wtorek, 29 lipca 2014

/81/ long long day...

"At the end of the long, long day
Come go with me in the blue and the gray
There's no up there's no down
And there's no way around
At the end of the day"

nienawidzę poniedziałków...
za długi był to dzień...
oj długi...

ja chyba mam jakiegoś pecha... poturbowałem niechcący chłopaka, chyba mocno oberwał... głupio mi było, że się zamyśliłem i go nie zauważyłem... później na domiar złego wjechałem w zasadzie to pod samochód... cieszę się że facet miał refleks... chociaż kontakt z asfaltem był dość bolesny [dziwie się że jeszcze żyję na tyle "wymuszeń pierwszeństwa"]...
i naprawdę mogło by się na tym skończyć, ale nie, za pięknie by było...
przynajmniej wiem, że Pyś jakieś uczucia ma, bo myślałem, że żadnych [wiem brzmi irracjonalnie...]
nigdy nie podnosił głosu... a dziś krzyczał na mnie, miałem ochotę zniknąć wtedy, tak po prostu...
więc most płonie... ostatni... i już nie ma co gasić...
i chyba mi już wszystko jedno... nie mam siły, o tę znajomość walczyć...
chce mi się śmiać, po prostu... śmiać... tak jakby nic się nie stało...
chociaż moja najbliższa koleżanka powiedziała, że tak jest lepiej... może powinna wiedzieć mniej, w końcu chyba będę z nią mieszkał... 
a kłócąc się z Nim, i pakując zakupy do lodówki... niefortunnie zrzuciłem jajka z półki, i całą półkę ze szklanymi słoikami... 
tak to potrafię tylko ja :P
po prostu uwielbiam takie dni jak dziś... -.-

ten zły dzień już się skończył..., lecz to co przyniósł będzie trwać...

***

i znów myślę o Małym Księciu... znów są obrazy, znów wracają natrętne myśli... znów stoję obok... znów... kogo całujesz? kogo przytulasz? z kim patrzysz w gwiazdy...? co robisz...? spisz? czytasz? kogo uszczęśliwiasz...
a cienie głosu nie mają, i nikt ich nie widzi...  chyba się znów zaczyna :(

***

wkurwia mnie już ta moja kochana nerwica natręctw, i co z tego, że psycholog mi powiedział jak sobie z nią radzić, skoro ostatnio coraz bardziej nie wychodzi..., a mój wyjazd... eh, szkoda gadać, skończy się na bilecie w jedną stronę... i nie będzie gdzie wracać...

coraz lepiej... -.-

"I'll follow the line where the land meets the sun
I looked to the hills where the dark has begun
My fears are reserved for the deeds of the day
That are faded away..."

sobota, 26 lipca 2014

/80/ zepsuty świat... i jeszcze gorsi ludzie...

zastanwiam się po co ktoś próbuje pomagać na siłę...
po co wkurwiać drugą osobę...

brakuje mi czasami słów... słów by po wtóry raz wszystko znów powiedzieć... bardzo mi się nie spodobało to, że ktoś próbuje mi wmówić, że robię z tego smutku swego rodzaju "styl życia", że... a zresztą...

a smutek, a co mi zostało... kiedy znów moje życie to jakiś koszmar... z  którego nie umiem się obudzić... jest naprawdę źle...i nie wiem - czy za chwile nie będzie jeszcze gorzej... - ale nie może sobie wymyśliłem ten smutek..., przecież kurwa jest pięknie... -.-

każdy się kurwa pcha w nie swoje sprawy... i często przez właśnie to wtrącanie swoich 5 groszy, innym sypią się światy...
tak było...

