niedziela, 29 maja 2016

one more time

czas nieubłaganie płynie...
niedługo minie cztery lata...
i drugi rok mojego mieszkania w Warszawie...
nieubłaganie starzeje się...

zmieniam mieszkanie, zmieniam pracę, zaczynam wszystko od nowa, jeszcze raz...
i jednej rzeczy nie umiem zmienić...

siedzę we wnęce okna obserwując śpiące miasto nocą... zastanawiając się co robi Mały Książę...
myśli biegają z kąta w kąt...
tęsknie...
nie wiem, wszystkie moje jakiekolwiek próby naprawy?, raczej próby powiedzenia przepraszam? spełzły na niczym,
czy na prawdę chciałem tak dużo  - by był?
życie...
delikatny zimny wiatr... rozwiewa mi delikatnie włosy...
myśli... obrazy... wesoły ze swoim chłopakiem? szczęśliwy...,  trudno tak... obrazy...
czasami kładąc się spać, zanim przyjdzie sen...
jest na wyciągniecie ręki, obcy, ale blisko... innym razem wesoły, uśmiechnięty...
dziwne rozmowy, które nigdy nie miały miejsca...
i przychodzi sen..., odchodzi...

kocha się tylko raz... nie w tym rzecz..., czasu nie cofnę... szkoda, albo i nie...  mam nauczkę, nie walczyłem... albo czy walcząc coś by się zmieniło? mam nauczkę...
chciałbym zacząć żyć..., znów poczuć szczęście, by wszystko nie kończyło się na ośmiu godzinach pracy... by wracając do domu był ktoś kogo kocham... tylko u introwertyków tak to nie działa... jedyna miłość... czy może jedna...
mijają dni, pogłębia się tylko tęsknota...
pustka...

i z drugiej strony jest życie... nie dostrzegałem wszystkiego, ale to nie zmienia faktu, i nie trzeba być ideałem, ... kocha się za nić... a cierpi za wszystko...

***

najgorsze są powroty...

ludzie sobie nie wybaczają... czy to jest na prawdę takie trudne...? wczoraj, dostałem bardzo miłą wiadomość od starego znajomego... nigdy nie wybaczyłem mu tego co kiedyś zrobił, nigdy do wczoraj... napisał tylko, że cieszy się, że jestem mimo tego co zrobił...

ludzie mówią, że czas leczy rany... to gówno prawda, bo teraz już wiem, co mają na myśli. z czasem można pogodzić się z tym co nas spotkało. możne nawet wymazać te mniej bolesne wspomnienia, bo najgorszych rzeczy raczej nie da się zapomnieć. chcę wierzyć, że to co działo się przez kilka ostatnich lat w moim życiu miało jakiś sens i że właśnie tak miało być...

kiedy widzimy, że ziemia pęka pod naszymi stopami i każdy kolejny krok zdaje się być jedynie sposobem na pogorszenie sytuacji, należy kroki te wykonywać szybko i stanowczo (chyba, że stoisz na lodzie - wtedy mało się ruszaj i drzyj mordę póki ktoś Ci nie pomoże)...

życie jest chujowe... jest lepiej? nawet jeśli czasami coś idzie nie tak, nawet jeśli częściej niż czasami coś idzie nie po mojej myśli... wiem, że wstanę, kiedy upadnę, i to bez niczyjej pomocy...

ale tęsknie, tak mocno tęsknię... a najgorsze jest to, że pewnie nigdy Go nie będzie...


"I saw that you were perfect
and so I loved you. Then I
saw that you were not perfect
and I loved you even more..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz