piątek, 30 maja 2014

/64/ this is the end of the rainbow, where no one can be too sad...

to jeden z tych dni, gdy smutek staje się bardziej niż nie do zniesienia... to nie jestem ja... zawsze po góra dwóch miesiącach wracałem do życia... znów zaczynały się pojedyncze zauroczenia... a teraz... za miesiąc minie dwa lata..., od dnia gdy Go poznałem... i nic... tylko smutek rośnie w siłę... i pieprzona chęć odzyskania Go wszystkimi możliwymi sposobami...
trudno przenieś na kartkę to co czuję... trudno pogodzić się, że ktoś kogo tak mocno kochałem, na kim mi tak mocno zależało... stał się tylko wspomnieniem... swoją drogą pięknym wspomnieniem... umarłem dla Niego, ale On żyje cały czas w moim sercu... w każdej części mnie...

za chwilę wszystko się skończy... i będę wolny, i co dalej? życie bez Niego będzie smutne, nudne, pozbawione kolorów... a przecież... nie o to chodzi...

naprawdę nie chce odpuścić, nie chce, żeby takie było nasze pożegnanie... nie potrafię zaakceptować, tego, że tak spieprzyłem sprawę... wcale nie tego chciałem... chciałem by był... 

to co się stało, to z Małym Księciem... nawet to ma plusy... do wszystkiego podchodzę z obojętnością, bez stresu i strachu... po prostu... a minus to te chujowe stany psychiczne... , przez które odechciewa mi się żyć, i smutek nad którym przestaje panować... i pieprzone brak nadziei, że wróci..., że zostawił mnie samego, mimo, że tak mocno się dla Niego starałem... wszystko na raz... bywa ciężko...

"proszę wybacz mi..." - to pewnie też dla Niego nic nie znaczy

ale On gdzieś tam jest, patrzy na to samo niebo, nocą pełne gwiazd... może kiedyś znów spadająca gwiazda okaże się wybawieniem, będzie dobrze, i On będzie... obok... czekam, jestem tu dla Niego... zawsze będę...eh... ja po prostu chce do Niego... :'(

bo przecież nikt nie powinien być tak smutny...

***

jak ktoś jest z okolic stalowej, bo mam tyleeee czasu do obrony, że chętnie go strwonię na spacery, czy pogaduchy...

***

głupie, jak można na takim kacu, dwa dni pod rząd, chodzić na egzaminy, ale szybciej mijają mi wieczory, gdy urywają się grubo przed północą... ale jaki wieczorami jest świat piękny... masakra... tak mi łatwiej wszystko znieść...

***

lubię tą piosenkę...

środa, 28 maja 2014

...


bałagan... nie pamiętam czy kiedykolwiek po podłodze mojego pokoju walało się tyle kartek, na oparciu łóżka leżą rysunki, a i książki, przez które nie umiem przebrnąć... wciąż śpię pod jednym kocem, na złożonym łóżku... nie ma już miejsca, żeby go rozłożyć... bałagan... wszędzie bałagan...

smutek i tęsknota... coraz częściej przepuszczają atak na fortecę moich myśli... mur jeszcze stoi,  ale to początek bitwy... po cholerę walczę...?

dziecko we mnie w końcu umarło... zranił je Mały Książę... i...
[może kiedyś odrodzi się, jak feniks z popiołów, tak ono, ze szczęścia]

oddałbym resztę życia, by spędzić z Nim jeden dzień... znów się śmiać, rozmawiać, by mnie przytulił, by był..., znów być szczęśliwym...
"uważaj czego sobie życzysz..." - właśnie tego sobie życzę...
ot co, ślepy los wymierzy sprawiedliwość po raz drugi...
bo gdybym umiał przelać w słowa to co czuję... by mnie usłyszał...
śniłem znowu o Nim..., tak po prostu...
you were the first, you'll be the last...

dalej będę liczył dni, i czekał...
jak Go kiedyś spotkam, to popłaczę się ze szczęścia...

Twoje urodziny... pamiętałem...

wszystko spieprzyłem... jak zawsze...

