wtorek, 21 kwietnia 2015

cienie w deszczu... (cz. 4)

jak ktoś kiedyś dobrze powiedział... od miłości do nienawiści jest jeden krok..
jak ktoś kiedyś dobrze powiedział... nóż w plecy wbije Ci przyjaciel nie wróg...,
 a życie spierdoli Ci ktoś kto był najbliżej...
ale prawda zawsze wygra, czas ją wywlec na światło dzienne...
i pewnych ludzi nie warto szanować...

ludzie są tępi.. i głupi - zdecydowana większość... nie mam szczęścia do ludzi...
niektórych uważasz, za inteligentnych - a okazują się być po prostu idiotami...
nienawidzę ludzi, którzy oczerniają innych...
zagrajmy...

czasami warto mieć diabła po swojej stronie...
niż mieć za wroga...


nadchodzi burza - proszę mocno się trzymać  - 
cienie pojawiły się w deszczu, wychodzą demony... -
już nic nie będzie takie same...
oj nic... ^^. będzie gorąco :)

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

if (true is not true) then... (cz. 3)

i tak po raz kolejny Mały Książę się odezwał...
po raz kolejny kazał mi spierdalać...
po raz kolejny za wszystko winą obarczył mnie...

"jest mi teraz trudno. bo wiesz jak jest. Ty wiesz dlaczego tak jest. i nic z tym nie robisz...."  

próbuje poskładać to życie z niekompletnych i zniszczonych klocków, życie bez przyszłości i jutra..., życie szare i mdłe...
dni mijają na przekór... beze mnie... stoję z boku, daleko... i nie mieszam się w Jego świat...
tęsknie, i tęsknie za "normalnością"...

i... - trach!, poukładane klocki walą się jak domino, jeden za drugim..., znów napisał, znów każe mi spierdalać... znów wszystko moja wina...

a za co tym razem?

pisze, żeby bardziej mnie dopić? pisze, żeby dopchnąć mnie do krawędzi przepaści...? zniszczyć to co już dawno zniszczył? czy w końcu chce żeby się zabił...?
już jestem martwy - jestem sam, bardziej zabić już mnie się nie da...
[i podobno to ze mną jest coś nie tak... -.-]

"... obcej osoby ..." - i pisze to ktoś, kto mówił do mnie Kotku, pisze ktoś kto przez prawie rok, pisał i chciał pisać, po tym jak wszystko się waliło... pisze to ktoś kto jest/był moim całym światem... pisze to ktoś kto przepędził chmury i pokazał słońce... pisze to ktoś kto dla mnie jest/był najważniejszy...

prawie mnie zabił... prawie dosłownie...

zrobiłem błąd dawno temu... pozwoliłem by tak wszystko się potoczyło... już tego nie zmienię... żałuję...
choć czy kiedykolwiek mi za to wybaczy? czy kiedykolwiek będzie "normalnie" - "cześć, co tam?" - czy jutro kiedykolwiek nadejdzie...?

pozwól się "kochać"
choćby śmiesznie
głupim wierszem
pozwól się kochać
choćby ukradkiem
muskając Twą dłoń
przypadkiem
pozwól przed złem
w ciepłym uścisku
schować Cię
i nawet gdy
nie ma już nic...
nie zatrzaskuj serca drzwi
moje Serce, moje Życie
Ty...

czekam...

i po raz kolejny zacznę układać nowy świat...
przez łzy -
z tych bardziej niekompletnych i bardziej zniszczonych klocków...
świat bez przyszłości i jutra...
świat przesiąknięty szarością...
świat, który znów się rozpadnie...

piątek, 10 kwietnia 2015

...i nikt inny do niej nie pasuje (cz.2)

po raz ostatni... i pierwszy za razem...

"nie ma lepszego jutra, nie ma jutra - dla Niego umarłem, dla mnie umarł cały świat..."

