sobota, 26 kwietnia 2014

/58/ na pożegnanie ze mną weź najlepiej nóż... posłychaj jak pięknie brzmi mój krzyk...

spacer nocą, drogą z betonowych płyt, przed siebie, przez las... dziś strach był mi obcy, czego miałem się bać? wszystkie moje demony spacerowały obok, a tylko ich się bałem... dawno ożyły, dawno stały się rzeczywistością...

czarna, nieskończona otchłań powoli pełznie w moją stronę..., zagląda w myśli, zagląda w każdy zakamarek serca... czeka na właściwy moment... czeka, aż się poddam wtedy zaatakuje...

***

nienawidzę takich dni jak dziś, to walka z samym sobą o kolejny dzień, o kilka chwil spokoju... "normalności"... był czas na zmiany, czas uśmiechu... przegapiłem... już nie było do kogo wracać...

***

nigdy nie zapomnę uczucia, które mi towarzyszyło, gdy mnie przytulił..., gdy tak przystanął na chwilę na chodniku przy głównej drodze... spokój, błoga radość, mimo tysiąca wątpliwości...

i..., gdy szliśmy już na przystanek, w stronę zachodzącego słońca... wszystko było takie piękne...

i..., gdy biegł po peronie przy ruszającej skm’ce..., jak mała łezka zakręciła się w moim oku i spłynęła po policzku... i mina kobiety siedzącej naprzeciwko... niezrozumienie, dezaprobata... ale to mnie nie obchodziło... dla mnie to była najpiękniejsza chwila... miłość zawsze jest piękną...

i to wszystko co wtedy się wydarzyło... chciałbym to jeszcze raz przeżyć teraz, gdy wszystko straciłem i zrozumiałem co straciłem...

może kiedyś nasze drogi znów się skrzyżują, przez przypadek...

bez niego wszystko jest koślawe... brzydkie...

przepraszam..., ale to cześć mnie... część której nie zapomnę, nie zmienię...

i tak mija mi czas bez Ciebie...

ciekawe, gdybym Cię spotkał dziś czy też bym Cię pokochał? wierzę, że tak, jest piękny, widziałem, zawsze był... uśmiech wciąż ten sam, magiczny... i oczy, kochałem te oczy... ktoś będzie z nim bardzo szczęśliwy...

jest szczęśliwy, więc mogę zniknąć na zawsze..., nigdy więcej się nie zjawić...

a z drugiej strony...
zrobię wszystko by wrócił..., ciągle w snach pałęta się przeszłość... tak rzadko chwila radości...

dużo rzeczy przemilczałem..., zawsze, gdy powinienem mówić - milczę...

tyle piosenek usunąłem, za dużo było w nich wspomnień, uczuć... „tak blisko”, a tak daleko...

nie mogę się z tym wszystkim pogodzić, za co się nie wezmę... wszystko musi się posypać...
mogłem spieprzyć mu życie, tylko dlatego, że mi zależało, na szczęście spieprzam tylko swoje...

fajnie by było znów mieć kogoś, ale po co? 2-3 miesiące i powtórzy się to samo co na wakacjach, wykrzyczane słowa... nie chcę, nie kocham... trudno próbować, gdy ciągle zależy na kimś innym... trudno, gdy kocha się kogoś innego...
nie chcę się bawić kimś, tak jak wszyscy mną się zabawili...
wiem z czego rezygnuję, z małych chwil "radości", ale takie życie...

pewnie się powtarzam, ale nie chcę pamiętać o wszystkim co napisałem na blogu, większość ocieka wysokoprocentowym smutkiem... i krwią albo alkoholem...

smutek wdziera się w każdą cząstkę mnie, powolutku, a to boli... znów próbuję robić wszystko na siłę, nie widząc w niczym sensu... i tak wiem, że będę musiał o wszystko znów walczyć, ale ja już nie chcę...

życie to nie film, tu nie mam happy endów...