tak, tęsknie, tęsknie czasami, ale nie za utopią kurwa mać.... za osobą... i tak, nie trwa to u mnie dnia czy dwóch... trwa dłużej... i często kończy się schlaniem w trupa... lub poprawianiem sobie humoru innymi środkami... już po prostu inaczej się nie da...
będę kurwa wiedział kiedy mi przejdzie...
przeszły tylko natrętne myśli, najpierw trzeba je mieć, żeby zrozumieć co to znaczy... kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki i wiruje gdzieś w nierealnym świecie... gdzie jest zawsze jeszcze ktoś... obok kogoś kogo się kocha... często nocami... koszmar... nie zliczę nie przespanych i przepłakanych nocy... na te dwa lata, które minęły...

na prawdę wolałbym się uśmiechać, niżeli mieć z tego "gorzką satysfakcję"... -.- zresztą na prawdę nie wiem jak można tak o kimkolwiek pomyśleć... życie to nie film, tu nie ma happy endów... przynajmniej w moim ich nie ma... nie jestem optymistą, a mój pesymizm, cóż lubię podejście matematyczne...

tak, tęsknie za Małym Księciem, tak jak za Michałem, drugim Michałem, Patrykiem, Pysiem, Krzyśkiem, Adrianem, kolejnym Michałem, Pawłem...
bo ja to wszystko pamiętam... pamiętam każdą osobę, która była...
z tą małą różnicą, że na Małym Księciu na prawdę mi zależy...
i tak, zrobiłbym wszystko i wszystko oddał, żeby znów był...
[ale nie robię nic, i nic nie zrobiłem... bo Go kochałem...
i tak jak chciał, tak jak mówił, pozwoliłem mu odejść...]
nie za utopią tęsknie... tylko za Nim, za Nim... przecież za Nim...?

może jeśli kogoś kiedyś naprawdę pokochasz może to zrozumiesz...

przestaje wierzyć w ludzi..

i nie liczę, że ktoś to miałby rozumieć, wszystko jest inaczej, wszystko jest mocniej...

niedziela, 20 lipca 2014

/79/ burzy ciąg dalszy...

nie pasuję tu... bardzo tu nie pasuję...
dziś już nigdzie nie pasuję...
to już nie długo, za chwilę wyjadę... ale czy do końca muszą wszyscy za mną szeptać, odprowadzać spojrzeniem... mijając osoby chodzące nawet do podstawówki, słyszę za sobą "szepty", słowa, których nie chciałbym usłyszeć...
to mi tu zostało szepty i szczera nienawiść... za co? za to że chce kogoś w tym życiu pokochać?
czuję się jakbym był chory... chory dla wszystkich, na jakąś straszną chorobę...
a moja "ukochana koleżanka" okazała się być taka jak inni...
cóż już jej nie potrzebuję...
dobrze że jeszcze jest chociaż Pyś, on został, on jedyny...

kiedy w końcu wyjdzie słońce? kiedy skończy się burza?
czy nie będzie już za późno...?
 

poniedziałek, 7 lipca 2014

/78/ ostatni rozdział - niespełniona miłość

you take me to another place
you take me to another space
oh maybe spin me round again
'cause life is just the game
again... again...


can you feel it?
 
can you feel it too?

długie książki często są nudne...
a to już szósta część, 6 blog, 6 historia, a przecież do 3 razy sztuka...
to już koniec "innego" chłopca, kiedyś owszem byłem inny, rysowałem, pisałem wiersze, opowiadania pełne uczuć buzujących jak mentos w coli :D, marzyłem... ale dziś, dziś wiem - prawdziwa miłość nie istnieje, nie ma lepszego jutra, a nadzieja schlana w trupa umiera pod płotem...
jest lepiej...
i zdarzył się On -
Mały Książę - Pan P. - Kotek - mała Gwiazdka spadła z nieba wprost do mojego świata...
pierwsze i ostatnie prawdziwe "kocham Cię" - jakże piękne...
cieszą się, że był, nienawidzę siebie, za to, że odszedł...
jest tu (pokazuje serduszko), i tu zostanie na zawsze..., zawsze mój, i zawsze kochany...
czekam..., jestem tu, zawsze dla Ciebie...
jest lepiej, dziwnie dobrze, dziwnie błogo...
byłoby wspaniale, gdyby był...
On - taki... awww... :D

przykro mi, że już Go nie ma... :(

***

marzenia, w moich jest tylko On... czyichś snów nie chcę śnić... a moje tak nie możliwe...
czy tylko jedna Gwiazdka mogła spaść do mojego świata...?

