17 lat, heh no jakoś kurwa w to nie wierzę... no bo z której strony...?

zacząłem rysować, biegać, ale sensu w tym nie widzę...

***

gdzie jesteś szczęście...? czemuż, żeś mnie opuściło?

***

a na koniec magiczna sztuczka, proof!, kilka kliknięć i nie ma literówek...