***

nie znajdę takiego chłopaka jak On, kogoś kogo tak mocno pokocham... znów chcę uciec... uciec po raz ostatni.... mam nadzieję, że mnie znajdzie i powstrzyma zanim popełnię największy błąd...

tęsknię mocno za Tobą, tęsknię... odezwij się kiedyś... chciałbym wiedzieć, że gdzieś tam jesteś, już  nie dla mnie, ale że jesteś... i nie bądź na mnie zły, zasłużyłem, wybacz...
życie jest krótkie...

***

mam dość... tak w głębi serca, po prostu wszystkiego dość...
nigdy nie czułem takiej bezradności jak dziś...
jest mi smutno, tak mocno smutno... smutek nie ma granic...

***

jestem sam – taki los,
niekochany – taki los...

nie mogę kochać, bo słaby jestem wtedy
nie myślę o sobie i zatracam się
oddaję wszystko, a  nie mam nic
znowu nie kochał mnie ten obcy ktoś...

wtorek, 22 kwietnia 2014

/57/ listy II

(list od P - część druga)

tak łatwo kocha się, gdy jest się obok... trudniej, gdy dzielą kilometry... wróć nadaj barwy dniom - pokoloruj mój czarno-biały świat... musiałem Cię stracić... i tylko dlatego zrozumiałem kim dla mnie byłeś... i kim ja byłem dla Ciebie przez moment... przez chwilę, która dziś nic już nie znaczy... dla mnie byłeś, jesteś, będziesz jednym... wiem, ja dla Ciebie był bym jednym z wielu... to nic... wszystko można wybaczyć... przeboleć... nie chcę Cię stracić... na zawszę...

pamiętasz, ta podróż dookoła świata... wciąż pamiętam... marzenie... tylko z Tobą chciałbym je urzeczywistnić...

nie rzucałem słów na wiatr, obietnice były prawdziwe, zabrakło tylko czasu, bym mógł je zrealizować, zabrakło czasu by pokazać, że nie kłamałem...

tyle niewypowiedzianych słów czeka,
i ja
będę czekał...

ale Twoje szczęście to brak mnie...

***

[jestem głupi... pozwoliłem odejść... miłości, gdy jeszcze nią była...]

***

(list do R. ciąg dalszy)

dziękuje za kwiatuszki, ukradzione z czyjegoś ogródka, to było hmm... słodkie... jak bardzo to było niepodobne do Ciebie, chociaż dzięki Tobie zawsze czuję się młodziej... znalazła się dwójka "dorosłych" dzieci...
nie powinienem na Ciebie narzekać... nikt lepszy przecież się nie trafi...
na chwilę uśmiech zagościł na mojej twarzy...

***

powiem wam w sekrecie, że nie ma nic lepszego niż dostać kradzionego kwiatka, to na swój sposób jest bardziej romantyczne niż cały bukiet róż... taka mnie refleksja dorwała, gdy patrzyłem jak prezentuja się w małym wazoniku... może ktoś kiedyś i ode mnie dostanie taki prezent :)

mam jakąś fazę na niemieckie piosenki
dziś - na teraz: Dschinghis Khan - Dschinghis Khan i Cro - Einmal um die Welt

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

/56/ listy I

pada, burza trwa, kolejna ulewa i kolejny cios, upadłem na kolana płacząc jak małe dziecko... czuje ból, sztylet złudzeń wbija się w poranioną duszę, nie próbuję wstać, nie mam siły walczyć, chcę upaść, stoczyć się w czarną otchłań bez dna...
jeden promyk słońca... długo jeszcze będę czekał?

pada... ostatnie krople muskają zmęczoną twarz. szare, ciężkie chmury pochłaniają resztę błękitnego nieba, bariera nie do przebicia... słońce umarło... - jeden list więcej do napisania...

