czwartek, 19 listopada 2015

wszystko ma swój czas... II (miłość i radość)

"wszystko ma swój czas" - miłość i radość z "pokolenia ikea" -

"jeśli więc nagle łapiesz się na tym, że więcej radości od imprezy w piątkowy wieczór, która kończy się o 5 rano, sprawi Ci położenie się w łóżku o godzinie 22 to nie jest to tetrycznie tylko zrozumienie swoich potrzeb. ja rozumiem, że obowiązująca w naszym kraju religia nie pozwala na cieszenie się życiem, bo z zasady tu na ziemi powinniśmy cierpieć a prawdziwy raj to będzie jak nas złożą dwa metry pod ziemią. ale wierzę (...) że powinniśmy dążyć do tego aby zwyczajnie bywać - tu duże słowo SZCZĘŚLIWYMI. a pierwszym elementem prowadzącym w tym kierunku jest zrozumienie co nam tak naprawdę sprawia przyjemność." 

trach... powoli pęka mój szary i nudny świat, przyszedł i czas na mnie, czas przejrzeć na oczy... zobaczyć życie trochę z innej strony... zrobić w końcu coś dla siebie...

tak... miłość... Małego Księcia kochałem, mocno kochałem, byłem wtedy taki SZCZĘŚLIWY... ale czas, ludzie, kto wie co jeszcze miało na to wpływ... wszystko się skończyło... ale dla mnie jest, jest w moim sercu, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że nie przestałem Go kochać, kochać takim jakim był, jest... BYŁ kimś kogo zawsze szukałem, wtedy, przez ten krótki moment, był mi najbliższy, był dla mnie doskonały, wiem, że z Nim nigdy nie było by nudno... sprawiał przyjemność - jakkolwiek źle to teraz nie zabrzmiało :P (i nie zboczuchy nie o to chodzi ;P) lecz...

zostały tylko wspomnienia...



minęły 3 lata, a nawet więcej... przez ten czas dużo się zdążyło wydarzyć... może nie znalazłem sobie chłopaka, może w nikim się nie zakochałem, ale zamieszkałem z pewnym chłopakiem, tak naprawdę był to tylko "ruch do przodu", jak w szachach - przemyślany, prowadzący do wygranej, do celu... cel również był prosty... mieć kogoś kto będzie, mieć kogoś z kim stworzy się pozory rodziny...

wiem, wyrachowana i zimna kalkulacja nie sprawdziła się, coś było nie tak, czegoś brakowało... to nie sprawiało przyjemności...

"idź za marzeniami. kiedy masz to robić jak nie teraz? kiedy masz ryzykować jak nie teraz? wiem, że to niepopularne ale w życiu nie chodzi tylko o to aby zarabiać dużo banknotów, ale o to aby każdy dzień zaczynać z uśmiechem na ustach."

Mały Książę, gdy był, On przynosił uśmiech na moje usta każdego ranka...
to dzięki niemu byłem szczęśliwy... 

"unikaj ludzi, którzy cię nie szanują. (...) nie ma powodu podlizywać się komuś, kto uważa cię za gówno. dbaj o przyjaciół, jeśli masz 20 kilka lat, rozejrzyj się dookoła siebie i zobaczysz tam osoby, które mogą Ci towarzyszyć przez resztę życia."

i to samo pytania, o czym marzysz? co sprawia ci przyjemność? 
nie marzę o uganianiu się za kimś kto nie widzi we mnie niczego "przydatnego", nie marzę o kolejnym spierdalaj... 
dla mnie zawsze będzie kimś kto ma w moim sercu miejsce, i zawsze dla Niego będę i zawszę będę czekać, ale... marzę o czymś innym...

"przyjaźń wymaga dużej ilości taniego alkoholu, długich rozmów do świtu, długich wyjazdów zapchanym pociągiem, a czasami i trzymania za włosy, gdy ktoś rzyga do kibla. w miarę upływu czasu coraz trudniej będzie Ci poznawać kogoś nowego, bo będziesz się zamykać na takie doznania, staniesz się coraz bardziej cyniczny/a i podejrzliwy/a. nie będziesz w stanie się już otworzyć, tak jak to było kiedy ma się 17 lat." 

właśnie tego mi brakuje, długich rozmów o wszystkim do świtu w asyście procentów, wyjazdów bardziej nieprzemyślanych, pociągiem tu i tam... z czasem jest trudniej... rzekłbym, że dziś już jest to prawie niemożliwe... niemożliwe by kogoś poznać... kogoś z kim można dzielić marzenia i czerpać przyjemność z tych samych rzeczy, tych dziwnych, tych mniej i tych zwykłych... by próbować, bo jak śmiesznie może z boku wyglądać nawet głupi podryw... 
tego wszystkiego tak strasznie mi brakuje...

"tym samym przechodzimy do kolejnego punktu: bądź dzieckiem. przejdź się na plac zabaw. usiądź sobie na ławce. i popatrz na koty, które się tam bawią. widzisz ich spontaniczność? widzisz ich ciekawość świata? widzisz ich szczerość? (...) w życiu dajemy się powoli zabijać przez konwenanse, długą listę rzeczy, których nie wolno i nie wypada. znajdź więc w sobie osobę jaką byłeś/aś w wieku siedmiu lat. wreszcie na koniec zwiąż się z osobą z którą lubisz spędzać czas. to proste. związki stworzone tylko na przyciąganiu fizycznym i dobrym rżnięciu wypalają się strasznie szybko. i druga rzecz: ta osoba, z którą będziesz musi się bać tego, że może Cię stracić. my ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że dbamy tylko o to co może nam uciec. właśnie ucieka nam życie."

piękne prawda? minęło ponad 3 lata zanim wróciłem do życia, zanim przejrzałem na oczy, kolejne lata zmarnowane, a On wolał uganiać się za kimś kto Go zdradzał... może to mi otworzyło oczy, może nasze ostatnie rozmowy... a może coś złego wisi w powietrzu... 