Mały Książę..., gdzie jesteś...?
gdzie jesteś...

***

life is just a game...


taaa, oglądam stare odcinki Brzyduli, uwielbiam :P

sobota, 5 lipca 2014

/77/ kochaj, tulaj mnie...

trochę mi smutno, że nie mam już naście lat... przeglądając blogi młodych osób, super się czyta o tej ekscytacji drugą osobą... szczerze tylko raz w życiu tak mocno się kimś ekscytowałem, oh... pamiętam jakby to było dziś... każde towarzyszącą temu zdarzeniu emocje, buzujące jak mientos w coli xD
no żałuję, że nie byłem inny, teraz już tego nie odrobię... jakoś nie wierzę, że kiedykolwiek jeszcze ja się kimś tak będę "podniecał", a tym bardziej wątpię, żeby ktoś mną...
oh, ale to by było coś pięknego... :)

oj, ale nie o tym chciałem... próbuje znaleźć chociaż pokój w akademiku, ale które akademiki działają w wakacje, no to już trudniej znaleźć, eh... frustrujące to jest... jeszcze próbuję znaleźć jakieś informacje o samych uczelniach, w zasadzie to subiektywną ocenę, lepiej od studentów się dowiedzieć jak to faktycznie jest :P

kurcze przydał by się ktoś kto się w tym orientuje..., było by łatwiej... eh... :(

a tak na prawdę chcę pod koniec tego miesiąca już wyjechać... chciałbym już tam być...

humor mi się poprawił, tylko trochę... ale przecież zawsze to coś...
trochę ćwiczeń i dieta...
jeszcze wyjechać...
praca, studia...
potem ktoś kto wyciągnie mnie z dołka po nieudanych związku z Małym...
i chyba wszystko powinno się dobrze ułożyć...
może dużo do szczęścia mi nie potrzeba...

jaaa, widzę optymistyczne podejście... koszmar... xD

ktoś chętny na oprowadzanie mnie po warszawie ? :P

***

ah, jeszcze jedno...
Małego Księcia kochałem mocno... i czuję, że jeszcze mocno mi na nim zależy... zerwałem z nim znajomość (żałuję bardzo tego żałuję...), mimo tego, że kochałem... wszyscy w koło uważali, że tak będzie dla Nas najlepiej... był młody owszem, ale nie za wiek Go przecież kochał... kocham... kochałem...
i kosztowało mnie to prawie dwa lata chorej i ciężkiej tęsknoty, i wiem że to jeszcze nie koniec...

na słowa powinno się uważać, szczególnie mówiąc coś o innej osobie...

nigdy już bym nikogo w takiej sprawie nie słuchał..., ale nigdy już nie zdarzy się taka osoba jak On...

piątek, 4 lipca 2014

/76/ to nic, to nic, to nic, jednak iść, przecież iść...

zamknąć rozdział - łatwo powiedzieć - próbowałem, ale... to nie jest to czego chcę...

chętnie spaliłbym wszystkie mosty łączące dziś z wczoraj, ale... - Mały Książę - te listy dla Niego, bardzo chciałbym żeby był, i te jego wiersze... mam  co czytać po nocach, heh... :/, i Pyś - tyle - spojrzenia słane ukradkiem, i nocne rozmowy, szczególnie te w trakcie imprez... - kilka słów za dużo... - i dziś już nic..., eh...
i koleżanka, która łączy wszystkie ogniwa tego łańcucha czasu... choć wcale już się nie dogadujemy, i tylko ze względu na, albo przez Małego Księcia wszystko jakoś się trzyma...