***

list do P.

spędziłem wiele bezsennych nocy, zastanawiając się, jakich słów użyć... każde wydawało się zbyt proste, zbyt błahe, zbyt złe...

nie byłeś gromem z jasnego nieba. byłeś raczej jak delikatny deszcz, przed którym nikt się nie musi chronić, deszcz, który przychodzi w ciszy i odchodzi niezauważony... kiedy zdałem sobie sprawę jak bardzo kocham ten letni, ciepły deszcz, już od dłuższego czasu trwała zima...

smutne są dni bez Ciebie. te smutne poranki, i smutne wieczory, dłużące się w nieskończoność... co noc patrzę w ciemne niebo, szukając w gwiazdach drogi, która zaprowadzi mnie do Ciebie..., i szepczę magiczne "kocham" z nadzieją, że je usłyszysz... wspominam chwilę spędzone razem, słowa, które wciąż jeszcze mocno dudnią mi w głowie..., wspominam Twój głos - wesoły, niesamowity, i ten dotyk... dotyk anioła..

pragnę być z Tobą, czuć ciepło Twego ciała..., pragnę Cię bardziej niż cokolwiek innego... przy Tobie wszystko wydawało się być możliwe - życie stawało się nieskomplikowane, a najwspanialsze marzenia w zasięgu ręki... byłem zagubiony w świecie obcych mi ludzi... pomogłeś..., pozwoliłeś uwierzyć w siebie, stałeś mi się bliski, najbliższy... każdego dnia budziłem się z uśmiechem na twarzy - żadnych łez, żadnego bólu - dzięki Tobie, dziękuję... ale dziś...

modlę się, aby być Twój, próbując wierzyć, że ktoś lub coś usłyszy i wysłucha mnie... gorące staje się serce, gdy o Tobie pomyślę - i natychmiast pojawia się radość, która unosi mnie na swych skrzydłach coraz wyżej i wyżej... ku niebu...
zamykam Cię w swoim sercu, i wiedz, pozostaniesz w nim na zawsze...

dziś zasnę, mając przed oczami Twoją twarz. pod palcami będę czuł Twą delikatną skórę, a nozdrza palić mi będzie słodki zapach Twych włosów...
i w ciszy będę Cię kochał...

ale zegar dalej odmierza czas - godziny, dni, lata... czas bez Ciebie, czas, który powoli mnie zabija... potrzebuję Cię... nie jeszcze ten jeden raz, ale zawsze...
kocham Cię...

***

list do R.

jesteś... mimo miliona kłótni - byłaś i jesteś... dlaczego?
nie umiem odpowiedzieć czemu wciąż to trwa, czemu nie skończyło się dawno temu, czemu po miesiącach milczenia, dalej rozmawiamy tak jakby nic się nie stało... mimo, że nie umiem Ci wybaczyć... gdy patrzyłaś z boku jak męczę się i duszę próbując ratować to co było dla mnie ważne... nie pomogłaś... wiedziałaś, że nie dam sobie rady... wiedziałaś, że liczę na Twoją pomoc... wiedziałaś...
a może ja nic nie znaczę? a może nic nie rozumiem? a może...? - zabawką zawsze byłem dobrą...


***

pada... ostatnie krople muskają zmęczoną twarz. szare, ciężkie chmury pochłaniają resztę błękitnego nieba, bariera nie do przebicia... słońce umarło... - jeden list mniej, do napisania...

czwartek, 17 kwietnia 2014

/55/ the screams all sound the same...

setki scenariuszy i pragnień, wyśnionych i podpowiedziany, "Naszych"... setki niewypowiedzianych słów, setki obietnic, których nikt nie chce już pamiętać… [...] [gdzie kurwa miało być tak pięknie...] [szkoda słów :(]

***

chyba nigdy nie zrozumiem czemu tak postąpiłaś... i szczerze, dziś - Cię za to nienawidzę...
bo mogłaś - ale chciałaś by się [zesrało]... mogłem posłuchać, gdy mówił, że pożałuję... [w chuj mocno...]