***

czy naprawdę wszystko już się skończyło?
nie panuje nad swoim życiem... wymknęło się
widzę koniec, to już...
ale ja jeszcze nie chce...
nie bez..., eh...

***

praca licencjacka w strzępach... no cóż jak nie zdążę... to już bardziej świat się nie zawali...
powinienem ją pisać, ale... nie mam siły... nie mam siły...

niedziela, 11 maja 2014

...

zawsze mnie zastanawiało co popycha ludzi do samobójstw, nie mogłem wcale tego zrozumieć...
już zrozumiałem, zostają sami, sami sobie... a problemy czasami stają się zbyt wielkie żeby dać sobie rade samemu...

nawet własna matka mi nie wierzy..., że wszystko to moja wina... że sam się o to prosiłem... taa... biegam za ludźmi i ich zaczepiam żeby mi jeszcze wpieprzyli... jakbym miał mało własnych problemów...
nie mogę uwierzyć, że tak mi powiedziała, ręce mi opadły... zostawiony sam sobie po raz kolejny...
długo wałczyłem... ale nawet mi dziś brakuje już chęci i siły...
rodzina, hm... nigdy jej nie miałem... jestem tylko nie rozwiazanym problemem...

nie wiele mi dziś brakowało... nie zabiłem się tylko dlatego, że nie wiem, co jest tam..., może mam tylko to życie... a może już nie mam nic... nie wiem czy dam radę dotrwać do końca... do tego by w końcu stąd uciec... czy w ogóle jest dokąd?

kolejny raz chyba już się nie podniosę...
Mały Książę... bo gdyby miał by być to koniec... jeszcze raz przepraszam za to wszystko... przepraszam...

/61/ my fucking life...

i koncert się skończył... a wpierdol dostałem pod domem...
czemu? bo wolę chłopaków...
a w domu... że to moja wina wszystko...

nienawidzę tego życia... od gimnazjum mnie męczą i co... nic, bo przecież nikt im nic nie zrobi...
i jedyne czego dziś chce to nie obudzić się jutro... mam dość, nie chce się już tak męczyć...
moje pieprzone życie...

a może niech mnie w końcu zabiją... skoro wszystko im wolno...

niedziela, 4 maja 2014

/60/ posłuchaj jak szepcze wiatr... ja usłysząłem Twój głos...

wyjazd był naprawdę trafionym pomysłem... nie odpocząłem, nie znalazłem odpowiedzi na pytanie co dalej robić z życiem, ale uświadomiłem sobie jedną ważną dla mnie rzecz...
leżąc sobie tak o na łące... w stanie mocnego oderwania od rzeczywistości... już nie od procentów... powiedzmy, że od magicznego proszku (ot taka moja nazwa, za dużo bajek :P)... każdy eksperymentuje... do głowy dotarła jedna myśl [nienawidzę siebie za to, że pewne rzeczy docierają do mnie z takim opóźnieniem...]:

***

tak, kochałem Ciebie, tak Ciebie tamtego, tego jak mówisz wymyślonego, ale...

kochałem Twój uśmiech, kochałem patrzeć w Twoje oczy, kochałem radość którą dawałeś, kochałem Twój głoś,  kochałem nasze rozmowy, kochałem to w jaki sposób mnie przytulałeś..., pokazałeś kawałek mnie, którego bez Ciebie bym nie odkrył... uczyniłeś mnie najszczęśliwszą osobą na świecie...

wiem jaki byłem, i za to co się stało mogę tylko przeprosić... 

wiem to tylko słowa, ale wypada zacząć od słów... wysłuchaj mnie proszę... tylko słowa mi zostało... słowa, które mam nadzieje usłyszysz, zrozumiesz...

nie proszę o to żebyś mnie kochał, chciałbym tylko żebyś mi wybaczył... nie jestem księciem z bajki, tylko człowiekiem i popełniam błędy, okropne błędy... i..., i dał jeszcze jedną szansę... byłeś dla mnie wszystkim, całym szczęściem... chciałbym Cię jeszcze zobaczyć, porozmawiać tak jak kiedyś, i... i... i nie odchodź , nie znikaj, nie zostawiaj mnie tak..., zostań... proszę...
bądź jako kolega, potrzebuję Cię...