kiedyś dawno temu zauroczyła mnie pewna książka, pewien "Mały Książę", wtedy jeszcze zwykły poetycki obraz, wymarzona doskonałość... nierealny On...
marzenia przesiąkły do rzeczywistości, zderzając się z smutnym chociaż spokojnym "teraz"...
i umknęły pozostawiając po sobie jedynie zrujnowane, puste "jutro"...
jutro, które nigdy nie nadeszło...
jestem gdzieś między "dziś", a "wczoraj"...
próbuję się wydostać ze starych obietnic niespełnionej miłości...
bez skutku...
ludzie przemijają, nikt nie potrafi załatać poszarpanej dziury smutku bez dna...
miłość dogorywa...
umieram, by kolejny raz zacząć "dziś"...
obudzić się i zasnąć...
monotonne dni... 
ja...
"O tak wszyscy się zebrali
kapela gra pod osłoną gwiazd
jestem sam i czekam aż się zjawi
w zasięgu mym oczu twoich blask
więc chodź dłużej tak nie mogę
czekać tu na Ciebie całą noc
więc chodź pokaż mi te drogę
gdyż boje się wykonać pierwszy krok"

snuje się między ludźmi, jak zjawa z wczorajszego snu..., obraz kogoś kto nigdy nie istniał...
bezcelowa wędrówka... w czarno-białym świecie...
tu...
szaleje burza... - świeciło słońce... tak piękne... - tak dawno, na chwilę...
trzecia zbliża się wiosna... szara wiosna...

jest tylko dziś, które nigdy się nie skończy... jutro nie istnieje... nie ma przyszłości...
przyszłość bez... nie istnieje...
a ja pragnę już tylko śmierci..

chciałbym tylko, żeby ty był, żebym mógł znów go zobaczyć... porozmawiać, być po prostu obok...
pewnie nie poznałby mnie  na ulicy... a ja wszędzie Go widzę i wszędzie Go nie ma...
czekam... dalej patrząc z daleka na Jego świat...


sobota, 4 kwietnia 2015

pozwól się kochać - dziura w moim sercu ma Twój kształt...

nie wiem co mnie skłoniło, by zajrzeć na Jego blog...
może tęsknota, która rośnie we mnie od poniedziałku...
może to, że na święta znów wróciłem do domu...
a może... niespełniona miłość...
może...

"pozwól się kochać
choćby śmiesznie
głupim wierszem
pozwól się kochać
choćby ukradkiem
muskając Twą dłoń
przypadkiem
pozwól przed złem
w ciepłym uścisku
schować Cię
i nawet gdy
nie ma już nic...
nie zatrzaskuj serca drzwi
moje Serce, moje Życie
Ty..."

ale od początku...

poniedziałek... (w zasadzie było po północy...)
zmęczony położyłem się spać... z dziwną pustką w sercu... znów mi się śnił... był starszy, spotkał mnie na mieście, rozmawialiśmy... zabrał na przejażdżkę samochodem, przytulił... tak jakby minęło kilkanaście lat... dużo lat... eh, straszne są te 2 lata, 7 miesi..., 15 godzin... (i coraz ciszej by już nikt nie słyszał..., że jeszcze liczę... na cud i czas...)

wtorek kolejny sen... powtórka równa się tęsknocie...

środa, czwartek - praca... gdybym nie przesiadywał w niej po 12 godzin dawno już pewnie bym wpadł w kojoną depresję...
teraz tą bez pana P.
(do 3 gapiąc się w sufit... zmęczenie...., i tak cały czas...)
znów czeka mnie przeprowadzka... pomysł z zamieszkaniem z tym chłopakiem  był tylko porażką i kiepskim krokiem... miłości nie było, i nie będzie....
bo nocą marzyłem, być z kimś innym...

i piątek - z mieszanymi uczuciami jadę do domu... i chcę, i muszę, i zerkam na Jego świat... przez pryzmat szklanego ekranu... i na chwilę się uśmiecham... śmieję się...
i wybucham płaczem... jadąc autobusem...
tęsknota zwycięża, nie pierwszy, nie ostatni raz...

a dalej...?

świat w wyblakłych kolorach... uciekam wzrokiem od ludzi, siadam przy okiem,  najdalej... "budując mur" torbą z książkami... mój świat to praca, brak znajomych... sam, nic nie jest lepiej, tak jest... tak się stało... gdy odszedł Mały Książę... straciłem chęć do życia i wszystko się rozpadło...
już nawet nie wiem co to znaczy dobrze się bawić...

a do szczęścia, by znów zacząć żyć, potrzebny jest mi tylko chłopak taki jak P.
w zasadzie to chyba tylko on... :((

***

tak bardzo chciałbym by wrócił... bo już dłużej walczyć nie umie...
ale pewnie nigdy mi nie wybaczy... mnie... a w zasadzie mojej głupoty...
nie rozumiem :(((

***

i tak trochę z innej beczki: dla szczęśliwych razem...