***

wszystkie krzyki brzmią tak samo... są nieme... więc krzyczę... i cieszę się, że nikt nie słyszy... naprawdę się cieszę... bo w głowie tylko bałagan... i z dni na dzień większy...
[haha, na skróty: tak, burdel w głowie, a myśli się pierdolą na każdym kroku...]

***

nauczyłem się udawać, dobrze, a nawet bardzo dobrze... nawet wczoraj, rozmawiając z koleżanką [hmm chyba jednak przedwczoraj], śmiałem się do rozruchu, a humor no cóż miałem okropny, było mi smutno, mocno smutno... [nie ważne... w końcu ciągle jest to samo..., bo, gdy się w końcu dostrzeże to co się zrobiło... nigdy już nie będzie lepiej...]

***

zapisałem się na kurs projektowania stron internetowych, trzeba jeszcze trochę osób zebrać, ale mam nadzieję że się uda... bo przyda się to do pracy... już niedługo...
potem postaram się zrobić magistra z informatyki i..., będę próbować swoich sił w... chcę po prostu uczyć innych...
[to chyba chcę zrobić tylko po to, aby sobie udowodnić, że nie ważne jak będzie źle, i tak stanę na nogi...]
ale to tylko plany... odległe jak wszystko dziś...
zresztą sam nie wiem czego od przyszłości chce... [może tylko nie licząc, eh... wiadomo... Go...]
[no kurwa mać...! chcę, chcę, chcę to wszystko naprawić, ale kurwa, no kurwa jak...?]

***

najprawdopodobniej przez najbliższe kilka miesięcy będę mieszkał sam, rodzice się wyprowadzają na trochę...
teraz będę 24 godziny na dobę - sam...
okażę się po świętach...
[może będzie lepiej, może gorzej - okaże się...]

***

tak kurwa wszystko nie ma sensu... w dupie mam to wszystko i tak go nie obchodzę... [znów +1 do minusów... jak nie kurwa więcej...]

***

lubię ten mashup, i tęsknie za tymi Naszymi "little talks'ami"

piątek, 11 kwietnia 2014

/54/ entliczek pętliczek dzisiaj będzie gdzieś tu stryczek wisiał...


marzenia palą się na stosie złudzeń... płoną żywym ogniem... kolejna część mnie umiera... wypaliłem się... po prostu...

miałem kiepski humor, chciałem zadzwonić do kogoś, pogadać, a potem zdałem sobie sprawę, że nie mam do kogo... [przyjaciółka jest za granicą już prawie rok... pewnie więcej jej już nie zobaczę, może na grudniowe święta, ale to wydaje się być zbyt odległą i nierealną perspektywą... dawno nie rozmawialiśmy... koleżanka znalazła sobie chłopaka, teraz już nie ma czasu nawet na spacer... druga jest tak zajęta, że nie ma nawet czasu odpisać na sms, w końcu warszawianka, kolejna nie odbiera telefonu, też biega za chłopakiem (no tak w końcu wiosna...)... Rysiu w końcu odpisał po miesiącu i 4 moich wiadomościach, jednym zdanie, że nie ma czasu... pewnie za miesiąc taką samą dostanę wiadomość... a o reszcie to szkoda nawet cokolwiek mówić...
i dalej się zastanawiam czemu się temu dziwię, zawsze tak dopierałem znajomych...]

"tak się zaczyna lina, na niej mocny węzeł
bo Martyna nauczyła się go wiązać dużo prędzej
w końcu o wiele więcej widać, chociaż nogi
raptem o wysokość krzesła oddaliłam od podłogi
wiem, że kumasz o co chodzi z perspektywą
stań na palcach i zacznij podziwiać ten uroczy widok"

kolejny rysunek, leży na podłodze i patrzy spod oka na mnie... chciałem chłopaka narysować, ale wyszedł jak dziewczyna..., i nie potrafiłem tego poprawić... wkurwia mnie ten rysunek... nawet to przestało mi wychodzić...

kiedyś chciałem, żeby mnie ktoś pokochał, dzisiaj i to jest mi obojętne... nie przeraża mnie już nawet wizja spędzenia reszty życia samemu...
i znów złe myśli... i znów nie potrafię zaakceptować tego, że mógłbym być z chłopakiem...