to mój list dla Ciebie Mały Książę, nazwałem Cię tak, bo naprawdę byłeś Małym Księciem... spadłeś z gwiazd do mojego małego popsutego świata... otworzyłeś mi lepszy świat i zabrałeś mnie, na chwilę, ale... spełniłeś moje marzenie... przez chwilę mogłem być dla Ciebie... przez chwilę kochałeś mnie... wspomnienia pozostaną, tylko te dobre... 

powiedz słowo,
proszę odezwij się...
będę na każde zawołanie...
i będę zawsze...
chcę należeć do Ciebie, chcę być Twój...

będę czekać..., zawsze będę czekać... 
na znak, na słowa, na Ciebie...

chciałbym, abyś wrócił... ja już zrozumiałem, dostałem nauczkę...
wróć, okropnie Tęsknie...

i naprawdę nie jestem takim chujem... przepraszam...

***

muszę zamknąć pewien rozdział w życiu, posprzątać to co zostało ten bałagan, zniknę na chwilę, a potem wrócę... zacząć wszystko jeszcze raz, mam nadzieję, że będzie dobrze... i mam nadzieję, że....
Ty wiesz... 

 ***

wiecie, chciałbym, żeby to przeczytał... żeby był... zjawił się jak wtedy znikąd, nie taraz, ale za chwilę, gdy wysiądę na kolejnej stacji... chciałbym...
pomarzyć można, eh...

czwartek, 1 maja 2014

/59/ mój Kotku szepcze serce, a ja uciekam...

i co to znaczy by kochanym...? chyba już nigdy nie poznam odpowiedzi...

każdy ma swojego Małego Księcia, a każdy Mały Książę ma swoją Różę...
spotkałem mojego Małego Księcia, ale nie byłem jego Różą...
teraz jest szczęśliwy... znalazł swoją Różę...
a dla mnie był promykiem nadziei, źródłem nieskończonego szczęścia...
wierzę, że naprawdę mnie kochał, chociaż przez moment... i właśnie wtedy mnie zabrakło...
wybacz... potrzebowałem Cię dzisiaj mocno... ale... wstałem, otarłem łzy... i zrozumiałem, że nigdy Cię nie było dla mnie...

uciekam, znów uciekam... muszę odpocząć, nie wiem co dalej robić z życiem... jest szare bez kolorów...  powoli staje się koszmarem, z którego już się nie obudzę... dłuższą chwile po 4 mam pociąg... bliżej mi będzie do W-wy niż do domu... ale to bez znaczenia...
skończyłem czytać książkę... i ten rozdział mojego życia czas zamknąć... Kubuś przypominał mi kogoś, za to kochałem Małego Księcia... a na końcu przypominał mnie, albo ja jego... łatwowiernego dzieciaka... on wierzył, że odzyska stare życie... ja wierzyłem, w miłość... może, gdy autor wyda następną cześć, ja przez przypadek spotkam Go, i że już nie będzie mnie nienawidził...

wiem, że będę żałował tej decyzji do końca życia, ale Jego szczęście jest ważniejsze... poddałem się... z moim "chcę" i jego "spierdalaj" nic nie zmienię... za dużo myślę, wszystko przez to psuję...
będę na niego czekał... może kiedyś...
kocham...

nigdy o Nim nie zapomnę... wspomnienia będę żyły w sercu... nie chcę zapomnieć, bo tylko On był moim szczęściem... w każdy samotny wieczór, samotną noc, przywołam jego obraz w pamięci... i tylko dlatego, że jeszcze go pamiętam - czasami uśmiechnę się...

ah, i studia, zostało no... ponad tydzień na oddanie pracy licencjackiej, mam spis treści, który w przypływie natchnienia, dziś zmieniłem...

próbowałem pisać opowiadania, ale ociekają smutkiem... ciągle śmierć, rozstania...

wyjeżdżam... bez telefonu, bez komputera, może jak wrócę, coś się zmieni... może znajdę sens, drogę... albo to początek tułaczki bez końca...
może odnajdę siebie... a może ktoś odnajdzie mnie...
a może nic się nie zmieni, a wtedy nie wrócę...