był ktoś, ale dla mnie tylko ktoś, ktoś kogo chciałem zatrzymać do rozmów, po prostu by był - nic więcej... przeszkadzało wszystko... to, że w każdym prawie słowie krył się błąd ortograficzny; to, że na każde 4 moje zdania, przypadało najwyżej 5 słów, a może po prostu to, że czytał bloga - część przeszłości..., a może... nie chcę zmienić nic... [heh, a mogło być ciekawie, ale...]

decyzja podjęta - walczę o warszawę - o moje "być" tam - może za niecały miesiąc mnie już tu nie będzie... - kolejny koszmar - droga tylko w jedną stronę... - nie może się nie udać, a jeśli jednak... no cóż, wracać nie zamierzam, to na prawdę będzie koniec... to już postanowione...

nie chcę nikogo innego - Mały Książę - dla mnie był całym światem, choć wolałbym mówić, że jest...
- nie chcę być sam, ale... - uczucia - tu znów nie zmieni się nic... nic... 
czekam...
i choćby resztę życia...

środa, 2 lipca 2014

/75/ take my hand, bring me back to life...

"can you hear the silence?
can you see the dark?
can you fix the broken?
can you feel my heart?
"

dość mam użerania się z ludźmi, szczególnie tymi poznanymi przez internet... z większością dałbym sobie spokój, gdyby nie mały fakt skąd są... bo jeśli nie zmienię planów to wyjadę za miesiąc, dwa do stolicy i fajnie będzie kogoś już tam znać... nawet jeśli miałbym skłamać i to nie raz to... czemu nie... albo pierdolić to, wszyscy są tacy sami...
mam wrażenie, że patrze już tylko na siebie...
zmieniłem się... zniszczyła mnie miłość, a raczej jej brak...

czasami... czasami całą chęć i tak szlag trafia... jedyna myśl - złapać coś ostrego i ..., a potem patrzeć na szkarłatne strumyki... po prostu mam dość... i jeszcze tak mocno brakuje mi Małego Księcia... po prostu tęsknie... wcześniej chociaż jakieś wiadomości były... teraz nic... pewnie nigdy już Go nie będzie... dla Niego umarłem...
kurwa mać... przecież nie tego chciałem... ta myśl mnie niszczy...

z czasem każda porażka daje się we znaki... szczególnie te... gdy odpycha się osobę, którą się kocha... ile jeszcze osób mnie znienawidzi zanim...?
a zresztą... i tak nic mi Go nie zwróci... :( nie umiem się odkochać... z każdym dniem jest tylko coraz gorzej...
na prawdę każda... nawet to, że nie potrafię się stąd wyrwać, to, że brakuje mi sił żeby wstać z łóżka..., to, że zmarnowałem pieprzone 3 lata na studia, które niczego mi nie dały...
przegrałem już życie... po prostu przegrałem...
najpierw zniszczyli mi dzieciństwo, a potem ja zniszczyłem sobie życie...

***

trudno mi jest ufać ludziom, trudno jest mi kochać... i dziwiło mnie, że pokochałem Małego Księcia... ale mimo wszystkich "spierdalaj..." wierzcie lub nie... dał mi najwięcej miłości... chce wierzyć, że była prawdziwa... był mi obcą osobą, ale najbliższą... bliższą niż rodzina...
nigdy nie rozumiałem miłości... nie znałem jej, nawet nie wiem jaka jest miłość rodzica do dziecka... za to pamiętam, jaki koszmar mi urządzili... (ja bym nigdy czegoś takiego swojemu dziecku nie zrobił...) wtedy ich znienawidziłem... dzisiaj nienawidzę ich jeszcze bardziej... bo wszystko co złe to moja wina... nigdy mi nie przestaną wypominać błędów... 

Mały Książę był mi na prawdę najbliższą osobą... ale....
skończyło się jak zawsze...

***

kurwa mać... znowu nie mogę zasnąć...
czekam na dzień, gdy w przypływanie emocji, złapie coś ostrego i poharatam sobie ... i zdechnę... i tak nikogo nie będzie to obchodzić... a ja może w końcu będę wolny... bo już kurwa nie daje rady...