"wpadła bomba do piwnicy
co jest w tych torbach w kostnicy?"

chciałem być szczęśliwy i co mam? miłość była i poszła, nie wróci... 
oddałbym bym wszystko albo i więcej, by wrócił... no i niestety jestem teraz już pewny, że go kocham, nie chciałem się do tego przyznawać, wiadomo dlaczego...
ale chociaż niech On będzie szczęśliwy... 

jestem zły na siebie, za niektóre rzeczy które zrobiłem... najgorsze jest to, że to mnie męczy, i to, że nie mogę nic z tym już zrobić... po prostu mało rzeczy można naprawić... jedno życie, a ja z każdym kolejnym krokiem popełniam kolejne błędy... 
i zazdroszczę tym co potrafią być sobą... ja będę milczał i schowam się cień...

tyle osób mi powtarza, że mógłbym dużo osiągnąć... może i mają rację... ale samochód bez paliwa nie pojedzie, tak ja bez miłości? (albo sam już nie wiem czego) nie działam dobrze...  

i jeszcze długa tułaczka czeka, a na tym padole nie ma dróg dla mnie... miłość nie istnieje... ludziom nie można ufać... więc co zostało?

blogi, czasami jak je czytam... wszyscy na plus... a ja kolejny minus doliczam...

czytam dwie książki, na zmianę, tak by zabić czas...

już brak mi słów...
[...]

"czy noc czy dzień
to wciąż jak sen
wciąż mrok
o krok od zwłok mój cień"

wtorek, 8 kwietnia 2014

/53/ my heart - you’ll cut it out you never liked me anyway

ile razy można czytać tą samą stronę w nudnej książce, nie rozumiejąc ani słowa? ile razy można przeglądać ten sam kod, nie rozumiejąc ani linijki (chociaż sam wczoraj napisałem ten program)? ile czasu można ślęczeć nad białą kartką, próbując napisać chociaż stronę pieprzonej pracy? dziś - wiele i długo - …
chciałem napisać kolejny fragment opowiadania, utknąłem na dwóch pierwszych linijkach...

brak natchnienia, brak chęci... słowa uleciały do gwiazd... tak po prostu...
tęsknie, to już za dużo... spacery jeszcze koją chorą duszę, ale ile można... przed chwilą wróciłem, zaraz znów pójdę... skończę tylko „notkę”...
wciąż wszystko mi się przypomina... tyle osób przetoczyło się przez moje życie... nikt na kim mi zależało nie został przy mnie...
zostały wspomnienia... Radek, tak chyba tak miał na imię... jeszcze jak byłem bachorem, może miałem góra 12 lat, on był starszy z 5-6 lat, przesiadywaliśmy razem dużo czasu szczególnie późnymi wieczorami... lubiłem z nim spędzać czas, miał coś w sobie co przyciągało... byłem oczarowany nim, albo zaczarowany (;D)... jak byłem w Krakowie, był chłopak - Michał pamiętam jak by to było wczoraj jak zaprosiłem go na randkę... nie uciekł (xD) za to ja, a i owszem z każdym słowem byłem krok dalej od niego, jakbym przygotowywał się sam do ucieczki... i kolejny Michał, Adrian, Kamil, Krzysiek... koledzy... z czasem każdemu coś zaczynało przeszkadzać, albo czasu bywało coraz mniej... 
i Rysiu... poznałem go w gimnazjum... potem 8 albo więcej lat minęło zanim znów miałem okazję z nim porozmawiać... 8 lat przez które, mijałem Go, nigdy nie odważyłem się nawet spytać czy mnie pamięta..., aż któregoś dnia... ten spędzony z nim czas, spacery, eh też było super... a teraz jest 450 km stąd i... i milczy...
i chłopak ze szkoły, którego nawet imienia nie pamiętam... zawsze potrafił mnie w szkole znaleźć... najgorsze wtedy było to że potrafił powiedzieć, że czekał na mnie... i co przerwę mnie szukał...
ah i koleżanki... te kilak dziewczyn co mocno zmieniły mój świat... okropnie tęsknie za dwiema z Krakowa... też dziś bez kontaktu...
i mogę tak dalej wymieniać...
i wszyscy się dziwią, że stronię od ludzi... nie chce kolejnych rozczarowań, nie chce o nich pamiętać... złe wspomnienia w niczym nie pomogą...
wszystko jest źle... i wszystko się skończyło miłością do dwóch osób – w tym samym czasie... niestety nie jestem lepszy od reszty... jedna, stara, niezaleczona miłość wraca, bo była tu, na miejscu..., powód by próbować zapomnieć o Małym, ale wiem, dziś wiem, że resztę życia chciałem spędzić właśnie z Małym, bo taki chłopak i takie szczęście zdarza się tylko raz w życiu, i dziś wiem, że to nigdy się nie zdarzy... 