życie rozbiło się na dwie części - czas spróbować wykorzystać tę szansę, może nie znajdę kogoś z kim będę dzielić marzenia, czerpać radość z każdej chwili, ale będę wiedział, że próbowałem... wiem, czego mi brakuję, wiem czego pragnę, brakuje tylko drugiej osoby, by zabłysnęło znów światełko nadziei...

ktoś mi ostatnio wypominał, że zachowuje się jak dziecko, tak Mały Książę, bo tylko to ratuje... 

***

Napisałem kilka lat temu teksty dla Ciebie
Nie miałem odwagi, żeby po prostu Ci powiedzieć
Napisałem więc wiersz dając Ci sto procent siebie
Byłem pewien, że świat dla nas kręcić się będzie 
Wierzyłem w nas nawet, gdy cały świat był temu przeciw.
byłem obok Ciebie, gdy płakałeś przez Niego.
Dać chciałem Ci wszystko nie widziałeś tego.
Byłem zawsze, a jednak nigdy na poważnie
Nie traktowałeś mnie 
chciałem być jednym z Twoich marzeń.
Nie ma nas i nigdy nas nie było.
Teraz wiem, że jak bardzo bym nie pragnął 
wiem, i tak nigdy nas nie będzie.
To jest pewne tego nigdy mieć nie będę.

wszystko ma swój czas... I (praca, praca, praca)

"tik, tak, mija czas, nic się nie zmienia, życie upłynie w oczekiwaniu na... przelew" - tak, to cytat z tekstu, który wpadł mi w łapki, zaraz po fragmencie książki "pokolenie ikea"... od czego się zaczęło? oczywiście od Małego Księcia...

wyjazd do domu zmusił mnie do pewnych przemyśleń - już sam w sobie, a raczej to co go poprzedziło... rzecz krótko ujmując unikam ludzi z powodu... lub jego brak... to nieistotne... zamroczony chęcią ucieczki z Warszawy, dużo nie myśląc skorzystałem z opcji na którą raczej bym się nie odważył, skorzystałem z blablacar, dla niektórych nic specjalnego, dla mnie raczej opcja "ok, ale nie skorzystam", ta mała i w zasadzie nieistotna, wręcz błaha rzecz, ruszyła lawinę myśli... coś było nie tak, coś nie pasowało w utartym schemacie mojego nudnego i szarego życia...

w ŁAPKI wpadły mi dwa teksty "pokolenie oczekujących na przelew" i ten ciekawszy "pokolenie ikea"...

maszyna ruszyła... trybiki nieustanie pracowały, para buchała... w pewnym momencie zrodziła się myśl, myśl targana wiatrem, deszczem i dymem z papierosa - przebłysk... niedowierzanie... "marnuję życie..."

przyjrzałem się sobie... przytyłem w dużym przybliżeniu 30kg, przestałem w ogóle jakkolwiek o siebie dbać... wieczory mijały pod znakiem, dołującej muzyki, papierosów i litrami lejącego się alkoholu...

cały czas uganiałem się za pracą, cały czas była na pierwszym miejscu, praca, więcej pracy, a potem czekanie... "a potem rzeczywistość, już po lekturze umowy rzednie minka, ale wiadomo - umowy (...) są umowne, papier musi się zgadzać, scenariusz i reżyseria Okhił Khaidow, a życie i tak toczy się swoim torem i jest mniej zabawne niż sitcomy z Bennym Hillem. warunki wykonania zadania, kręcenie nosem, popraweczki i włola. dochodzimy do meritum. oczekiwanie na przelew. termin jest dokładnie określony w umowie. 30 dni. ale tylko parzystych, nie licząc wtorków, śród i poniedziałków, świąt państwowych, okresu przeziębień i przesileń. no daj spokój bądź człowiekiem. tik, tak mija czas (...)"

trudno bywa, fatum lub po prostu zwykły pech... użerasz się z pracą, a oni nawet przelewy na czas nie zrobią... "wir przeciwności (...) złośliwy niesłowny zleceniodawca, i biedna agencja, która przeoczyła jakoś te 64 maile z zapytaniem, mimo, że do momentu zakończenia współpracy, pisała jak zakochany nastolatek, pytając co słychać, i że pięknie wyglądam. boże (...) ile koszmarów doświadczyłem, kiedy już oko udało mi się przymknąć, że numer konta nie ten, że księgowa zgrywuska lubi się droczyć, że ją na urlopie komary i dzikie węże żywcem ze skóry obdzierają i nie daj boże przedłuży wakacje o L4. potem dorosłem. do tego, że to oni powinny się martwić, czy aby ich nie spotkam. z natury spokojny ze mnie człowiek, no chyba, że się wk..."

wszystko się ułożyło - szczęście? może przypadek, chociaż w tym miesiącu nie mogę narzekać na brak funduszy...

podsumowując - koniec ze stawianiem pracy na pierwszym miejscu... i tak nikt tego nie dostrzega, widzi się tylko błędy... jak nie ta praca to inna... :)

ciąg dalszy nastąpi... za chwilę :p

środa, 11 listopada 2015


Pokochaj mnie i zostań jeszcze chwilę.
Pokochaj mnie, chcę w sobie czuć motyle.
Pokochaj mnie, niech wszyscy to zobaczą.
Pokochaj mnie, niech inne serca płaczą.