a sny? teraz do Niego piszę, ale to tylko sny, i nigdy nie dostanę odpowiedzi...

nie mogę spać, znów pójdę na spacer... może wrócę przed 3 i może zasnę... albo do rana będę próbować czytać książkę...

kocham te nocne spacery, ja i pusty świat...
czuję się jak mały kotek, który zgubił drogę do domu...
ale pociesza mnie fakt, że patrzymy na te same gwiazdy,
może kiedyś sam znajdę w nich drogę do domu...

chociaż słowa nie oddadzą tego co czuję... zostaje muzyka... i to czego nie umiem napisać...

solar białas - olejmy jutro

Tegan and Sara - Now I'm All Messed Up

Tegan and Sara - How Come You Don't Want Me


niedziela, 6 kwietnia 2014

/52/ kiedy Cię znów zobaczę...?

każdy powód do życia jest dobry? to dziwne uczucie, gdy uświadomiłem sam sobie, że tylko jedna myśl, która ciągle trzyma mnie przy życiu to... On... i jedyny powód, żeby stąd uciec, to... On...
może, któregoś dnia znów Go spotkam, a późnej..., właśnie co dalej? nie wiem sam..., i nie chce wiedzieć... dziś i tak góra problemów, które dawno zaczęły mnie przerastać urosła o jeszcze kilka nowych pozycji... 
zawsze radziłem sobie sam..., dziś, nie daje rady, krzyczę, ale nikt nie słyszy... całe życie pod górkę, nic mi się nie udaje, ale głupia nadzieja - mimo, że umarła kolejny raz, i kolejny raz odrodziła się jak feniks z popiołów - ciągnie ku górze... póki ona żyje - ja też... przecież w końcu musi coś mi się udać..., ale czy bez Niego to wszystko będzie mieć jakikolwiek sens...? [chciałbym wierzyć, że jeszcze jeden kupon leży gdzieś nieoderwany, zawieruszony, że mam jeszcze jedną szansę... na miłość, i by być tak szczęśliwym jak byłem dzięki Niemu]
dalej męczy mnie bezsenność, wczoraj zasnąłem nad ranem, z przemęczenia, książka wypadła mi z rąk i nawet mnie nie obudziła... eh, próbuję myśli topić w przygodach kolejnych bohaterów, na początku było dobrze... książka za książką... a teraz... nie mogę się nawet skupić na tym co czytam... natrętne myśli naprawdę zaczęły być natrętne... nigdy nie miałem takiego bałaganu w głowie jak teraz... i ta tęsknota... teraz dopiero zaczyna pokazywać swoją siłę... a może po prostu moją naiwność... od dwóch dni chce mi się płakać... po prostu... z bezsilności... i najchętniej znów bym się pociął, walczę z tym bezsensu...
jestem już tym wszystkim zmęczony..., mocno zmęczony...
chciałbym znowu tak czuć, mieć motyle w brzuchu i uśmiech od ucha do ucha, chciałbym ponownie odbierać telefon z myślą, że dzwoni ten ktoś, chciałbym znów usłyszeć Jego głos, znów z Nim porozmawiać... może kiedyś mi wybaczy te "kilka" błędów..., może... czekam dalej... mam całą resztę życia... 
ale przecież sam wiem, że to nie o to chodzi... chyba mu nigdy nie zależało... :((
nic nie miało tak być...

środa, 2 kwietnia 2014

/51/ brakuje Ciebie coraz bardziej...

"tęsknisz za kimś? - napisz" tak łatwo powiedzieć... mogę napisać "tęsknie...", w najlepszym wypadku nie dostanę żadnej odpowiedzi, w najgorszym kolejne "spierdalaj"... przecież nie ma półśrodków... więc czy warto psuć sobie już w zasadzie zjebany humor...?

nienawidzę siebie, byłem tak naiwny... pamiętam, gdy powiedział, że siedzi na oknie, i że chce skoczyć... spanikowałem, nie pamiętam ile razy wtedy dzwoniłem, żeby tylko odebrał... miałem numer do jego mamy, jakby nie odebrał, to bym do niej zadzwonił, dzisiaj dopiero uświadomiłem sobie, jakby to mogło wyglądać... [że dzwoni do niej jakiś chłopak, i mówi jej to co przed chwilą odczytał z smsa, że nie może się do niego dodzwonić...] co miałbym wtedy powiedzieć?  nie myślałem o tym, zrobiłbym wtedy wszystko, żeby nic mu się nie stało... kląłem sam na siebie, że nie mogę być tam, z Nim... i teraz też bym zrobił wszystko... ale On dla mnie nie... (tak, wiem, wiem, nikt mi nic nie musi przypominać...)

ostatnio mam coraz więcej dziwnym przebłysków... przynajmniej uświadamiają mi prawdę, której nie chce znać...

***

wszystko jest źle... w domu kolejne piekiełko się szykuje..., długo tu nie wytrzymam... ale nie zależy mi by to zmienić... nie zależy mi na niczym... czemu tak mocno nic przez cały życie mi się nie układa...? czemu mam takiego pecha? no nie zupełnie, zbiór niezależnych ode mnie czynników, pechem nazwać nie mogę... niestety... charakter mam do niczego, te 2 związki o tym świadczą... tylko i wyłącznie dwa, i dwa nieudane, w zasadzie nie wiem co to znaczy być kochanym..., zrezygnowałem, wszystkie profile poszły się jebać... po co karmić już dawno martwą nadzieję... studiując tego co nie chcę, nie lubię, zmarnowałem 3 lata, i 2 wcześniej, próbując wyrwać się z sideł własnego ja... za dużo czasu spędzam z osobami za którymi za specjalnie nie przepadam, ale nie ma nikogo innego, bo osoby które lubię - nienawidzą mnie, no tak... czym mocniej mi zależy na kimś, tym jestem gorszy..., na domiar złego po nocach już wcale nie sypiam, w dzień jak się uda, ale wtedy po kilku godzinach snu, czuję się jakbym tyle co położył głowę na poduszce...

chora niemoc zabiera mi siły w zasadzie na wszystko... wszystko jest takie... bez sensu...  


zostały 3 miesiące, jeśli nie zrezygnuje ze studiów, w zasadzie to już nie chodzę na zajecia, i nie zrobię sobie czegoś przez ten czas, to będzie cud... pewnie już dawno bym sobie to chore życie skrócił, ale jakoś nie śpieszy mi się do nicości, przynajmniej nie dziś... i nie wiem dlaczego...
mogłem się lepiej postarać za pierwszym razem, dzisiaj nie było by mi tak źle..., ale jakoś chujowe były te proszki... i stanowczo za mało...